Od razu pragnę przeprosić wszystkich, których rozbolały zęby od słodkości tego obrazka. Pragnę również uspokoić tych, którzy zastanawiają się, czy upadłam na głowę – jest ze mną w porządku… no, jestem na tyle w porządku, co zwykle. To jest po prostu bardzo dobra historia, a słodkość jest co najmniej zwodnicza.
Japończycy celują w szokowaniu, wywracaniu wszystkiego na drugą stronę i przedziwnych eksperymentach na normalności – do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić. W końcu czego można spodziewać się po narodzie, który wierzy, że jeden z groźniejszych demonów wygląda jak parasol z wytrzeszczonym okiem… O dziwo z tego pomieszania z poplątaniem potrafią wyjść pozycje mądre i głębokie – jak choćby problem wojskowego szkolenia i cyborgizacji dzieci w celu zwiększenia skuteczności bojowej ubrany w słodkie rysy małych dziewczynek.
Serial Puella Magi to opowieść o dziewczynkach, które chcą być czarodziejkami. Czy to nie jest marzenie każdego dziecka? Należę do pokolenia, które zachłysnęło się Czarodziejką z Księżyca, trochę później przyszedł szał na Harrego Pottera – o tak, magia i możliwość czynienia wszystkiego, co tylko dusza zapragnie jest pociągające. Szczególnie, kiedy można liczyć na ładną sukienkę i bliskość koleżanek, prawda? W dodatku możemy w nagrodę spełnić jedno życzenie, takie największe, jakie możemy sobie wyobrazić – tak nam obiecuje przeuroczy biały stworek, taki biały milusi cicik. I jeszcze można bronić ludzkości przed zagładą!
Nic dziwnego, że Madoka i jej przyjaciółka Sayaka zachwyciły się możliwością zostania „magiczną dzieweczką”. Szczególnie, że ich starsza koleżanka, Mami, z wielkim wdziękiem pokonuje kolejne Wiedźmy. Problemem pozostaje jedynie życzenie… oraz zgryźliwa „nowa” koleżanka z klasy, Homura, która w szorstki, nieco brutalny sposób zabrania Madoce przemiany. Sama Madoka niekoniecznie pragnie mocy (choć podobno jej moc będzie wyjątkowa), raczej chce zostać czarodziejką z powodu przyjaźni z Mami. Fabuła jasna, przewidywalna i prosta jak budowa cepa.
Do odcinka trzeciego, gdzie polała się pierwsza krew. Zostałam z wybałuszonymi oczami, wpatrzona w surrealistyczny krajobraz świata Wiedźm, gdzie powoli na podłogę opadło bezgłowe ciało. Witamy w świecie brutalnej walki o przetrwanie, przerażającej samotności i potwornej tajemnicy białych cicików. Za wszystko trzeba płacić. Za spełnienie największego marzenia cena też musi być odpowiednio wysoka, szczególnie, kiedy konsekwencje naszych dobrych czynów niekoniecznie przynoszą nam radość. I te potwory, jak ze snu psychopaty…
Boleśnie przekonuje się o tym Sayaka, która zużywa swoje życzenie na rzecz bliskiego jej chłopaka. On, nieświadomy jej poświęcenia ofiaruje swoje uczucia innej dziewczynie. Źle sformułowane życzenie, nieprzemyślane i naiwne pogrąża Sayakę w coraz głębszej rozpaczy, sprawia, że przestaje dbać o własne bezpieczeństwo. Madoka stara się jej pomóc, ale nadal przeszkadza jej w tym Homura, która coraz natarczywiej odwodzi ją od przemiany.
W miarę rozwoju fabuły widz coraz bardziej przekonuje się, że seria nie jest dla dzieci. Jest bardziej dla nastolatek, zagubionych w pierwszych krokach w miłości, czujących samotność, ból, niedopasowanych i na bakier z otoczeniem. Kiedy poznajemy historię Homury, jej odwieczną, desperacką walkę, kiedy dowiadujemy się skąd się bierze źródło mocy „magicznych dzieweczek”, nie sposób jest nie wzruszyć się i niejako przerazić. Do czego zdolna jest zraniona dusza? Jak daleko można się posunąć, by uratować siebie? Seria boleśnie pokazuje nam, że nic nie dostajemy za darmo. Tylko gdy jesteśmy w stanie się poświęcić, możemy iść dalej z głową do góry. Marzenia wymagają wysiłku.
Pod płaszczykiem koronkowatości i słodkości kryje się historia mroczna i uderzająco prawdziwa. Gorzka, ale dająca nadzieję. Ukazująca historię kobiet w innym świetle. Nie dajcie się zwieść ślicznym, lolitkowym pysiom – większość obrazków to najzwyczajniejsza w świecie podpucha studia animatorskiego. Dostajemy sporą dawkę emocji, niekoniecznie miłych, z zakończeniem, które mnie osobiście zostawiło zaryczaną przed monitorem. Zarówno z rozpaczy, jak i z radości.
Puella Magi Madoka Magica, Studio Shaft 2011
liczba odcinków: 12
Tego się tu nie spodziewałem 😉
Znawcom nurtu powinno wystarczyć jedno słowo – SHAFT. Już wtedy część, nawet bez oglądania, albo serię pokocha, albo znienawidzi. Od razu będą się spodziewać mocno specyficznej oprawy (tła w wersji z Blu-ray + wiedźmie mikroświaty), będą wiedzieć, że to mniej lub bardziej poważny pastisz gatunku (czy wręcz obrócenie go do góry nogami i brutalne nim potrząsanie).
Po pewnym czasie twórcy niemal rezygnują z różu, otwarcie przyznają się 'Tak, strollowaliśmy was’ (wpis na blogu reżysera). A widzowie zaczynają mieć wątpliwości – kto naprawdę jest główniejszym bohaterem?
Mnie, wrogowi opowieści o słodkich różowych dziewczątkach, osobiście drażniła jedynie Madoka. Może jeszcze nieco rozczarowało mnie zakończenie. Spodziewałem się… A może jednak nie napiszę, żeby nie psuć niespodzianki 😉
mnie osobiście od Shaftu robi się niedobrze 😛 ale przeżyłam! A trollowanie było pierwszorzędne, czyż nie?
A to, czego się spodziewałeś walnij na maila, bo mnie skręca z ciekawości 😀