Soulless / Bezduszna – Gail Carriger

Wampiry. Wilkołaki. Nieco alternatywna wersja wiktoriańskiego Londynu. Nie uciekajcie jeszcze! Bo owszem, to wszystko już było, w przeróżnych kombinacjach. Większości z nich nawet nie warto poświęcić więcej czasu, niż zajmuje przeczytanie tekstu okładkowego. Ale w każdym morzu przeciętności znajdzie się jakaś perełka. Myślę, że właśnie taką perełkę znalazłam.

Mamy XIX wiek. Od kilkuset lat wampiry, wilkołaki, duchy i inne supernaturalne stworzenia żyją sobie otwarcie wśród ludzi. Wampiry mają swoje „ule”, z mocno rozbudowaną hierarchią, na czele której stoi Królowa. Wilkołaki mają sfory, a każdej sforze przewodzi wilkołak alfa. Wszyscy są ujęci w rejestrach specjalnego biura, zajmującego się supernaturalnymi (w skrócie: BUR). Panuje więc względny ład i harmonia. Oczywiście do czasu. Nagle zaczynają znikać zarejestrowane wampiry, a pojawiają się zupełnie nowe, do których nikt się nie przyznaje. BUR zaczyna (dosłownie) węszyć.

W tych pięknych okolicznościach przyrody poznajemy głównych bohaterów. Prym wśród nich wiedzie panna Alexia Tarabotti, pół-Włoszka, która zupełnie nie pasuje do dziewiętnastowiecznego obrazka. Ciemna skóra, włoski temperament, inteligencja, ciekawość świata… Wszystko to, czym gardzi ówczesne społeczeństwo. W związku z powyższym Alexia jest dwudziestoparoletną starą panną. Co właściwie tylko ją cieszy, bo może sobie pozwalać na więcej, niż jej przyrodnie siostry. W tym momencie chciałabym coś podkreślić – panna Tarabotti jest dokładnie taką bohaterką, jakiej próżno szukałam w wielu książkach. Jest bystra, wygadana i zadziorna. Gdy atakuje ją wampir, ta przywala mu w łeb parasolką. A przy tym wszystkim jakoś udaje jej się zachować maniery panny z dobrego domu. Jej nieposkromiona ciekawość świata objawia się nawet w najmniej oczekiwanych momentach, powodując u mnie atak szczerego śmiechu. Panna Alexia naturalnie wpląta się w poważne tarapaty, ale nie uświadczycie jej biadolenia, rezygnacji czy utraty zimnej krwi. Jak słowo daję, nie pamiętam kiedy ostatnio tak polubiłam jakąkolwiek książkową pannę. Kiedy się uśmiechałam, to nad wybornie ciętą ripostą, a nie z zażenowania głupotą bohaterki.

Rozpisałam się o charakterku Alexii, a nie powiedziałam o jeszcze jednym istotnym fakcie. Alexia jest preternatural – urodziła się bez duszy. Nie ma to praktycznie żadnego wpływu na samą Alexię, nie jest też widoczne. Ciekawiej robi się, gdy w pobliżu dziewczyny znajdzie się jakakolwiek istota supernaturalna. Otóż dotyk osoby preternaturalnej powoduje całkowity (choć nie permanentny) zanik właściwości supernaturalnych. Dla przykładu – jeżeli Alexia położy dłoń na ramieniu wampira, ten momentalnie staje się człowiekiem. Oczywiście taka „zdolność” bywa pomocna, ale może także stać się przyczyną kłopotów…

A jak się mają pozostali bohaterowie? Otóż mają się wybornie. Pannie Tarabotti najczęściej będzie towarzyszył Lord Maccon – pracownik BURu, a jednocześnie wilkołak alfa londyńskiej sfory. Pojawia się też jego pomocnik – wilkołak beta – Profesor Lyall. Intrygująca jest też postać samotnego, nieco zdziwaczałego wampira, Lorda Akeldamy. A skoro to wiktoriański Londyn, nie obejdzie się bez epizodycznej roli oddanego lokaja o nienagannych manierach. Postaci te są świetnie zarysowane, każda z nich odznacza się charakterkiem silnym jak ten panny Tarabotti. Wszystko to sprawia, że ich przygody czyta się nad wyraz przyjemnie. Nieważne, czy walczą z wrogiem, czy dyskutują przy herbatce na temat mody i silników.

