Aquaman 2018

Proszę się nie spodziewać poważnej recenzji. Nie da się pisać poważnie o popkorniaku, w którym syrenka popiernicza po dachach w butach na obcasach, a aktorzy zdają się grać w zupełnie innym filmie, niż każe im scenariusz. Dodam, że każdy gra w innym.

Nie powiem też, że strasznie się wzbraniałam przed seansem – wiedziałam, że nie idę na kino ani ambitne ani sensowne, za to z ładnym panem w mokrym podkoszulku. Na szczęście film nie stara się na siłę wmówić nam, że to COŚ WIĘCEJ, więc luz, przynajmniej w tej kwestii.

Aquaman: pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie? Jakby DC zatrudniło bandę analityków z gatunku „nie wychodzą za dnia na zewnątrz, bo słońce”, wsadziło ich na parę tygodni do bunkra i kazało oglądać produkcje Marvela, żeby zrozumieli, o co chodzi z tym fanserwisem. Absolutnie nie mówię, że ściągali i kradli pomysły: chodzi mi raczej o to, że DC nie umie w rubaszność i to widać. Mają ciągle tego sopla w tyłku, który każe im być ambitnym. Są takim Ravenclawem, który nie ogarnia Gryffindoru.

I zapomnieli, że Thor Ragnarok tak naprawdę jest zabawny i uroczy, bo bohater żartuje sam z siebie… z poprzednich filmów. Żeby bawić się konwencją, trzeba tę konwencję najpierw mieć. Aquaman jest niestety takowej nie posiada, przynajmniej filmowo.

ALE! Naprawdę nie było źle. Bardziej śmieszył niż wkurzał, aktorzy naprawdę się starali wypowiadać najlepiej wszystkie totalnie bezpłciowe kwestie, fabuła była przewidywalna, ale poprawna, a jeśli, jak ja, nie widziało się trailera, to nawet człowieka bawiło te parę dowcipów.

Fabuła? Tam, gdzie idziemy, nie potrzebujemy fabuły

Fabuła udaje, że istnieje, ale ma mniej więcej takie same szanse jak czarnoskóra służąca na balu ambasadora w Bostonie w latach 50′ ubiegłego wieku. Wiesz, że tam przemyka w tle, ale twoje nadęte białactwo nie pozwala ci jej dostrzec – przynajmniej do momentu, kiedy coś spieprzy.

Aquaman to taki Kopciuszek, tylko z trójzębem jako pantofelkiem i mackami zamiast dyni. Artur Wodnik jak rasowa księżniczka potrafi rozmawiać ze zwierzątkami i aż żal, że nie było sceny, gdzie rybki przynoszą mu naszyjnik z glonów. Piękny brodacz jest brązowym owocem miłości latarnika i syrenki, która dała nogę z podwodnego pałacu sprzed ołtarza, ale potem musiała wrócić, bo te Atlantydy to mściwe dranie.

Panna odchodzi w głębiny, gdzie jednak wychodzi za mąż za tamtego typa, rodzi mu dziecię. Syrenek dorasta, obejmuje tron i odkrywa, że mamusia coś tam na boku miała te eony lat temu – i skazuje ją na pożarcie przez podwodne beboki.

Artur żyje sobie spokojnie, ratuje łodzie podwodne, pije z ojcem piwo, sielanka. Aż dopada go panna z kiepsko farbowanymi włosami. Czerwona syrenka podniosła larum, że ło rety rety, twój przyrodni brat to on chyba chce wojnę wywołać z lądem, nieładne to takie, idź i zostań królem. Artur mówi „nie nie” ale szybko zmienia zdanie na „no dooobra”.

Po paru przygodach, rodem z kiepskiej platformówki typu Indiana Jones, Artur odkrywa, że mamusi nic nie zjadło, zdobywa magiczny trójząb, dosiada ośmiornicy, odkrywa miłość na tle wybuchów i zostaje królem w miejsce swojego brata. Mówiłam, że Kopciuszek.

A, jakaś kompletnie pozbawiona sensu wojna tam gdzieś w tle się pęta, chyba po to, żeby goście od grafiki komputerowej nie zapłakali się na śmierć, że mają do roboty tylko udawać falowanie włosów pod wodą.

