Freud (serial Netflix) – Szajs Tygodnia

Jestem z wykształcenia psychologiem i pedagogiem, więc spotkań z Freudem i jego teoriami miałam w życiu od groma i trochę. Kiedy wpadł mi w oko zwiastun serialu na Netflixie, o wdzięcznym tytule Freud, w pierwszej chwili zareagowałam niechęcią. W drugiej chwili miałam spięcie w mózgu, który nie bardzo ogarniał, na co patrzy, ale zaczął podle chichotać. Zbrodnia! Magia! Psychoanaliza! Dziewczęta w nocnych koszulach! MROOOOOOK!
Będą spojlery, jak zawsze w Szajsie. Pocierpicie trochę ze mną.

To FREUD!

Przez cały pierwszy odcinek chciałam pouczać bohaterów, że powinni dodawać wykrzyknik za każdym razem, jak się zwracają do Zygmunta po nazwisku. Pan doktor jest młody i ocieka seksem: krzaczasta, starannie przycięta broda, mroczne, świdrujące oczęta, głos miły, nawet po niemiecku. W dodatku ma problemy, bo nikt mu nie wierzy w jego rewolucyjne teorie.

Z postacią Freuda mam zgrzyty: niby w sumie jest ojcem współczesnej psychologii, ale zabrał się do niej ot takiej dupy strony, że głowa mała. Posłużę się metaforą: w świecie, gdzie wszyscy uważają, że kwaśnienie mleka to wina krowy, on ośmiela się mówić, że to na mleko działają czynniki powodujące kwaśnienie. Tyle, że według niego to krasnoludki sikają do mleka i w związku z tym opisuje właściwości ich magicznych penisów. Dopiero jego następcy odkryli, że nie krasnoludki a bakterie. Co do penisów nadal niektórzy uważają je za magiczne, w tej sprawie nie poszliśmy za daleko.

Poznajemy doktora Freuda na samym początku jego drogi – już wie, że to nie krowa, ale jeszcze nie wpadł na krasnoludki. Na razie bada hipnozę jako narzędzie terapeutyczne. Wychodzi mu to beznadziejnie, aż do czasu, kiedy nagle przypadkiem wychodzi mu lepiej, niż powinno, tyle, że w złym momencie. Szanowne grono profesorów i kolegów wyśmiewa zapędy Freuda i jego teorie o podświadomości. Nie pomaga, że Freud dramatycznie wygłasza przemowę ze zwiastuna – brodaci faceci jeszcze nie wiedzą, że chodzi o półnagie kobiety i ich fantazje erotyczne, więc strzelają focha.

Zauważam bardzo dziwny trend: trzech typów ma bliznę na lewym policzku. Zaczynam Podejrzewać, że Tym Złym okaże się Ktoś z Blizną.

Na razie nic nie zapowiada katastrofy: kostiumowo film jest przepiękny, fenomenalnie operuje światłem, pruskie wąsy krzaczą się na prawo i lewo, wizualnie jest prześlicznie, jest zbrodnia, będzie śledztwo. Przyznaję się, że przełączyłam na angielski dubbing (lepiej mi się pracuje, kiedy nie muszę czytać napisów), ale zagrane jest ładnie tylko trochę nienaturalnie brzmi.

A potem Freud idzie na seans spirytystyczny i Się Zaczyna.

Magiczni Węgrzy i ich wspaniałe seanse

Każdy tytuł odcinka to nawiązanie do pojęć psychologicznych. Na tym kończy się w sumie warstwa psychologiczna serialu. Wszystko pozostałe można przeczytać w gazecie typu Twój weekend. Freud z kolegą uczestniczą w seansie spirytystycznym – rzecz normalna w tamtych czasach, ludzie mocno interesowali się mocami umysłu, zjawiskami paranormalnymi. Raj dla szarlatanów i iluzjonistów. Jeszcze nie podejrzewam, że zaraz dostanę z liścia w mózg.