Autorce udało się wprowadzić powiew świeżości do lekko zaniedbanego już gatunku powieści, w której pojawiają się istoty supernaturalne. Czytając Soulless czułam, że autorka kapitalnie się bawiła, pisząc chociażby dialogi panny Tarabotti i Lorda Maccona. Nawet opisy „momentów” pozbawione były patetyczności, co jest głównie zasługą Alexii i jej naukowo-ciekawskiego podejścia do życia. Proporcje między owymi „momentami”, rozmowami przy herbatce i żywą akcją były tak wyważone, że nie czułam się zmęczona czy znudzona.

Cóż więcej mogę dodać – jestem zauroczona tą powieścią. Pomysłowość autorki przełożyła się na ciekawą fabułę, pełnokrwiste postaci i wyborne dialogi. Takiej książki szukałam od dawna. Książki, po przeczytaniu której pełne zadowolenie miesza się z niedosytem. Pozostaje mi więc z niecierpliwością oczekiwać kolejnego spotkania z panną Tarabotti i pozostałymi znajomymi.


Książka niestety nie została wydana po polsku. Jeśli jednak nie straszny wam angielski – szukajcie, a znajdziecie (:

Tytuł: Soulless
Seria: Parasol Protectorate, księga 1
Autor: Gail Carriger

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

18 komentarzy do "Soulless / Bezduszna – Gail Carriger"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Moreni
Gość

Przeczytam, jeśli tylko ukaże się po polsku.:)

Aria
Gość

Ty! Dobre to z tym dotykiem! a czemu po polsku nie ma? -.-

Ijon Tichy
Gość

No- zapowiada się ciekawie. A taką bohaterkę to mógłbym nawet „więcej niż polubić” 😉

PS: Mirando, skąd masz tyle znajomych blogerek? (Tzn tych, co tu komentują.)

Tusienka
Gość

Jak dla mnie książka rewelacja, chciałabym ją dorwać nawet w wersji oryginalnej. Wydaje się być czymś innym niż ta cała wampirowa papka. Poza tym podoba mi się okładka i to jak opisałaś bohaterkę. Lubię takie zadziorne panny z ikrą:)

i.love.impala.67
Gość

Cholercia, mnie angielski jednak nieco straszny, chciałabym więc zobaczyć tę powieść przetłumaczoną na polski. Może ktoś wpadnie na taki pomysł 😉

Lilithin
Gość

Jak zobaczyłam okładkę, to poczułam się zaintrygowana, a po przeczytaniu recenzji wręcz pożądam tej książki. Sprawdzałam nawet cenę na bookdepository i kosztuje niecałe 6 euro! Nie chce mi się jednak bawić w paypalowe przelewy i poważnie zastanawiam się nad krainą książek. Tylko kiedy ja to wszystko przeczytam?

Lilithin
Gość

O Jezusie, właśnie zobaczyłam, że jest i druga część, a trzecia ma premierę za 10 dni! I przy okazji znalazłam w schowku kontynuację „Wicked”, którą też bym chciała. Co robić, co robić? Gorączkowo myślę.

Lilithin
Gość

Ha, tak jeszcze na to nie patrzyłam. Oczywiście myślałam o niejedzeniu i pieniądzach wydanych na książki, ale nie przyszedł mi na myśl dodatkowy czas na posiłki 😉

Alqua
Gość

Hummm to może być ciekawe 🙂

trackback

[…] moi drodzy, jak prawie rok temu próbowałam przekonać was do książeczki o wdzięcznym tytule Soulless? Zachwycałam się nią mocno, jednocześnie wyrażając swoje niezadowolenie z faktu, iż nie […]

trackback

[…] (Atramentowa trylogia), Marvin (czyli zbyt inteligentny robot z depresją), Lord Ackeldama (seria Protektorat Parasola) i Roy Mustang (FullMetal Alchemist). Mogłabym dodać jeszcze Tyriona, ale mam wrażenie, że […]

wpDiscuz