Brytyjczycy w Hollywood ścierający się z amerykańskim biznesem filmowym. Kolejna głupia komedia naigrywująca się ze stereotypów? Pastisz na światek filmowy? Jeszcze jedna produkcja uświadamiająca widowni, jacy to amerykanie są sprytni, obrotni i uroczy w porównaniu do skostniałych Brytoli, a może głupiutki sitcom z przerysowanymi postaciami? I co tam robi Joey?
Początkowo wszystko w tym serialu budziło we mnie dzwonek alarmowy. Myślałam: jeśli serial jest brytyjski można się spodziewać ostrej jazdy po „głupich USAńczykach”. Gdyby zaś serial byłby amerykański, mielibyśmy żarty o skostniałych Brytolach. Matt LeBlanc będzie albo usilnie starał się zerwać z przekleństwem wioskowego głupka, albo odwrotnie – stanie się naczelnym kretynem serii. Ha. Ha ha.
Ku mojemu zaskoczeniu dostałam magiczną perełkę, wyjątkowo udany miks brytyjsko-amerykański, z niepoprawnym humorem znad herbatki i ciętymi ripostami znad hamburgera. Z jednej strony świetnie skonstruowane, wielowarstwowe postaci i krótkość serii, charakterystyczne dla seriali brytyjskich, z drugiej – naturalna sympatyczność i uproszczenia wprost z sitcomów amerykańskich. Cięty brytyjski dowcip i amerykański rozmach. Jak pudding i kawa ze Starbucksa. Dodajmy do tego niegłupią fabułę i kurcze, mamy naprawdę zaskakująco dobry serial.
Sean i Beverly są brytyjskim małżeństwem, które ma na swoim koncie obsypany nagrodami serial o starszym dżentelmenie, dyrektorze elitarnej szkoły dla chłopców, który kocha się nieszkodliwie w bibliotekarce-lesbijce. Serial podoba się amerykańskiemu producentowi tak bardzo, że chciałby z nim uprawiać seks, okrzyki, poklepywanie po plecach, trochę droczenia się i bach, para ląduje w Los Angeles, pisząc scenariusz do amerykańskiej wersji. I jakim cudem okazuje się, że robią serial o trenerze hokeja w szkole dla chłopców, który w perspektywie ma romans z ponętną bibliotekareczką w mini?
Serialowi Amerykanie nawet nie próbują udawać, że kłamią, kiedy mówią, że coś jest świetne i że im się podoba. Z kolei Brytyjczycy nawet nie próbują udawać, że są mili i skłonni do ustępstw – przynajmniej Beverly, która przecudownie przeklina na czym świat stoi. A w tym całym bajzlu świetny Matt LeBlanc, który gra… Matta Le Blanca. zwykłego faceta, który momentami zadziwia głębią i wiedzą, a z drugiej wykazuje się totalnym egoizmem i ograniczeniem. Poza tym – facet doskonale wie, co i kiedy powiedzieć, żeby kobietom (i mężczyznom) zmiękły kolana. Mało tego – wydaje się być całkowicie szczery za każdym razem!
Pomysł z wykorzystaniem Matta jest moim zdaniem genialny. Owszem, wiemy, że to nie jest prawdziwy Matt LeBlanc, ale naprawdę jesteśmy w stanie w niego uwierzyć, bo wiele zdarzeń się pokrywa z rzeczywistością. Aktor niebezpiecznie zaszufladkowany do jednej roli, który musi zmagać się z nieustannymi „How you doin’?” fanów, podchodzi do siebie z lekką ironią i po prostu nie można nie polubić faceta. Nie kryje się ze swoimi wadami i – podobno niechcący – rozwala na kawałki związek Beverly i Seana.
Uosobienie brytyjskiego pastiszu na hollywoodzki światek znajdziemy w osobie producenta, Merca. Jest on doskonale pustym, zakłamanym, egoistycznym dupkiem, a sceny z udziałem jego niewidomej żony są powalające. Serio, zbierałam szczękę z podłogi, nie przestając się równocześnie śmiać. Ale to trzeba lubić humor brytyjski, który nie boi się naśmiewać z kalectwa… Ja byłam zachwycona. Takiej nagiej szczerości nie widziałam dawno, oj, dawno. Powiedziałam „nagiej”? Nie, nie przypominajcie mi sceny z sutkiem, nieeeeeeeee….~!
Co ciekawe, serial był głównie kręcony w Wielkiej Brytanii, z małym procentem ujęć prawdziwego L.A. Może dlatego brytyjskość przesącza się delikatnie i rozkosznie doprawia każdy odcinek? Jak herbatniczek z kawą. Obserwujemy zmagania dwóch stron, z których żadna nie chce odpuścić swojej wizji serialu, a nad tym wszystkim unosi się duch Joey’a (pachnącego cynamonowymi bułeczkami, tak przy okazji). Stare próchno naszpikowane chemią w roli dwudziestolatki? Czemu nie! Naćpana asystentka romansująca z szefem, która z nienawiścią w głosie mówi „życzę jej, żeby wyzdrowiała”? Jak najbardziej. Delikatny absurd i niespotykane zwroty akcji są kolejnym atutem tego serialu.
No i koniecznie musicie posłuchać historii o penisie. Opowiedzianej z brytyjskim akcentem.
Odcinki (Episodes), sezon pierwszy, 2011
liczba odcinków: 6
wyst. Matt LeBlanc, Tamsin Greig,Stephen Mangan
patrz, a ja to zignorowałam, myślałam, ze kolejne g … serialowe
ja bym też zignorowała, gdyby nie mój mężczyzna, w życiu bym po to nie sięgnęła, choć bardzo lubię LeBlanca… 😀
nawet moja siostra to poleca 🙂
a siostra to taki niechciej serialowy?
Też polecam, oglądaliśmy, zaskakująco udany serial.