Smok Jego Królewskiej Mości – Naomi Novik

Kawa z Cynamonem - Smok jego królewskiej mości

Praktycznie każdy dzieciak marzy o tym, by mieć swoje zwierzątko. Może to być piesek, którego trzeba codziennie wyprowadzać na spacery. Może to być kotek, który miewa humory, ale jego mruczenie jest lekarstwem na wszystko. Do małego mieszkania nadaje się króliczek, chomik albo myszka, a gdy już całkiem brakuje czasu, zawsze zostają rybki. Tych ostatnich co prawda nie da się pogłaskać, ale przynajmniej cieszą oczy. Więc tak, dzieci chcą mieć kotka, pieska, koszatniczkę… A ja chcę smoka!

Oczywiście zdaję sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaka spoczywa na właścicielu smoka. Chociaż czy można nazywać siebie „właścicielem” takiego stworzenia? Raczej jego pilotem, a jeśli nam się poszczęści, to również przyjacielem.

Zdecydowanie chciałabym mieć takiego przyjaciela, jakim jest Temeraire – główny smoczy bohater tej książki. Zwierzak z niego absolutnie nie domowy, wręcz bojowy, ale za to w cieplejsze noce nie trzeba nawet kocyka, można się zdrzemnąć przy jego łapie, pod namiotem z ogromnych skrzydeł. A także porozmawiać o bezsensowności wojny i o… równaniach matematycznych.

Zapraszamy na pokład (smoka)!

Po tę książkę sięgnęłam mając przed sobą prawie dziesięć godzin jazdy pociągiem. Nie wiedziałam właściwie czego się spodziewać, wiedziałam jedynie, że będą smoki. I sądzę, że Wy też nie musicie wiedzieć wiele więcej… Ale żeby ten wpis nie był tak podejrzanie krótki, opowiem Wam jeszcze troszkę o Smoku Jego Królewskiej Mości.

Przede wszystkim nie nastawiajcie się na szaloną akcję, zapierającą dech w piersiach. Pierwsza część smoczej serii (a tych części w oryginale jest już osiem) to zaledwie wprowadzenie. Mamy okazję poznać Temeraire i jego pilota, czy też raczej przyjrzeć się z bliska, jak ci dwaj poznają siebie nawzajem. Jak między człowiekiem a smokiem rodzi się przyjaźń na całe życie (a smoki żyją naprawdę długo). I choć mogłam oddychać spokojnie, to nie czułam znudzenia. Tak bywa, gdy lubię głównych bohaterów, a tych polubiłam dosłownie od samego początku.

Ogromnie pozytywnym zaskoczeniem był wiek Laurence’a, pilota Temeraire – nie jest on nastolatkiem, jakich teraz pełno w książkach adresowanych do starszej młodzieży, ale mężczyzną w okolicy lat 35. W dodatku dżentelmenem, jak nakazuje czas akcji, czyli czas wojen napoleońskich. Książkę czytałam po angielsku, więc co i rusz rozpływałam się nad okrągłymi i pysznymi zdaniami, wypełnionymi eleganckimi słowami i zwrotami. Przyznam się, że nie wiem, w jaki sposób zostało to oddane w polskim tłumaczeniu, ale raczej nie będę tego sprawdzać. Ani też kupować polskiego wydania – jako jedna z tych, którzy oceniają nie tylko treść, ale i okładki książek, połaszę się na brytyjskie wydanie tej serii. Dlaczego akurat brytyjskie? Bo amerykańskie ma okładki bardzo podobne do polskich, natomiast książki z Wielkiej Brytanii… A, co ja będę opowiadać, zobaczcie sami:

Kawa z Cynamonem - Smok jego królewskiej mości

Kawa z Cynamonem - Smok jego królewskiej mości

W brytyjskim wydaniu tytuł „His Majesty’s Dragon” został zmieniony na krótki „Temeraire”.

Nie samymi smokami…

No dobrze, zachwyciłam się okładkami, to może pozachwycam się jeszcze wnętrzem książki, a dokładniej jej bohaterami. A zatem: Laurence! Świetna postać, zwłaszcza w parze z Temeraire. Mężczyzna jest nieustępliwy, gdy chodzi o dobro jego smoka, dobrze wychowany, wysoko ceni sobie honor… Dopiero czytając tę książkę zdałam sobie sprawę, jak bardzo tęskniłam do takiej postaci. Do porządnego faceta, który nie dość, że potrafi się zachować, to jeszcze potrafi myśleć za siebie i o tych, za których jest odpowiedzialny. Co więcej, po części nieświadomie „wychowuje” swojego smoka na podobnego sobie dżentelmena, a to również niezwykle przyjemnie jest obserwować. Ich dyskusje trzymają zadowalająco wysoki poziom, a często dostarczają także okazji do uśmiechu.

Pisząc to wszystko, jestem już w połowie drugiego tomu przygód Laurence’a i Temeraire. Wciąż po angielsku, wciąż z zainteresowaniem, wciąż delektując się pięknym językiem, z niesłabnącą ciekawością śledząc poczynania bohaterów. Nefrytowy tron funduje nam intrygującą zmianę otoczenia… Ale o tym już napiszę w kolejnej recenzji. Tymczasem zachęcam Was do upolowania swojego własnego smoczego egzemplarza, by naprawdę miło spędzić z nim czas.

Kawa z Cynamonem - Smok jego królewskiej mości

Naomi Novik – Smok Jego Królewskiej Mości (His Majesty’s Dragon / Temeraire), pierwszy tom cyklu Temeraire, Rebis 2007

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Smok Jego Królewskiej Mości – Naomi Novik"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Moreni
Gość
To wychodzi na to, że w Polsce wydano o jeden tom więcej, niż w UK – ciekawe.;) Ja akurat jestem totalnym fangirlem serii i zakochałam się w niej od pierwszego spojrzenia na okładkę (tak, tą amerykańsko-polską, bo uważam, że jest przecudnej wręcz urody. A tego co wydawca zrobił z kolejnymi od piątego tomami serii chyba nigdy mu nie wybaczę). Co do przekładu, to powiem, że tłumacz przynajmniej starała się oddać język epoki – czy mu sie udało, nie jestem w stanie ocenić, ale przynajmniej nie przejechał walcem po wszystkich wypowiedziach. A ja w oczekiwaniu na przekład tomu ósmego odświerzam sobie… Czytaj więcej »
kawaadm
Admin

Greetings, my fellow fangirl! 😀 Mam przeczucie graniczące z pewnością, że ja też przepadnę na amen dla tej serii… Och, jak mi z tym dobrze!
Mnie też zaskoczyły te rozbieżności w liczbie tomów – chwilę zajęło mi ogarnięcie, że wydanie polskie prawie nadąża za amerykańskim, natomiast to brytyjskie wychodzi wolniej 😉 I zawsze miło usłyszeć, że polski tłumacz daje radę, a przynajmniej dobrze się go czyta.

DMi
Gość

Hum. Zainteresowałam się. Trafia na koniec listy „Do obczajenia”. Pozdrawiam 🙂

kawaadm
Admin

Ale że dopiero na koniec? Chyba muszę się bardziej postarać z tym wzbudzaniem zainteresowania… 😉

DMi
Gość

Kolejkuję ze względu na autozainteresowanie a nie atrakcyjność opisu 🙂 musiałam, bo inaczej przepriorytetowywanie mnie zabijało, a tak wszystko jest jak trzeba. Trafi w łapki, to pójdzie bez kolejki, inaczej musi czekać na swój czas 🙂

wpDiscuz