Nie kończąca się historia – Michael Ende

Dawno, dawno temu, była sobie dziewczynka zaczarowana przez film, w  którym dzielny czarnowłosy chłopak za pomocą białego smoka ratowali Dziecięcą Cesarzową. Film był małej dziewczynce o tyle bliski, że trochę utożsamiała się z Bastianem, który podczytywał książkę, zamiast siedzieć w na lekcjach. Jakież było zdziwienie dziewczynki, kiedy przeszła do działu biblioteki dziecięcej, gdzie były książki dla starszych dzieci i na półce zobaczyła olbrzymią, oprawioną w twardą oprawę książkę o tym samym tytule, co magiczny film. Poczuła się tak, jak bohater, który nagle odkrył historię Fantazjany.

Książka miała niepokojące, mroczne obrazki i przepięknie ilustrowane pierwsze litery rozdziałów, każdy kolejny zaczynał się następną literą alfabetu. Tekst był w dwóch kolorach – turkusowym, kolorze, tak, jak książka, o której opowiadała. Każda sekunda spędzona z nią na podłodze biblioteki była skarbem – nie mogłam jej wypożyczyć, więc czytałam na miejscu, aż któregoś dnia pani z biblioteki się zlitowała i mi ją dała do domu. Znacie to uczucie, kiedy się ziszcza Wasz sen?

Z pewnością ziścił się on bohaterowi książki, Bastianowi. Gruby, niezdarny chłopak, który utracił kontakt z ojcem po śmierci matki, zamknięty w sobie, ucieka w świat fantazji. Któregoś dnia w antykwariacie natyka się na książkę, niezwykły wolumin z wzorem dwóch węży połykających sobie nawzajem ogony. Czuje tak wielką pokusę, by zapoznać się z jej treścią, że kradnie ją z księgarni. Zachwycony fabułą, spędza dzień na strychu szkoły, pochłaniając kolejne wersy. Po pewnym czasie zauważa, że bohaterowie książki zaczynają się zwracać bezpośrednio do niego. Świat fantazji staje się coraz bardziej prawdziwy i wciąga go w niezwykłą przygodę.

Historia jest fascynująca i po paru kartkach wizja filmowa, bajeczna i piękna, przybladła.  Mrok splata się z pięknem, życie i śmierć tańczą w odwiecznym walcu. Atreju musi powstrzymać Nicość, która pochłania coraz większe połacie Fantazjany, a Bastian, czytając jego przygody, utożsamia się z nim. W miarę, jak wsiąkamy w opowieść coraz więcej tekstu ma kolor turkusowy, a czarnych linijek dziejących się w rzeczywistosci jest coraz mniej, mniej, aż… znikają zupełnie.

Film o tym samym tytule kończy się w momencie, gdzie przygoda dopiero się rozpoczyna – Bastian odkrywa olbrzymią, nieskończoną moc fantazji, która pozwala mu żyć tak, jak zawsze chciał. Film żegna nas radosnym tryumfem chłopca, który pokonuje szkolnych łobuzów lecąc na wyśnionym smoku. Ładne, bajeczne i całkowicie tandetne zakończenie – oczywiście w porównaniu z tym, co czeka ns w książce.

Bastian żyje w Fantazjanie i nic nie jest dla niego niemożliwe. Jednak cena jest straszna, przynajmniej dla postronnego obserwatora: za każdym razem, kiedy uwierzy tak mocno w swoją fantazję, że staje się ona prawdziwa, traci kawałek swoich wspomnień. Po co pamiętać, że się było małym i grubym, skoro w świecie fantazji można być szczupłym i silnym?

Czytałam jak w amoku – to była pierwsza książka, która mnie tak wciągnęła, że nie chciałam jeść, nie mogłam zasnąć, nie potrafiłam myśleć o niczym innym. Żyłam życiem Bastiana i kiedy wreszcie znalazłam się wraz z nim w mieście wypalonych, szalonych, byłych cesarzy, czyli ludzi, którzy zapomnieli się w fantazjach – przeraziłam się tak samo, jak Bastian. Nie chciałam skoczyć, jak on, być przyczyną krzywdy moich przyjaciół w imię mojego egoizmu.

Podjęłam się trudu powrotu do rzeczywistości, trzymałam kciuki za Bastiana. Zrozumiałam, czemu magiczny medalion, Auryn, tworzą dwa węże – biały i czarny, rzeczywistość i fantazja. Pożerają sobie nawzajem ogony, by utrzymać się w równowadze, a jeden nie może istnieć bez drugiego. To była ważna, szokująca lekcja.

Wróciłam do książki po niemal dwóch dekadach, jak przez mgłę pamiętając wrażenie tajemnicy i mocy. Nie powinno się wracać do książek z dzieciństwa, żeby nie straciły magii w konfrontacji ze wspomnieniami – pomyślałam, stawiając ją na półce. Książka jednak nie chciała pozostać na półce w księgarni, w której onegdaj pracowałam – spadła parę razy, aż wreszcie zniecierpliwiona zaczęłam czytać.

Uderzyła mnie tak samo, jak wtedy, a nawet mocniej. Byłam starsza, teoretycznie mądrzejsza, rozsądniejsza. A mimo to wsiąknęłam ponownie w świecie Fantazjany, jak dzieciak. Niesamowite opisy, wspaniałe, błyskotliwe pomysły ponownie mnie urzekły, porwały i zachwyciły. To mądra, piękna i dobra książka. Jest coś niesamowitego w fantastyce niemieckiej – podobny styl pełen świeżości można znaleźć w Mieście Śniących Książek.