Wszystko jest całkiem w porządku, dopóki serial nie oznajmia, że TO PRAWDA. Tak po prostu. Pani Fleur Salome jest autentyczną wieszczką, jasnowidzką i ma WIIIIZJEEEE. Wizje polegają głownie na łażeniu po wnętrzach za gołym facetem ufafranym juhą, a kończą się spektakularnymi drgawkami i pianotokiem.

Mam Wizje i nie zawaham się ich użyć! Dawać parówy!

Salome jest pod opieką dwójki ekscentrycznych, lekko perwersyjnych magicznych Węgrów, którzy spiskują przeciw arcyksięciu austriackiemu. Albo wręcz przeciwnie, nie za bardzo zrozumiałam o co biega. Na pewno chcą, żeby następca tronu, Rudolf przybył na seans, a Salome ma COŚ zrobić.

Freud przy pierwszej lepszej okazji dopada pannę i korzysta ze swojej nowo odkrytej mocy hipnotyzera, bo ostatnio mu truposza dziewczyny policja władowała do chałupy, więc czuje Potrzebę zagłębiania się w mroki umysłu. To, albo ma ochotę pomachać zegarkiem przed oczami panny, która wygląda jak krzyżówka Anny Paquin z Evą Green. Nie dziwimy mu się, bo to ładny zestaw jest. Wielu by machało.

Fotozagadka: ile penisów widzisz na tym obrazku… zboczuszku?

Wszystko podlane jest mroczną muzyką składającą się z oszalałych skrzypiec i bębenków. W tym momencie wiedziałam, że nie ma co liczyć na sens. Złośliwość powiedziała ‚ło ho ho’ i zajęła miejsce w pierwszym rzędzie.

Freud macha. Salome ma pieniastą wizję małej dziewczynki w kanałach. Trochę to rozczarowuje Zygmunta, bo liczył, że magiczna Węgierka powie mu, kto zabił dziewczę w jego gabinecie, a tu jakaś smarkula się po wizjach pęta.

Smutne kiełbaski podświadomości

Jak już mówiłam, w wizjach pojawiają się nadzy panowie na czerwono. Zapomnijcie o walorach estetycznych: panowie są konsystencji i urody ciasta na kluski. Ale wracamy do zbrodni.

W mieście ktoś zamordował młodą dziewczynie, dziabiąc ją w okolice intymne. Policjant prowadzący śledztwo ma silne podejrzenia, że zrobił to jeden z Facetów z Blizną: jego przełożony z wojska, osobnik nikczemny i okrutny. Pan policjant jest przepiękny – łysy jak kolano, o rysach twarzy którymi można ostrzyć noże, z wąsem krzaczastym i pełnym godności. Od razu go polubiłam, więc pewnie źle skończy.

Pierwszy z Blizną owszem, z dziewczyną się bujał, ale na sam akt morderstwa ma zanik pamięci. Jest tym tak zrozpaczony, że rzuca się paszczą na parówkę swojego ukochanego, Drugiego z Blizną. Po pięciu sekundach patrzenia na Drugiego człowiek wie, że Pierwszy jest pantoflem w tym związku. Spotkanie z UberTatusiem potwierdza, że Pierwszy ma charakter twardy jak rozgotowany kalafior.

Gdzie w tym Freud? Otóż martwa panna jest owym truposzem wspomnianym wcześniej. Zygmunt jest człowiekiem przyzwoitym i bardzo mu się niemiło zrobiło, gdy dziewczyna skonała u niego w gabinecie. A teraz zaginęła jeszcze dziewczynka, którą widział wczoraj na seansie. Zygmunt sprytna bestia jest, dodał dwa do dwóch i pognał do kanałów (strategicznie poczekał do wieczora). Równocześnie Łysy z Wąsem postanowił zrobić to samo – dostał wcześniej anonima ze wskazówkami.

Znajdują dziewczynkę, z obciętymi paluszkami u stopy, straumatyzowaną, w stuporze.

I wszystko byłoby całkiem intrygujące, gdyby nie to, że trzy sceny wcześniej Trzeci z Blizną patrzył łakomie na stópkę dziewczynki, a Salome widziała w wizjach jego smutną parówkę.

