Jedzenie! Dużo jedzenia! Jedzenie śliczne, kolorowe, smakowite, w kawałeczkach, w porcyjkach, do degustacji albo za złotówki. Jedzenie rodzaju wszelakiego, o różnych kształtach, nadzieniach i w różnych konsystencjach. Istna uczta dla oka, nosa i podniebienia – a wszystko to na imprezie Najedzeni Fest, która odbyła się w Krakowie 23 czerwca.
Sobota zaczęła się nieco pochmurnie i groziła deszczem. Nie wystraszyłam się jednak, bo stawką było jedzenie! Zatem zapakowałam do plecaka parasol i aparat i wyruszyłam. Oj, było warto…
Najedzeni Fest to, jak sami o sobie mówią, krakowski festiwal kulinarny. To dopiero jego pierwsza edycja, ale mam szczerą nadzieję, że na jednej nie poprzestaną. W tym roku zaprosili nas do nieczynnego już Hotelu Forum – było miło zobaczyć, że ten opustoszały budynek jeszcze się na coś przydaje. Miał swoje wady, bo w środku było duszno, a i oświetlenie pozostawiało wiele do życzenia, ale to da się na przyszłość poprawić.
Sam festiwal przypominał swoją formą chociażby Targi Książki, o których wam niedawno opowiadałam. Oczywiście z tą różnicą, że zamiast książek było jedzenie, czyli druga najlepsza rzecz pod słońcem. Hmm, a może jednak pierwsza? Nie mogę się zdecydować… W każdym razie wystawcami były krakowskie knajpki, restauracje, a także prywatni dostarczyciele pyszności. Mogłam przebierać wśród słodkich i słonych tart, sushi, paelli, ciasteczek, babeczek, kremów, sosów, czekoladek… A, co ja będę się rozpisywać, zobaczcie sami:
Jeżeli przed wejściem na imprezę wita mnie piękny Ogórek, to wiadomo, że dzień będzie udany!
Czekoladowy krem może śmiało konkurować z Nutellą.
Nie próbowałam, ale byłam zaintrygowana.
Małe cudeńka od Beetlebits.
Tyle dużo oliwek…
Proste w formie i pyszne w treści.
Czekoladki do degustacji!
„Dobry cynamonowy syrop” faktycznie był dobry. A wręcz świetny. Poleca Mount Caramel.
Te eksperymenty wyglądały dość groźnie…
Warsztaty kulinarne „Gruzja na talerzu”. Udziału nie brałam, ale zauroczył mnie ich „plakat”.
Najsłodsze logo na całym festiwalu!
Zdobycz pierwsza: tarta z pomidorem i mozarellą oraz ciasteczko francuskie od Bococa Bistro.
Zdobycz druga: sushi! W Krakowie zamawiajcie na wynos w Haiku Sushi.
Zdobycz trzecia: tarta cytrynowa od BonJour CaVa i babeczka cytrynowa z truskawką.
PS. Wszystkie zdjęcia w tej notce zostały zrobione przeze mnie. Proszę nie wykorzystywać ich bez mojej wiedzy i zgody. Najpierw zapytajcie, maila znacie (:
Że też byłam wtedy w domu… ech, takie cuda!
Pilnuj za rok, może zrobią powtórkę 😉 A przez wakacje powinien być jeszcze Festiwal Pierogów!
Studenci po pewnym czasie zaczynają gardzić pierogami, niestety 😀 Mam nadzieję, że po wakacjach coś będzie, bo w wakacje w Krakowie mnie nie ma…
Ale nie powiesz mi, że w studenckich czasach zajadałaś się smażonymi pierogami z bananami albo z kurkami! 😉 Też liczę na coś dobrego również po wakacjach… A przynajmniej na bogaty jarmark bożonarodzeniowy…
PS. Właśnie Cię ścigam na Lubimy Czytać, nie wystrasz się 😀
Z bananani! Wow 😀 A ja w Holandii będę, no to fest…^^
Obśliniłem klawiaturę…
Hihi, potraktuję to jako komplement 😀
A ja też tam byłam!:)
Ze mną jadłaś i piłaś!
Za takie wpisy powinny być jakieś kary… nie wiem… chłosta makaronem albo coś! OKRUTNE! Tak „smaka” robić w środku dnia…
Ale skoro lubujecie się w smakołykach to przemycę reklamkę pewnego bloga… Drogie Panie, nie bijcie 🙂
http://inzynieria-smaku.blogspot.com/
Gotowanym porem, chłosta gotowanym porem! Koniecznie musi się też pojawić czapka pilotka… Echem…
Ja tam bić nie będę, kulinarnych blogów nigdy za wiele 😉
babeczka od Uczty Babette
Oliwki………………………………………..
xD!
Ja chcę do Polski, do takiego żarcia… Nie wyszłabym z tych targów o własnych siłach, musieliby mnie wytaczać.
NO to już okrucieństwo całą gębą – następnym razem proszę o zawiadomienie o takiej imprezie wcześniej 🙂