A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to kompletnie bez sensu

Ja rozumiem, że od popkorniaka o superbohaterach nie należy oczekiwać za dużo sensu, ale to, co serwuje nam Aquaman, jest jedną wielką głupotką. Można przymknać oko na dwie, trzy, pięć rzeczy, ale tam naprawdę NIC nie miało sensu. Jak 50 twarzy Graya – to jest tak… niewiarygodnie głupie, że nie wiadomo od czego zacząć. Równocześnie nic nie było też totalnie kretyńskie, nie wywołało zniesmaczenia. Czułam się… o, jakbym czytała fanfik. Nie taki, gdzie Harry Potter ma dziecko ze Snapem, bliżej tego, że Hobbici to ninja: ma to jakiś tam sens, ale no.

Twarz Nicole Kidman. Bosz, jej twarz. Miała w sobie tyle botoksu, że można nim uśmiercić sporej wielkości wiewiórkę.

Syrenka-Arielka ma koszmarnie czerwone włosy, co miałoby sens, gdyby WSZYSCY Atlantydzi mieli dziwne kolory. Wybacz filmie, ale czerwonawy Dolf Lundgren to stanowczo za mało, żeby uzasadnić włosy wyglądające jak kiepska peruka z chińskiego bazarku.

I powiedzcie mi, na litość wszelkich bogów mody, dlaczego ona ma pod wodą buty na obcasie i takież same na lądzie. W wodzie to jeszcze jakoś mogę kupić, bo ludzie robią dziwne rzeczy z ubiorem, ale na lądzie powinna się na nich zabić. Superheroska czy nie, pod wodą nie stawia się ciężaru ciała na stopie (szczególnie jeśli się jest istotą, która po prostu zapiernicza przez fale siłą woli). W ostateczności powinna stanąć i drobić jak Pazura w Kilerze. Na pewno nie biegać po dachach jakby nic innego w życiu nie robiła.

Magiczny mechanizm na pustyni litościwie pominę milczeniem, bo magia. Ale że posąg-wskazówka stał przez eony w tym samym miejscu na sycylijskiej górce? Żeby to chociaż była skała, kamolec.  COKOLWIEK bardziej wytrzymałego od kawałka marmuru, któremu nie przeszkodziły wojny, deszcz ni wiatr. Ani miliony turystów z parciem na dłubanie „Janusz tu był” w każdej płaskiej powierzchni.

Humor. Jest w najlepszym wypadku toaletowy. Dosłownie – jeden z żołnierzy Atlantydy, pozbawiony wody, wkłada z ulgą łeb do toalety. Widz powinien się skręcać ze śmiechu, bo przecież już w trailerze była mowa o sikaniu.

I dlaczego nikt nie wpadł na to, żeby zabić Artura wcześniej? To nie jest tak, że on zwiał w góry, wiecie. Był w tym samym miejscu, gdzie znaleziono uciekniętą  królową. Przez przynajmniej 20 lat z hakiem. I przez tyle czasu nikt nie zauważył, że Defoe wymyka się w to miejsce, żeby bujać się ze smarkaczem, dopiero na koniec filmu ten zły się foszy o to?

I dlaczego tak bawi mnie jak Nicole Kidman próbuje bezskutecznie zagrać twarzą coś innego niż dziewczynkę, której trzeba poluzować kucyki?

Fizyka trudna rzecz

Nie jestem szalona, więc nie oczekuję, żeby film dziejący się pod wodą faktycznie był realizowany tak, jakby ludzie w mokrym siedzieli. Doceniam to, że włosy aktorom falowały ładnie, doceniam kieckę z meduz (szkoda, że tylko jedna). Nie płaczę, że Szuwarek był w stanie wyciągnąć łódź podwodną na powierzchnię i ona nie zatonęła z powrotem. W końcu nie każdy wie, że zanurzenie odbywa się przez zalanie części statku i dopóki ta woda tam siedzi, to ni diabła nie będzie łódź wypływać.

Niech mi jednak ktoś wyjaśni zbroje pod wodą. Zbroje. Wykuwane przez lud żyjący w czasach, kiedy Sahara była oceanem. Pal sześć zbroje: PELERYNY. Kuźwa, powinno im głowy urywać za każdym razem, gdy puszczają się w galop przez H2O.