Trzeci z Blizną – UberZło

Trzeci to rywal Freuda, osobnik tak nikczemny z mordy i działania, że widz od pierwszego kopa nie ma żadnych wątpliwości, że drań będzie mordował. Uczesanie na młodego Hitlera, wąsik pedofila, sapanie spod drżącej grzywki… serialu, miej litość.

Wracamy jednak do Pierwszego, którego w międzyczasie Łysy z Wąsem oskarża o zamordowanie panny i uprowadzenie dziewczynki. Pierwszy strzela focha i wyzywa Łysego na pojedynek. Serial usłużnie opowiada, że panowie się nie lubią, bo Pierwszy kazał Łysemu strzelać do więźniów podczas wojny. Od tego czasu Łysy ma skurcze w dłoni, a Pierwszy Wyrzuty.

Freud magią hipnozy leczy rękę Łysego. Pierwszy z Blizną popełnia samobójstwo podczas pojedynku, celowo chybiając, a Łysy odstrzeliwuje mu siusiaka. Freud zaczyna Przeczuwać, że wszechświat coś mu podpowiada na temat parówek.

Dziewiętnastowieczne perwersje czyli Przychodzi Baba do Wanny

Trzeci z Blizną tymczasem knuje, jak by tu uciąć więcej paluszków siostrze. Opuszcza jednak wizje magicznej Węgierki – ma ona ważniejsze rzeczy do roboty, takie jak palenie papierosów nad mumią i bełkotanie do zgromadzonych gości.  Ulubiony śpiewak operowy księcia Rudolfa daje się poczęstować wywarem z krwi i proszku z mumii, po czym serial raczy nas jego widokiem na golasa, upaćkanego na czerwono. Typ jest gruby, więc parówki nie widać za bardzo (do czasu). Arcysiążę Rudolf jest Zaintrygowany.  Salome daje nogę.

Freud werbalizuje swoje motto życiowe, że zawsze chodzi o penisa. Chwilę potem postanawia dokładnie zbadać zjawisko za pomocą potrząsania narządem w czasie kąpieli. W fabułę to wnosi nic, za to całkiem sporo w walory wizualne.

Adin, dwa, tri…

Nie, Freud się nie bawi w odliczanie – kiedy Salome wbija mu na chatę, żeby pomógł jej z kolejną wizją, po prostu stuka ją w czoło i to wystarczy. Przygotujcie się na kolejną czerwoną parówkę – śpiewak zabił swoich rodziców i teraz tańcuje w wizji jak go Bozia stworzyła. Freud biegnie po Łysego i odkrywają, że to prawda.

Dodam, że w przerwach między sensacjami występują na zmianę przyśpiewki po niemiecku i skandowanie, a Zygmuntowi nie przeszkadza pisać do narzeczonej i parówkować, myśląc o Salome. Nie podoba się to jej opiekunce – napada Freudzia i stuka go w głowę. Bach! Hipnoza.

Oni naprawdę nie liczą nawet do dziesięciu.

Zła Kobieta każe Freudowi się zabić po obudzeniu. Nie wie jednak, biedaczka, że każdy porządny Żyd ma w głowie swoich rodziców, którzy go nieustannie pouczają. Zygmunt po złości, zamiast grzecznie skoczyć z dachu, postanawia wypić kompot z kokainy, który idzie mu nosem i powoduje otrzeźwienie.

Kokaina. W wielkim słoiku. Nic dziwnego, że się jego gabinet cieszył powodzeniem.

Serial porzucił wszelkie pozory bycia sensownym. Trzeci z Blizną popełnia samobójstwo po tym, jak usłyszał w wariatkowie śpiewaka, Drugi z Blizną chce zabić Łysego, który z kolei czuje się odpowiedzialny za śmierć swojego syna, pośrednio zabitego przez Pierwszego z Blizną, arcyksiażę Rudolf bawi się parówką za słupkiem, następuje obrzydliwe ruchanie a następnie namiętne ruchanie, Łysemu drży ręka, a rodzice Freuda są Niezadowoleni.

W dodatku Magiczni Węgrzy najprawdopodobniej są Reptilianami i kontrolują cały Wiedeń za pomocą magii umysłu. Albo użytych podpasek podbieranych Salome. Jedno z dwóch.

