Labirynt Śniących Książek – Walter Moers

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Księgogród powrócił na turystyczną mapę Camonii!

Ta informacja być może wielu zaskoczy, ale z pewnością także ucieszy. Po tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce dwa wieki temu, wróżono już koniec Księgogrodu. Jednakże jego mieszkańcy udowodnili, jak bardzo kochają swoje Miasto Śniących Książek i podnieśli je z gruzów do nowej świetności.


Walter Moers

Redakcja Kawy z Cynamonem nie mogła przejść obojętnie obok tej wiadomości. Przecież wspomnienia z poprzedniej wyprawy do Księgogrodu wciąż były żywe… Pamiętałyśmy smak książkowego ciastka cynamonowego, popijanego waniliową kawą. Tęskniłyśmy do tego wielogodzinnego spacerowania wąskimi uliczkami i szerokimi traktami miasta, do gubienia się co chwilę w kolejnym niesamowitym antykwariacie. Zaczynało nam wręcz brakować bólu pleców, jakiego nabawiłyśmy się od noszenia tych wszystkich upolowanych książek. Już dawno wyleczyłyśmy cienie pod oczami, które były naszą karą za rozmowy do rana w barach nad książkowymi zdobyczami. Nawet te straszne wydarzenia, jakie się wtedy rozegrały, nie były w stanie zatrzeć wszystkich przyjemnych wspomnień. Dlatego gdy tylko dowiedziałyśmy się o tym, że Księgogród rozkwitł na nowo, szybko spakowałyśmy plecaki i wyruszyłyśmy w drogę.

Oczywiście w plecakach nie mogło zabraknąć straszliwej Żywej Księgi i całego stosu słodkich przysmaków – nasz przeniknięty Ormem smok-przewodnik, Hildegunst Rzeźbiarz Mitów, zdecydowanie gustuje teraz w słodkościach. Od jego wielkiego sukcesu, Miasta Śniących Książek, minęło już 200 lat! Zachwycone czekałyśmy na spotkanie z nim… ale cóż to? Oprócz nas czekają całe stada fanów, wielbicieli, czytelników spijających każde, nawet najgłupsze i najbardziej napuszone słowo wyskakujące spod pióra pisarza, a on sam wydaje się bardziej zainteresowany śmietanką i rogalikami, niż sensownym pisaniem… Ze zgrozą dowiadujemy się, że ten niezłomny smok padł ofiarą sławy, lenistwa, łakomstwa i hipochondrii. Czyżby wędrówka po Księgogrodzie miała skończyć się w pierwszej lepszej ciastkarni? Straszne!

Na szczęście, drodzy Czytelnicy, sprawa nie była jeszcze przegrana. Jak to zwykle w życiu bywa, Hildegunstowi pomogli jego przyjaciele. Przywołany do porządku smok co prawda zniknął gdzieś wśród plątaniny uliczek, ale zanim mu się to udało, wywołał już spore poruszenie wśród Księgogrodczan. Nie udało nam się porozmawiać ze sławnym pisarzem, ale mamy dla was relacje jego fanów.

Jako pierwszą o wrażenia zapytałyśmy Żywą Gazetę. Ów niewielki gnom był mocno podekscytowany całą sytuacją. Oto, co nam powiedział:

– Czy ja widzieć Hildegunst Rzeźbiarz Mitów? Oczywiście! Wielki smok, dawno go tu nie być. Teraz też być tylko chwila, potem się schować, turyści móc nie dać spokój. Wydawać mi się, że smok przybrać na waga…

Tej dość emocjonującej rozmowie (gnomik bardzo intensywnie machał swoimi papierowymi kończynami) przysłuchiwał się wysoki jegomość w zbroi i przedziwnej masce na twarzy. Ale niech was nie zmyli jego wygląd! Nie możemy niestety zdradzić jego tożsamości, ale upraszamy o zaufanie.

– Ah, Hildegunst, wspaniały pisarz… Nie rozumiem tylko, dlaczego nazywa się Rzeźbiarzem Mitów. O wiele bardziej pasowałby do niego przydomek Malarz Snów lub coś równie onirycznego. Nie chciałbym wypowiadać się na temat jego ostatnich utworów, wciąż mając w pamięci niesamowite Miasto Śniących Książek. Ogromnie liczę na to, że powrót Hildegunsta do Księgogrodu, tego zupełnie nowego miasta, które podnieśliśmy z popiołów, zaowocuje kolejną książką na miarę mojej ulubionej. Malarz Snów… to znaczy Rzeźbiarz Mitów, jeszcze w czasach natchnienia Ormem tworzył niesamowite powieści, czarując słowami i przelewając na papier pomysły, jakie zwyczajnej istocie po prostu nie przyjdą do głowy. Za to właśnie go ceniłem.

