Przygody kota Cynamona – odc. 01

Cynamon01a

Pamiętacie jeszcze stary wystrój bloga, gdy nad wpisami czuwały dwa koty – Kawa i Cynamon? Za sprawą Asi z Daily Cat Cynamon otrzymał nowe futerko i profesjonalną sesję rysunkową. Z tej okazji zapraszam was na pierwszą odsłonę przygód kota Cynamona!

Przygody Kota Cynamona

Cynamon zamiótł parapet ogonem. Wróg wyraźnie się nie poddawał, mało tego – szyderczo zatrząsł liścianą czupryną. Śmiał się, podły stwór, z hartowanych srebrem pazurów, które Koćmin wykuwał cierpliwie podczas pełni księżyca. Tak, wyraźnie się z Cynamona nabijał. Niecnota.
Koćmin obszedł go ostrożnie, delikatnie wypróbowując łapkami powierzchnię parapetu. Nikczemnik skrył się za terakotowym murem, wypuszczając na zewnątrz zielonych zwiadowców na długich, sprężystych linach. Jeden oddział prawie-prawie smyrnął go po plecach, ale na szczęście wypity wcześniej Krowi Eliksir, który wyostrzał kocie zmysły (i przy okazji powodował miłe uczucie w brzuszku) pozwolił umknąć szponom wroga.
Niuchnął raz, drugi. Uderzył go zapach ziemi, kurzu… do tego niepokojący, smolisty zapach palonego tytoniu. Teraz już wiedział – stwór był w zmowie z Dużym Kotem, który czasem ukradkiem zaciągał się tymi śmierdzącymi pałeczkami. Głupiutki Duży Kot, jakby Duża Kotka nie miała nosa do takich spraw… Jednak Duży Kot zbratał się z Zielonym Potworem. To może zagrozić Kotce. A to grozi Ręce Otwierającej Puszkę. Nie, nie z Koćminem takie numery!
Poczuł, jak Krowi Eliksir zabulgotał w brzuszku. Cynamon złożył łapki w Znak Igni, krzesząc iskry pazurkami. Zielony ani drgnął. Koćmin zadrgał wibrysami złowieszczo, czując, jak ogarnia go prawdziwy koćmiński szał bojowy.
Zmrużył oczy, których źrenice zwęziły się do pionowych kreseczek.
– Poddaj się, gadzino! – wysyczał, podnosząc miecz. Wolał pokojowe rozwiązania, ale tym razem stworzenie aż prosiło się o porządne lanie. Ale da mu szansę, bo przecież mógł ulec słodkim słówkom Dużego Kota i po prostu dał się zwieść na manowce. – Znam ja ci twój nikczemny układ! Nie pozwolę ci tknąć tutejszych domowników!
Zielony dumnie podniósł swą czuprynę i niechętnie odwzajemnił spojrzenie Koćmina.
– Niedoczekanie, śmieszny kociaku – zaszeleściło spomiędzy gałązek. – Nie rozumiesz, czym jest walka o przeżycie. Nie znasz świata tak, jak ja. Widziałem, jak moje siostry i bracia oddają życie, bo te twoje… Duże Koty – wypluł te słowa z niesmakiem – zapominały o ich istnieniu. Ja się nie poddam. Nie mogę. Jestem ostatni z rodu. Oni muszą umrzeć, żebym ja mógł żyć.
– Coś się kończy, coś się zaczyna – mruknął Cynamon. – Stare odchodzi, by zrobić miejsce nowemu. Taka jest kolej rzeczy.
– Czyli i ty pozwolisz im kiedyś zastąpić cię młodszym, piękniejszym Koćminem? – zaszeleścił Zielony Potwór. – Nie podniesiesz miecza na włóczęgę, który zajmie twoje miejsce? Nie rozśmieszaj mnie, Koćminku. Twój czas kiedyś też się skończy. A teraz… Walcz!
Zielony rzucił się ku Cynamonowi, przekonany, że jego słowa pozbawiły Koćmina refleksu, kładąc się ciężkim brzemieniem na jego sercu. Ku zdumieniu Potwora, Cynamon skoczył z dzikim wrzaskiem i wbił pazury tuż przy samej ziemi, w której tkwiło zielone serce. Zielony próbował jeszcze opleść Koćmina swoimi witkami, jednak ten gryzł, szarpał, kopał, aż wreszcie strącił całą cytadelę z parapetu. Zielony spadł w przepaść, złorzecząc przeokropnie. W ostatniej chwili sięgnął do mieczo-łapki Koćmina i pociągnął go za sobą, na pewną śmierć.
Nie docenił jednak słynnej koćmińskiej odporności. Cynamon wylądował miękko na ziemi wśród rozsypanej ziemi i doniczkowych skorup. Co prawda boleśnie sobie obił boczek, ale czymże była ta powierzchowna rana wobec zwycięstwa nad znienawidzonym wrogiem?
Dla pewności rozwłóczył truchło Zielonego po okolicy, a przejawiające żywotność pędy zdrowo poprzegryzał. Spojrzał z dumą na pobojowisko i rzucił na odchodne:
– Głupcze. Ja jestem niezastąpiony i Duże Koty o tym doskonale wiedzą.
Oddalił się majestatycznym krokiem. Nie wiedzieć czemu koniecznie musiał się spotkać z kotką Priss i opowiedzieć jej o zwycięstwie (i pozwolić jej przy okazji, by zadbała o jego zabrudzone ziemią futerko). A może opowie o tym wydarzeniu temu idiocie, Chabrowi? Niech ma o czym miauczeć w księżycowe noce…

Przygodę opisała: Szyszka
Sesję rysunkową przeprowadziła: Asia – zajrzyjcie koniecznie na jej stronę i fanpage’a, znajdziecie tam mnóstwo świetnych kotów 🙂

12 Replies to “Przygody kota Cynamona – odc. 01”

  1. Świetny tekst i rysunek 🙂 Moje też są atakowane przez zielone potwory. Tylko te potwory mają wyższy level. Posiadają masę granatów, a z ziemi wyłażą im dodatkowe nogi. Taaa storczyk.

    1. Hihi, Twoje koty są już bardziej zaprawione w bojach 😀

  2. Urocze 😀 Od razu widać, że pisała to miłośniczka kotów <3 Mój Koćmin też walczy z zielonymi potworami, ale ogranicza się do systematycznego podgryzania listków 😉

    1. Może po prostu jeszcze nie dostał zlecenia na porządną robotę, miej się na baczności! 😉

  3. Świetne:) Chociaż zielonego jednak trochę szkoda. A Koćmin to dobry pomysł na serię.

    1. Dzięki 🙂 A zielone to jak w Supernaturalu – tak naprawdę wcale nie umarło i jeszcze nie raz powróci!

  4. Priss? Team Yennefer! ;D

    1. of kors że team Yen. Ale Wombacie, jakby Koćmin miał przy sobie Yennefer, to by się takimi bzdurami, jak potwory nie zajmował, tylko odstawiałby emocjonalną dramę 🙂

      1. Nieprawda. Pamiętam dobrze, jak Yen narzekała, bo wiedźmin chodził polować po kanałach XD

  5. Ciach, ciach!
    (no co, wczułam się)

    1. Czyli że historia wciągająca, to dobrze 😀

Dodaj komentarz