Wąsy bohaterem!

Kochani, ja naprawdę chciałabym Wam opowiedzieć, co się działo dalej, ale równie dobrze mogłabym opisywać chronologicznie zupę. Salome okazuje się mieć w sobie jakieś pradawne węgierskie Zuo, które objawia się głównie przez atakowanie waginą (serial radośnie prezentuje nam wtedy dźwięk miażdżonych kości), golenie brwi i ślinotok.

Magiczni Węgrzy wykorzystują owo Pradawne Zuo do hipnotyzowania ludzi w imię zemsty za zbrodnie cesarza na Węgrzech. Cel w sumie szlachetny, ale kurcze, nie czytali Kordiana? (mogli, sprawdziłam, był wydany dużo wcześniej). Robią to za pomocą orgii hipnotycznych. Brzmi legitnie.

Freud wpada w waginołapkę, bo Hipokrates mu się myli z hipokrytą, ale szybko znajduje usprawiedliwienie. Brzmi ono ‚to jej wina’. Odkrywczo, prawda? Brat narzeczonej przynajmniej daje się w ten sposób urobić.

Łysy pada ofiarą ataków ludzi Drugiego z Blizną i wtedy okazuje się, kto tak naprawdę jest superbohaterem tego serialu.

Proszę państwa, jest nim niepozorny Gruby z Wąsem.

Jest tak sympatyczny, że wybaczamy mu nawet frywolne śpiewanie po niemiecku

W ogóle zarost w tym badziewiu jest taki cudowny, że można na niego patrzeć godzinami. Gęste krzaczory buszują po twarzach panów (i zupełnie omijają nogi i waginookolice kobiece).  Kudłate są też klaty panów, którzy biorą udział w magicznej orgii na tle flaków z dzika.

Na razie wydaje się, że krzaczaste wąsy dają +50 do odporności na szaleństwo, bo wszyscy łysi na mordzie i brodaci prędzej czy później zaczynają bełkotać bez sensu.

Moc Salome to tak naprawdę wyciąganie na wierzch ukrytych w podświadomości morderczych pragnień. Czyni to za pomocą plucia i waginoataków na parówki. Jej wpływ rozprzestrzenia się szybciej niż rzeżączka w porcie z jedną prostytutką i zalicza prawie 100% śmiertelności. Freud ma trochę odporności, ale również i on pada ofiarą szaleństwa (to dlatego, że ma brodę).

Następuje dużo dziwności i Salome ląduje w wariatkowie. Freud prawie też. Po czym następuje ucieczka z wariatkowa. I jeszcze więcej wariowania z toczeniem piany z ust. W międzyczasie wszystko staje się ISTOTNE i MAGIIICZNE.

Przychodzą duchy.

Mam dość.

Wąsy, wąsy, WĄSY!

Piękne, pruskie i zakręcone wąsiska są jedyną rzecza, która ma sens w tym serialu. Cała reszta to bełkot i zestaw przypadkowych scen pełncych wydumanej intensywności. Ojciec Pierwszego z Blizną chce zabić Łysego, więc Drugi z Blizną idzie na policję i donosi na Łysego. Komendant, który przez 6 odcinków darł mordę, że Łysy ma urojenia oskarżając Pierwszego, w trzy sekundy po rozmowie z Drugim każe aresztować Łysego.

Sytuację znowu ratuje Gruby z Wąsem – grozi wszystkim pukawkami i daje dyla z Łysym (też z Wąsem).

Tymczasem wszyscy Brodaci w serialu mają jakieś fochy do Freuda i jego brody, a Magiczni Węgrzy zakopują w ogródku podpaskę z czaszką i peruką.

Och, zapomniałam Wam powiedzieć, że wszyscy zahipnotyzowani ludzie zaczynają działać, jak usłyszą pewną melodię. Zaczynam podejrzewać, że scenariusz pisał ktoś, kto mentalnie jest w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku – wtedy namiętnie ten trik był stosowany, w Bondzie na przykład. W każdym razie Salome nuci i widz dostępuje zaszczytu oglądania, jak nagi Freud dusi swego ojca w ramach podróży w głąb umysłu.

