Percepcja – Miroslav Žamboch

thumb_2796_okladka_duzy

Wampiry od pewnego czasu są dość podejrzane – albo błyszczą, albo chodzą do liceum, albo udają, że wcale nie są Johnnym Deppem. Miejcie litość… Na szczęście książka Żambocha sięga po klasykę, a nawet dodaje jej parę interesujących elementów – ot, choćby słowiańskie wierzenie, że wampiry mają ssawkę pod językiem (albo mają język na modłę owadziej ssawki). Przyjemnie zobaczyć porządnego wampira.

Piszę porządnego, bo główny bohater przede wszystkim jest porządny, choć twardo próbuje przekonać czytelnika, że uważa ludzi za smaczne posiłki i całkiem sympatyczne bydełko. Momentami miałam wrażenie, że autor napisał całkiem spory kawał tekstu, zanim przypomniał sobie, że kurde, bohater jest bezwzględnym wampirem, trzeba o tym też napisać! I na szybko pododawał tu i ówdzie zdania podkreślające parszywy charakter bohatera.

Fabuła, hm, to tam była jakaś fabuła? Przyznam się, że wystarczyło by jej na całkiem porządne opowiadanie, jest prosta jak dzida i właściwie zupełnie nie jest odkrywcza. Zupełnie, jak fabuła naprawdę fajnego akcyjniaka. Są wybuchy, pogonie, walki, krew, trupy, tajemnica, jeszcze więcej walk i trupów, jakiś romans i seks po drodze – po prostu czysta rozrywka.

W jednym zdaniu: nasz bohater jest wampirem, którego chcą ubić inne wampiry i trzeba się dowiedzieć, o co tu chodzi, zanim bohatera całkiem ubiją. Koniec. Prawda, że nic skomplikowanego nie ma? Niestety, u mnie powieść trafiła na jakieś złe dni, bo ja lubię wybuchy, owszem, ale na ekranie, przeczytanie o nich mnie nie bawi. Lubię oglądać walki, a czytanie ich tutaj troszkę mnie męczyło – nie zdążyłam się zaprzyjaźnić z bohaterem, bo on ciągle był w ruchu. Czułam się trochę jak w cyrku, obserwując genialnych akrobatów – podoba mi się, nie mogę oderwać oczu, ale za parę minut nie będę nawet pamiętać ich twarzy.

Żambochowi jednak trzeba oddać, że każdy inny autor (no, może pomijając Grzędowicza) zanudziłby mnie czymś takim na śmierć, a tutaj faktycznie dobrze się to czytało i dotarłam do końca. Widzicie, ja mogę oglądać akcyjniaki, najdurniejsze nawet, jeśli jest w nich coś, co lubię (na przykład Statham albo Willis), tak dla samych wybuchów głupio w kinie siedzieć. Ta powieść trochę właśnie była jak taki akcyjniak bez Stathama – fajna, wybuchowa, ciekawa, ale… no, bez Stathama.

Czy polecam? Oj, jak najbardziej! Panom na pewno się spodoba, a i paniom, które lubią czytać dobre opisy walk. Wszyscy, którzy lubią szybkie motocykle i samurajskie miecze, porządne opowieści o wampirach, piękne, długonogie kobiety – będziecie zachwyceni. Idealna lektura na nudne wieczory.

Miroslav Zamboch, Percepcja
wyd. Fabryka Słów, 2013

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Szyszkajusssi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Anonimowo
Gość
Anonimowo

Własnie za to nie lubię Zambocha po lekturze jakiejś jednej powieści tegoż , miałkie toto …

kawaadm
Admin

No nie wiem, Koniasz mu wyszedł świetnie, tak samo Backley, po prostu są interesującymi postaciami – bez tego to faktycznie, akcyjniaki…

jusssi
Gość
jusssi

A ja liczyłam na coś więcej. Nie na nudne wieczory, a na zarwaną noc.

kawaadm
Admin

no niestety… już dawno nie zarwałam nad niczym nocy, nawet Długa Ziemia jakaś taka… zwyczajna była.