Kawaii Scotland Light Novel

Z projektem słodkich Szkotów jestem prawie od początku – dokładnie pamiętam głupi żart na Facebooku, który zapoczątkował to szaleństwo. Wyobraźcie sobie bowiem wielce poważnych, męskich Szkotów, którym wiatr podwiewa frywolnie spódniczki, a ich reakcja jest rodem z bardzo naiwnej mangi dla dziewcząt. A teraz dorzućcie wszystkie wyjątkowo naiwne klisze z mang szkolnych, shojou, shounen-ai i nieśmiałych fanficzków pisanych przez spłonione nastolatki, a otrzymacie Kawaii Scotland.

Manga, wypełniona przecudnymi rysunkami Dranki do szalonego scenariusza Kobiety Ślimak, to prawdziwe mistrzostwo świata, więc koniecznie po nią sięgnijcie, jeśli lubicie śmiać się z utartych schematów i nie boicie się męskiej miłości. Och, nie, to nie jest jeszcze jedna tragiczna historia o zakazanym owocu na przekór społeczeństwu. Zdecydowanie. Nie w świecie, gdzie żyją tylko mężczyźni, a dzieci rodzą się z haggisu.

Miłość, kłoda i smalec

Żeby przejść do nowelki, która jest prequelem do mangi, trzeba o samej mandze trochę powiedzieć, żebyście wiedzieli, na co się piszecie. Ech, kogo ja oszukuję, nawet jeśli Was uprzedzę, to i tak powali Was ilość inteligentnego absurdu, szczególnie, jeśli jesteście mangowcami. Niemniej spróbuję. Jak już wspomniałam, nie ma kobiet, wszystko jest rodzaju męskiego z wyjątkiem owieczek, które chyba nie ogarnęły idei. Kobiety wyginęły wraz z feminizmem i zaawansowaną technologią i matematyką. Życie jest proste, wystarczy podążać za pewnymi regułami – na przykład za tą, że miłość można znaleźć tylko w liceum albo że własnoręcznie upieczone ciastka praktycznie gwarantują porządny romans. W mandze bohaterowie zwą się Seme i Uke, żeby nie było wątpliwości, który jest bardziej męskim mężczyzną, a który jest dziewczęcym uleglaczkiem. Wszystko to tworzy dość ciekawy świat, gdzie słodycze lukruje się smalcem (bo to bardziej męskie), a najbardziej pożądaną cechą męską jest dobrze wyglądać w deszczu.

Bez rysunków, ale równie dziko

Manga mangą, ale dziewczynom było mało, bo komiks, nawet najpiękniejszy, nie pomieścił wszystkich dzikich pomysłów i karkołomnych opisów, które wyprodukował mózg Ślimaka (swoją drogą, jeden z najbardziej twórczych umysłów, jakie znam). Stąd pół żartem, pół serio, ale pojawił się pomysł mini-powieści, z akcją dziejącą się przed czasami mangi. I został on zrealizowany.

Miałam zaszczyt być jednym z pierwszych czytelników tekstu i powiem tak – jak było mi źle, to odpalałam dokument i po chwili płakałam, ale nie z żalu, a ze śmiechu. To jest dokładnie ten rodzaj humoru, który uwielbiam. Taki, który z poważną miną i okrągłymi zdaniami rzuca w człowieka zdaniami „stołek został skonstruowany tak, by maksymalnie upodlić poślady więźnia”.

W poszukiwaniu liczby większej niż 100

Wraz z wypędzeniem feministek zniknęła też matematyka wyższa, czytaj: panuje powszechne przekonanie, że 100 jest liczbą ostateczną, a dodawanie jest złem koniecznym, odejmowanie już jest czymś podejrzanym, a mnożenie i dzielenie to wiedza zakazana. Poznajemy Tonido-senseia, który jest kompletną porażką jako mężczyzna, bo nie znalazł sobie dobrego męża, choć siedział parę lat dłużej w liceum, nie potrafi rzucić dobrze kłodą i generalnie babrze się matematyką, co jest takie trochę nieprzyzwoite i porządny Szkot by się tego nie tykał. Szczęście jednak uśmiecha się do nieszczęsnego młodzieńca, gdyż książę zlecił mu wynalezienie liczby większej od 100, gdyż ma już w skarbcu 99 złotych monet, jeszcze jedna i już nie można być bogatszym.

Tonido przeprowadza się do zamku, gdzie pod czujnym okiem lokaja Sebastiana (i rozkochanym wzrokiem panicza Armanda) rozpoczyna żmudne badania nad starożytnymi tekstami matematycznymi. Wplątuje się także w intrygi dworskie, produkcję mielonki, przyzwanie demona Całkusa i dalekomorską wyprawę z upierdliwym paniczem nr 2, Lucjuszem McFloyem (tak, skojarzenia z Potterem jak najbardziej prawidłowe). A wszystko w cieniu żagli statku o wdzięcznej nazwie Smalec Zwycięzca i przy kojącym dźwięku dud.

Piękni Szkoci i ich powabne łydki

Ilustracje Dranki to wyjątkowa uczta dla oczu tęskniących za mangowymi przystojniakami w wersji ubermęskiej, ale prawdziwy skarb kryje się w stylu narracji. Praktycznie każde zdanie to kopalnia złota i choć na początku można mieć problem z górnolotnością opisów i dialogów, to bardzo szybko łapie się odpowiedni rytm szaleństwa.

Weźcie wszystkie wytarte, ograne chwyty z historii o niezrozumianych geniuszach, romansów dworskich, powieści awanturniczych, płaszcza i szpady, dorzućcie Karate Kida… i konsekwentnie przeróbcie to na świat, gdzie żyją sami męscy Szkoci o specyficznych upodobaniach kulinarnych. Szerokie ramiona, włochate klaty i frywolnie podwiewane spódniczki – co się może nie udać? Udaje się wszystko!

To jest chyba pierwsza od roku książka, która od pierwszej do ostatniej strony robiła mi dobrze w mózg. Jest zabawna, urocza, ciepła i widać, jak bardzo naturalnie rozwijają się postacie w miarę tego, jak autorzy wpadali na coraz nowe pomysły. Lokaj Sebastian (wcale a wcale nie jest wyśmiewką z lokaja Sebastiana z Kuroshitsuji, wcaaaaaaaaale) z postaci drugoplanowej urasta do bohatera pełnoplanowego, a nawet momentami trzeba go spychać z frontu, taki się robi fenomenalny. A Spammington, klasyczny Mistrz Ze Wzgórza Świątynnego, marzący o staniu się jednością z mielonką? Nawet Lucjusz jest coraz fajniejszy w miarę czytania, bo to sztuka być tak konsekwentnie zarozumiałym bubkiem…

Podczas lektury przydaje się minimalna znajomość klisz z mangi i anime, ale wydaje mi się, że powieść broni się sama i spokojnie może przeczytać ją po prostu wielbiciel dziwnej fantastyki humorystycznej. Polecam ją z całego serca, rękami, nogami i sosnowym lasem. Wcale nie dlatego, że wymienili mnie w podziękowaniach z tyłu książki.

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

7
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
SzyszkaJagaChomikMi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Mi
Gość
Mi

Zostało mi zareklamowane, z poświęceniem przeszukałam Poznań, Opole i Kraków, udało mi się dostać dopiero na Pyrkonie. Warto było!!! Uwielbiam <3

Chomik
Gość
Chomik

Brzmi cudnie! I fajnie Cię znowu czytać!

Jaga
Gość
Jaga

Pst, skoro Gindie zwija interes to gdzie będzie można kupić Kawai Scotland?