Najlepsze jest to, że Nie kończąca się historia (lub Niekończąca, zdania co do pisowni są podzielone – nie pytajcie, dlaczego) się nie starzeje i naprawdę nigdy się nie kończy.

Michael Ende, Nie kończąca się historia
wyd. Siedmioróg 2000 (okładka na zdjęciu); Znak 2010

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Nie kończąca się historia – Michael Ende"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
phoca
Gość

Tak, czytałam to samo wydanie i pamiętam, jak dosłownie zaparła mi dech w piersiach. Wiem na pewno, że przeczytam ją kiedyś Piotrusiowi. 🙂

Duża Mała Mi
Gość

Ano, dosłownie zwala z nóg.

Początkowo byłam zła (najpierw obejrzałam film jako dzieciak, a po latach trafiłam na książkę) i czułam się oszukana – no bo jak to tak? W filmie mój ulubieniec (Jon Brandis *__*) a w książce zakompleksiony grubas o krzywych nogach?

Tiaaa początkowa złość minęła a ja utożsamiłam się, no bo tak (kto mnie zna ten wue dlaczego).

I tak sobie fantazjowaliśmy z Bastkiem. Dokładnie pamiętam ten moment z wypalonymi. Do tej pory mi wychodzi gęsia skórka. Brr.

Tak zdecydowanie to jedna z najwspanialszych książek jakie czytałam i przemyca mnóstwo mądrości dla nas moli z własnymi światami…

Grzegorz
Gość

Ciekawe.
Ja poznałem tylko film i tą straszliwą piosenkę, która do dziś plącze się gdzieś na granicy świadomosci wwiercając w psychikę rozciągniętymi do przesady zgłoskami… Raczej trauma, ale humorystyczna 🙂
Film miałem okazję zobaczyć stosunkowo niedawno i totalnie rozczarowuje.
czy nie za późno, aby poznawać literacki oryginał? z tego co piszecie wychodzi, że książka jest dobra i broni się nawet po latach. CIekawe…

Natalijah
Gość

Cudowna książka! Jedna z pierwszych książek-książek, które dostałam w prezencie.
Film pamiętałam jak przez mgłę, ale obejrzałam w ubiegłym roku w telewizji podczas świąt i… się rozczarowałam. Pamiętałam go jako magiczny i uderzający, a w porównaniu do książki jest taki… siaki.
Ale książka… Ojeeeej! Pięknie wydana (moja wersja ma zielony fantazjański druk i wiśniowy realistyczny) i niezmiennie porywająca.
Uwielbiam. Będę czytać moim dzieciom. Tuż przed Hobbitem 😉

Niedoczytana
Gość

o tak… do dziś pamiętam, na której półce stało to wydanie w mojej podstawówkowej bibliotece. był czas, że co przerwę wędrowałam do tego regału, by tylko przeczytać parę stroniczek 😉

Sofi
Gość

„Niekończąca…” jest cudowna, czytana po raz pierwszy przez dwunastolatkę (pomimo doświadczeń z „dorosłą” fantastyką) też miała niesamowitą magię 🙂
Zachęciłaś mnie też do sięgnięcia po Miasto Śniących Książek, które wydaje mi się odrobinę w stylu Ericha Kastnera. Znasz „35 maja”, „Emila i detektywów”? Nie widzę tu recenzji, więc jeśli nie znasz, to warto nadrobić 🙂

kawaadm
Admin

o, nie znam, trzeba nadrobić 🙂

Sumire
Gość

Najpierw obejrzałam filmy, potem dopiero znalazłam w bibliotece książkę. Istniała tylko w jednym egzemplarzu, a wyglądała na nieużywaną. Na początku nie byłam pewna, czy mi się spodoba- już ilustracje podpowiadały, że z atmosferą filmu nie ma nic wspólnego.
To była chyba pierwsza książka, którą czytałam bez przerwy, aż skończyłam. Przez nią do tej pory mam sentyment do antykwariatów i książek o książkach.

Hollow
Gość

Wstyd się przyznać, ale książki nie czytałem. Może kiedyś nadrobię zaległość. Dawno temu za to miałem styczność z serialem „Nie kończąca się historia”. Wie ktoś jak się on ma do książki? Pewnie i tak wypada słabiej, ale czy fabuła jest zgodna z pierwowzorem?

kawaadm
Admin

nic nie wiem o serialu – chyba, żę masz na myśli zestaw filmów o tym tytule. Jeśli tak – to fabularnie… hm… są one zgodne z pierwowzorem, ale mniej więcej tak, jak kiepskie anime do bardzo dobrej mangi, z której wykorzystało pierwsze dwa tomy 🙂

Hollow
Gość

Chodzi mi o serial. Nie o filmy. O ten:
http://www.filmweb.pl/serial/W+krainie+Nieko%C5%84cz%C4%85cej+si%C4%99+opowie%C5%9Bci-2001-35171

Kiedyś był emitowany w jedynce.

kawaadm
Admin

a. to nie mam pojęcia…

Kama
Gość

Witam, a czy kto jest ilustratorem tej książki?. Chodzi mi wersje wydawnictwa Siedmiogród, czyli tej w/w. Z góry dziękuje.

kawaadm
Admin

stopka mówi, że Artur Łoboś 🙂

wpDiscuz