Zaczepiła nas również Przeraźnica, która z błyskiem w oku zaczęła zachwalać przedstawienia lalkowe w Circus Maximus.

– Książki? Owszem, nadal je kochamy, żyjemy nimi, kradniemy je, zjadamy, czytamy, budujemy z nich domy… wystarczy się przejść do najbliższego lokalu dla palaczy, by o tym porozmawiać. Jednak teraz Księgogród to nie tylko książki, ale przede wszystkim… (tu westchnęła z zachwytem) …lalki. Przedstawienia, jakich nie sposób opisać. Pacynki i lalki na sznurkach wzniosły sztukę dramatu na tak wysoki poziom, że czasem wcale nie muszą w niej występować. Niewidzialny teatr, to jest to! Poczuć treść na swojej skórze. Wciągnąć ją nosem. Wyczuć ją w cieniach i grze świateł. Widziały panie przedstawienie na cześć Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów? Co za genialna sztuka! Mistrz Korodiak przeszedł sam siebie, a podobno jeszcze nie powiedział ostatniego zdania…

Jej przemowa zapaliła w nas entuzjazm, który – nie ukrywajmy – przygasł po pierwszych krokach w Księgogrodzie, ale nie dlatego, że było źle, nudno, czy smutno. Do Księgogrodu zawitała nowoczesność, która na pierwszy rzut oka pozbawiła nutki tajemniczości to piękne miasto wypełnione miłością do książek.

– Ostrożnie, panienki! – zawołał przypadkowy przechodzień. – Proszę uważać na Trąby, przerażające pozostałości po pożarze Księgogrodu, sięgające w głąb najstraszniejszych czeluści Labiryntu!

Tak więc z otwartymi szeroko oczami pełnymi zachwytu na powrót zaczęłyśmy się włóczyć po Mieście Śniących Książek.

Księgogród zmienił się wyraźnie od naszej ostatniej wizyty. Wiele stracił w pożarze, ale też wiele zyskał przy odbudowie. Zwiedzanie go teraz, dwieście lat później, było zaskakującym doświadczeniem. Wielu rzeczy musiałyśmy nauczyć się od nowa, innych tęsknie wypatrywałyśmy… I jesteśmy całkiem pewne, że jeszcze tutaj wrócimy.

Walter Moers Labirynt Śniących Książek, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014
Poprzednia część: Miasto Śniących Książek

PS. Sama książka była trochę za ciężka, by ją zabrać do samolotu w bagażu podręcznym, ale zgarnęłyśmy jej obwolutę i zabrałyśmy na wycieczkę do Dublina! Zobaczcie, co z nami zwiedziła:

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Wyjście na miasto zaczynało się od przejścia na tramwaj. Po drodze wypatrzyłyśmy dość fotogeniczne krzaki…

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Jest i miasto, a w nim… praktycznie na każdej ulicy jakiś sklep z książkami, nowymi i używanymi. A bagaż podręczny niestety z limitem wagowym…

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Razem z naszym kawałkiem Labiryntu poszłyśmy odwiedzić najbardziej magiczną książkę w Irlandii – Księgę z Kells (więcej będzie o niej w relacji z pobytu w Dublinie).

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Księga z Kells znajduje się na terenie dublińskiej uczelni Trinity College. Podobnie, jak jedna z bardziej znanych bibliotek…

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

…posiadająca nawet własną Aleję Mnóstwa Posągów!

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers

Nachodziłyśmy się zdrowo po Dublinie… Na szczęście znalazłyśmy niejedno miejsce, w którym można było sobie odpocząć, a nawet zjeść coś dobrego. Tylko książki trochę brakowało… 😉

7 Replies to “Labirynt Śniących Książek – Walter Moers”

  1. Przepiękna fotogaleria! 🙂

  2. Bardzo ciekawa recenzja, aż mnie łapki świerzbią! Niestety, trochę muszę poczekać zanim przeczytam 🙁
    Zazdroszczę Biblioteki i Księgi z Kells! MARZENIE!
    Widziałyście film? Przepiękna animacja 🙂

    1. A ja widziałam jak już byłyśmy w Dublinie, wieczór przed planowanym pójściem do Trinity College. Animacja zaiste przepiękna, cudowna i z miejsca jedna z moich ulubionych. Historia swoją drogą, ale estetyka rysowania… oj, jak ja się zachwycałam! Najpiękniej narysowana bajka ever!

  3. Mam obiecany „Labirynt” na urodziny… Już się nie mogę doczekać, chociaż cały czas mnie korci, żeby kupić ją sobie już teraz 😉

    1. Nie dziwię się 😀 Ale z drugiej strony – jaki to będzie fantastyczny prezent! A jeszcze jak darczyńca go ładnie opakuje… i zadedykuje…

Dodaj komentarz