Byłabym mniej zniesmaczona, jakbym nie wiedziała, że te wszystkie bzdury pochodzą z autentycznych przekonań Freuda na temat podświadomości.

Kibicuję drużynie Wąsów. Mam nadzieję, że nic im się nie stanie, bo Salome nuciła też przy nich.  Och nie! Łysy we śnie podąża za wilkiem i dusi sam siebie! AaaaaaaaaaaaaaaaaAAAAAAAAAAAAaaa..! I nagi Freud na malowniczej, mrocznej, czarnej, pardą, obsydianowej posadzce. Jazda bez trzymanki, telepatia i golizna na śniegu.

Popłakałam się ze śmiechu.

Wielki Finał

Freud ratuje cesarza przed Magicznymi Węgrami poprzez moc telepatycznej psychoanalizy z Salome. sama panna znika. Freud, szukając jej, wpada na swoją narzeczoną.

Wszystko się wydaje skończyć dobrze. Narzeczona pyta o magiczną pannę. Freud zamiast odpowiedzieć, wręcza jej swoją książkę o hipnozie. Dopiero potem się przyznaje.

I wtedy następuje coś, co ratuje serial. Dla TEJ kwestii warto było siedzieć i jęczeć i dziabać się w palec z zaskoczenia (filcowałam przy oglądaniu). Narzeczona przełyka dumę po czym cynicznie stwierdza:

Przeceniasz potęgę genitaliów, Zygmuncie. Szczególnie swoich.

W tym momencie powinnam przestać oglądać, a serial załapałby się nawet na trzy gwiazdki z pięciu (bo ładny i z wąsami). Ale nie, musiałam patrzeć dalej, prawda? Przecież nie da się spaprać niczego w ciagu ostatnich 20 minut odcinka. O, naiwna kaczuszka ze mnie…

Stężenie pośmiertne

Serial postanawia nas dobić poprzez ukazanie dalszych losów bohaterów.

Łysy poddaje się podszeptom Pradawnego Zua i zabija swojego złego szefa, po czym znika w kanałach, robiąc „hraaaargh” złowieszczo paszczą do ekranu.

Następca tronu ma świra i trzeba go uspokajać po węgiersku – Freud zostaje poproszony o Tajemnicze Leczenie, a jego książka opisująca zdarzenia z serialu zostaje spalona pod groźbą. Jakąś groźbą, straszną niewątpliwie i okropeczną.

Freud z ciężkim sercem się żeni z porządną Żydówką. Szlag mnie trafia, bo akurat wiem, że Freud kochał Martę do szaleństwa – w ciągu 4 lat napisali do siebie ponad półtora tysiąca listów miłosnych, a jedyny domniemany romans Freud mógł mieć z siostrą Marty 10 lat po ślubie. Niezależnie od mojej niechęci do typa, nie lubię, jak się kogoś wrabia w romans, a z żony robi głupią gęś.

Następuje finalne spotkanie Freuda z Fleur Salome i obserwujemy narodziny zasady tajemnicy lekarskiej u psychologów. Ponadto Salome informuje Freuda, że terapia przez niego zastosowana skończyła się sukcesem. Zachodzę w głowę, jaka terapia: stukanie w czoło, machanie zegarkiem czy parówkowanie?

Niestety nigdy nie poznamy odpowiedzi na te pytania, gdyż serial kończy się serią portretów bohaterów wyłaniających się z mroku.

Cieszę się jak debil, bo Grubemu z Wąsem nic się nie stało, mało tego, chyba ożeni się z synową Łysego.

A teraz, proszę państwa, pozwolicie, że pójdę się porządnie upić i zastosować jakieś wyparcie, żeby zapomnieć co widziałam.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

20
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
10 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
Kania FraniaJagaSzyszkaHaszyszymoraHaszyszymora Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
wiedźma nadmorska
Gość
wiedźma nadmorska

Ranyboskie jak dobrze, że się jednak za toto nie wzięłam… Jednakowoż tekst narzeczonej zacny, wart uwiecznienia na jakimś wyjątkowo rzadko spotykanym materiale, zgłoskami co najmniej diamentowymi!

