Pieśniarz Wiatru – William Nicholson

Czasami trafia mi w łapy książka, której każde zdanie krzyczy, że chciało by być przeczytane tak z naście lat wcześniej. Niestety, dopóki podróże w czasie nie staną się powszechne, jedyne, co mi pozostaje, to pielęgnować wewnętrzne dziecko i wypuszczać je na powierzchnię właśnie w takich momentach, jak czytanie „Pieśniarza Wiatru”.

Jestem głęboko przekonana, że gdybym czytała „Pieśniarza” w wieku lat 13 to następnego dnia do szkoły powędrowałabym w różnokolorowych skarpetkach nie do pary. Książeczka jest przefantastyczna, prosta z jednej strony jak drut, z drugiej fantazyjnie zakręcona jak świński ogonek. Co zaś najważniejsze, nie jest tak naprawdę buntem przeciw edukacji w ogóle, tylko przeciwko bezsensownej edukacji, przeciwko światu, w którym liczba punktów decyduje kim jesteśmy. Jest to motyw często eksploatowany w literaturze fantastycznej, ale tu po raz pierwszy spotkałam się z tak ujmującym w swej prostocie pomysłem nieustannych egzaminów.

Ale do rzeczy: mamy bardzo czyściutkie i poukładane miasteczko, w którym każdy człowiek  „zarabia” wynikami egzaminów na ogólną pozycję swojej rodziny w mieście. Po każdym egzaminie goście od przeprowadzek mają ręce pełne roboty, bo ci, którzy spadają w rankingu muszą przeprowadzić się do „gorszej kolorystycznie” dzielnicy, a na ich miejsce wskakują ci, którym poszło lepiej. Oczywiście mamy też głównych bohaterów, którzy stoją nieco na bakier z ogólnie przyjętym systemem i tajemniczą budowlę na środku miasta, nie mówiąc o wrednych nauczycielach, Imperatorze i Głównym Egzaminatorze. Dodatkowo mamy pustynnych piratów-wojowników, dziwne „stare dzieci”, złą czarodziejkę, Ludzi Błota żyjących pod miastem a przede wszystkim mamy świetną przygodę.

To, co mnie naprawdę zachwyciło, to niezwykła drobiazgowość tworzonego świata oraz jego bogactwo. Każde miejsce ma swoje tradycje, zwyczaje i cechy charakterystyczne tylko dla niego, ludzie inaczej się poruszają, inaczej ubierają, mówią, co innego jest dla nich najważniejsze.  Sytuacja trochę przypominała mi „Podróże Guliwera” gdzie bohater przemieszczając się na choćby niewielkie odległości wpadał od razu w świat zupełnie inny, niż odwiedził przed chwilą. Bohaterowie też są nietypowi – działająca dziewczynka i uczuciowy chłopiec, obydwoje odświeżająco naturalni w swoim zachowaniu i poczuciu odpowiedzialności nie tylko wobec rodziny, ale wobec całego miasta. Ja jednak najbardziej podziwiam je za nieludzką cierpliwość, jaką miały wobec niejakiego Mumpo, który wzbudzał we mnie wręcz irracjonalną wściekłość. Irytował mnie dziecinnym zachowaniem, prawie kompletnym brakiem przydatności do czegokolwiek, jego nieustanne wpadanie w tarapaty mierziło mnie i doprowadzało do szału. Być może w późniejszych tomach coś w tej postaci drgnie, na razie uważam ją za jedną wielką pomyłkę. I nie, to nie jest tak, że mam problemy z dziećmi, które wymagają specjalnej troski – mogło by ich być z dziesięć, ale na litość wszechświata, niech będą PO COŚ, a nie włóczą się bez celu po kartach książki, niczym nierozgarnięte szczeniaki, które kochać trzeba, bo są wierne i nas kochają, więc wybacza się im jak po raz dziesiąty sikają na kanapę.

Mimo Mumpo uważam, że czas spędzony nad książeczką nie był stracony, czytało się ją szybciutko, była ciekawa i urocza w swej prostocie, poruszała te fragmenty wyobraźni, które zasnęły pogrzebane pod stosem „dorosłych” spraw. Aż nie mogę się doczekać, kiedy dam ją do przeczytania mojemu przyszłemu dziecku. Chcę tego bardziej niż sprezentowania mu Harrego Pottera, do którego „Pieśniarz” jest namiętnie porównywany – moim skromnym zdaniem ta książka bije na głowę opowieść o czarodzieju przede wszystkim wewnętrzną różnorodnością świata. Jednak dorosłych uczciwie ostrzegam, że mogą się lekko zawieść, jeśli oczekują podskórnej filozofii, czy zakamuflowanej głębi. Dla mnie to przede wszystkim była wspaniała wycieczka do krainy dzieciństwa, gdzie magia kryje się nawet w kawałku metalu, który potrafi zaśpiewać pieśń o miłości i tolerancji.

William Nicholson, „Pieśniarz Wiatru”, cz. 1 trylogii „Ognisty wiatr”, wyd. Fabryka Słów, 2010

One Reply to “Pieśniarz Wiatru – William Nicholson”

  1. no to kolejna pozycja do przeczytania na liście 🙂

Dodaj komentarz