Opowieść o czterech letnich dniach w Iowa to doskonały przykład na to, że do niektórych filmów trzeba po prostu dorosnąć. Ja dorosłam i nie żałuję.
Historia jest prosta jak drut – ona jest gospodynią domową na zapadłej wsi, nieco stłamszona przez życie i rodzinę, on – światowiec, fascynujący niebieski ptak, który odkrywa u jej boku swoje miejsce na ziemi. Spotykają się przypadkiem: on się zgubił, ona – cieszyła się ze spokoju, gdyż jej rodzina wyjechała na cztery dni. Razem jadą oglądać most, który ma się znaleźć w najnowszym wydaniu National Geografic.
Drut ma jednak to do siebie, że można z nim cuda wyczyniać, jeśli weźmie go w swoje ręce prawdziwy artysta, a Eastwood należy do tego cechu z najwyższą ilością gwiazdek. Dodatkowym atutem jest boska Meryl Streep, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przechodzi pełną metamorfozę z gąsieniczki w motyla… a może tylko odzyskuje życie, jak krzak róży po zimie? Dodajmy jeszcze miękką, bajeczną pracę kamery, delikatność opowiadanej historii i mamy film, który może zachwycić i wycisnąć łzy z oczu.
Ale może też śmiertelnie znudzić i nikogo za to nie będę biła. To nie jest film dla każdego. Ba, śmiem twierdzić, że dwudziestolatka oglądająca film może go zrozumieć, a owszem, ale mniej więcej na poziomie mężczyzny sympatyzującego z kobietą-rakową amazonką. Nie przeczę, żę jest to możliwe, że wzruszy, że łezkę wyciśnie, ale sama po sobie wiem, że kiedyś tematyka kompletnie mnie nie interesowała, ba, nawet nudziła, choć należę do osób o wysokim poziomie empatii (no, podobno mi już przeszło, ale nie o tym mowa).
Patrzę na moją mamę, która czasem ma napady „zmarnowałam sobie życie”. Patrzę na otaczających mnie dorosłych i widzę, jak powoli wkraczają w cień podsumowania życia. Łapię się na tym, że patrzę wstecz i zastanawiam się, gdzie się podziało moje dziesięć lat życia. Właśnie, życia. Patrzę w lustro i mogę z czystym sumieniem, za bohaterem powiedzieć „tak, taką pewność ma się tylko raz w życiu”. Nie mówię, że jestem jakoś szczególnie doświadczona przez życie, nie, jestem zwyczajna jak deska w płocie, ale dużo wiem.
Jednak mimo całej wiedzy nadal ciężko mi ogarnąć decyzje bohaterów. Czuję, że jeszcze jestem za mała, nieobyta. Przytłacza mnie piękno, które spływa z ekranu, tak ciche i takie proste, że aż ciężko oddychać. Słowa, gesty, upał i deszcz, ziemia ciężka od kwiatów, nabrzmiała owocami i słońcem. Trzeszczące deski krytego mostu. Clint Eastwood w deszczu i ściskanie klamki samochodu tak mocno, że bieleją kostki. Zapłakane pół rolki papieru toaletowego po seansie, bo chusteczki nie dawały rady.
Czasami życie bije nas w głowę czymś naprawdę, naprawdę pięknym, co nadaje sens naszemu istnieniu. Moi czytelnicy kochani – nadstawcie głowy. Może i zaboli, ale warto.
Co się wydarzyło w Madison County (Bridges of Madison County), 1996
reż. Clint Eastwood
scen. na podst. książki R. J. Wallerra o tym samym tytule: Richard LaGravenese
muzyka Clint Eastwood, Lennie Niehaus
wyst. Clint Eastwood, Maryl Streep
ech… to piękny film jest…
To mój najukochańszy film. W moim prywatnym rankingu – nie ma lepszego w dziejach kina. Oglądałam go chyba z pięćdziesiąt razy. A tak na marginesie: uwielbiam Eastwooda – jako aktora i jako reżysera. Meryl Streep, obok Kathy Bates i Judi Dench, to z kolei jedna z moich ulubionych aktorek.
Też film mi się podobał 🙂
WAGH! Nienawidzę Was. 😛 Mam ten tytuł zapisany na karteczce przyklejonej do monitora, jako jeden z filmów do obejrzenia. I się czaję dookoła niego jak głupia już. Ja się nie zgadzam. 😛
Musicie pisać o tym, co ja właśnie chcę przeczytać albo obejrzeć? ;>
Heh…
musimy! bo czytanie w myślach to nasza specjalność 😀
???
czyli że co? Że film dla kobiet??
a gdzie to jest napisane, że dla kobiet? Zarówno książkę jak i film na świat wydali faceci 🙂 Jest to film dla mężczyzny, który być może inaczej spojrzy na swoją żonę/dziewczynę, o dojrzałości do miłości. Bohater „tylko robił zdjęcia”, był rzemieślnikiem, ale miłość sprawiła, zę stał się artystą, który opowiada historie – bo „kiedy patrzę przez obiektyw widzę ciebie, kiedy robię zdjęcia robię to dla ciebie”.
Poza tym mój mężczyzna widział i był zachwycony.
Nie ma to jak wujaszek Clint!
hihi, zdecydowanie 😀
mężczyzna który jest ze mną tak blisko a tak daleko chciał bym przeczytała tę książkę przeczytalam więc i niczego lepszego już od życia nie oczekuje jestem szczęśliwa ze on w ogóle istnieje i nie chce już nikogo innego
ten mężczyzna tak leczy wszystkie swoje kochanki wierz mi to jego metoda