Chomik
Gość
Chomik

Dobre!!!! I polityczne i o seksie! Tylko co t oma z nauką wspólnego?
pojawiają się nadzy panowie na czerwono. Zapomnijcie o walorach estetycznych: panowie są konsystencji i urody ciasta na kluski -łeee, narobiłaś mnie apetytu i tak…

Aninreh
Gość

Dodam tylko, że w XIX wieku te kokainę to dodawali autentycznie do wszystkiego i wszystką nią leczono. Istniały np. kokainowe czopki na hemoroidy (i nawet trochę działały) 😀

BeBe
Gość

Brzmi jak typowy serialowy koszmarek, który miał być klimatyczny, trochę mroczny i pełen magii, ale komuś się sypnęło za dużo wszystkiego i nie wyszło. Jak zobaczyłam „Freud” to naprawdę pomyślałam – to chyba jakaś biografia, może jakaś psychologia, a tu tylko wąsy i piana z ust…
Gruby pan z wąsem rzeczywiście wygląda sympatycznie! Też bym mu kibicowała.
Ale nie będę, bo nigdy tego nie obejrzę. Chyba że z chłopakiem jakiś odcinek, może uzna, że warto zapuścić brodę i grzyweczkę i będę mieć takiego Freuda! (nie, chyba jednak tego nie chcę)
Uwielbiam czytać teksty ze spojlerami! Więcej spojlerów! Więcej szajsów tygodnia!

Dorian
Gość

Piękna recenzja 😉 podziwiam że dotarłaś do ostatniego odcinka ja po 5 bałem się że mój mózg jest już tak rozpuszczony ze jak kichnę to jakieś zwoje polecą z śpikiem nosem.

Pozdrawiam 🙂

Hersychia
Gość
Hersychia

Haha, i ja próbowałam to oglądać! Doszłam do trzeciego odcinka i odpuściłam, bo nie lubię, jak scenarzyści robią mnie w chuja i wprowadzają elementy magiczne w realistycznym świecie. Momentalnie siada napięcie, nie ma co inwestować emocji i czasu, skoro wiem, że i tak fabułą będzie rządził imperatyw narracyjny do spóły z deus ex machina. Ale. Zerkałam, kiedy luba oglądała dalej, jestem więc ogromną fanką odcinka czwartego bodajże: > przychodzi do ciebie twoja ziomalka, o której wiesz, że regularnie ktoś jej robi pranie mózgu > ziomalka jest nieprzytomna (psychicznie), ma podarte ciuchy, cała jest posiniaczona i krwawi z dróg rodnych >… Czytaj więcej »

Haszyszymora
Gość
Haszyszymora

„Pruskie wąsy krzaczące na lewo i prawo” to piękna fraza, ale te wąsy to jednak austro-węgierskie były 😉 Uśmiałam się jak norka, po jednym rechocie za każdą parówkę i każdy wąs, i też uważam, że Marta rozwaliła system. Poza tym cieszę się, że nie jestem sama z moim uwielbieniem dla Kissa vel Łysego z Wąsem (którego namiętnie shipuję z Kolegą Grubaskiem; no do licha, Grubasek nawet w miejsce podświadomości i Mrocznych Introspekcji ma tylko troskę o Kissa!). Do Idiotyzmów Roku nominuję uwalnianie Salome z psychiatryka, w pojedynkę, gołymi ręcyma i za plecami nagle ogłuchłego Meynerta. A żeby było śmieszniej, Freud… Czytaj więcej »

Haszyszymora
Gość
Haszyszymora

Dzieńdoberek. Zauważyłam, że mój poprzedni komentarz zniknął – poleciał?

Jaga
Gość
Jaga

Jak zobaczyłam magiczną Węgierkę to przez chwilę myślałam, że to naprawdę Eva Green

Kania Frania
Gość

Haha… Freud znów się nie dał! Od teraz będzie wrogiem numer 1 nie tylko psychologów o profilu naukowym, ale i filmowców. Pozdrawiam serdecznie 🙂