Sceny pod wodą przypominały bardzo kiepskie sci-fi. Taki ubogi Valerian, jeśli chcecie znać moje zdanie. Albo dziwna przeróbka początków Final Fantasy X. Być może to był ukłon wobec komiksów z dawnych lat,? Kiedyś wystarczało machnąć normalne budynki, dorysować im tu i ówdzie rybę. Że niby pod wodą są. Przypominam, to cywilizacja, która od setek lat siedzi pod wodą, nie wychodzi na powierzchnię, więc nie ma od kogo zgapiać. Mało tego – większość mieszkańców nie potrafi nawet oddychać na lądzie.

Wiecie, jak Artur został królem? Pokonując brata na powierzchni wody. Za pomocą starożytnej atlantydzkiej techniki tarczy wodnej, która ma sens tylko na powierzchni.

Każdy, kto doświadczył nurkowania wie, że pod wodą człowiek czuje się mniej więcej jak w stanie nieważkości – przedmioty poruszają się, spadają wolniej, inaczej. Atlantydzi przyzwyczajeni są do tego, że mogą „odłożyć” na chwilę przedmiot obok siebie i on powolutku spłynie na dno. Na lądzie powinni zachowywać się jak astronauci po długim pobycie w kosmosie. To dotyczy też skakania, wymierzania odległości, oceniania czy coś utrzyma nasz ciężar. Film zastanawia się nad takimi rzeczami przez dosłownie ZERO sekund. Arielka nie wie, co to kwiaty i próbuje je jeść, ale mamusia-królowa nie ma problemu z gorącą herbatą. GORĄCĄ. Dymek się unosił i te sprawy. Pod wodą jest zimno, wiecie? i nie da się zagrzać wody w czajniczku.

Już film Plusk z Hanksem i Hannah był bardziej w tej kwestii realistyczny.

Przyjaźń przez mięśnie

Nie można filmowi odmówić przecudnego Jasona Momoy, który bawił się doskonale. Mimo że przez kwadrans film robił wszystko, żeby zapewnić widzom ten mityczny fanserwis. Mamy więc serię ujęć półnagiego Aquamana na tle wschodzącego czegoś błyszczącego. Potem chłop już nie rzucał zalotnie mokrą grzywką i nosił grzecznie ubranko. Ale wybuchy były.

Willem Defoe ma cudownie paskudną mordę japońskiej żaby.W sumie to on może wszystko, bo i tak go uwielbiam. No i ten zły, Patrick Wilson czyli Orm, kupił mnie całkowicie. Po raz kolejny zadziwia mnie, jak potrafi z tą nijaką, miękką twarzą być tak różnorodnym. Stanowczo za mało doceniamy tego pana.

O czym to ja? O Jasonie. Tak. Pomijając walory estetyczne facet odwalił kawał dobrej roboty. Ma charyzmę i ten jakiś swojski magnetyzm, który sprawia, że się typa lubi. Wcale bym się nie obraziła, jakby było go więcej. Oglądałabym.

[SZYSZKA]

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

15
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
9 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
SzyszkaChomikIjon TichyAgnesJaga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Jaga
Gość
Jaga

Zgadzam się z prawie wszystkim. Bo ja tych obcasów u Arielki w ogóle nie zauważyłam. I myślę, że nie tylko Mamoa się dobrze bawił, Willem Dafoe też wyglądał jakby próbował walczyć z rechotem. Ale i tak fajnie się bawiłam na tym filmie i nawet jeśli pojawiały się motywy, które znam jak własne pryszcze to uczucie deja vu nie towarzyszyło mi dosłownie przez cały film (tak jak przy Czarnej Panterze. Cały czas miałam wrażenie, że oglądam powtórkę z nomen omen Króla Lwa). Ale jest coś co zerżneli, bezczelnie i grając wszystkim na nosie. Kto oglądał Ant Man i Wasp ten wie… Czytaj więcej »

Sowa Ona
Gość

Semafor w kształcie syrenki denerwował mnie okrutnie już w trailerze, film tylko potwierdził: plastikowym perukom mówimy stanowcze NIE! Tym bardziej, że w Lidze Sprawiedliwości rzeczona syrenka takich włosów nie miała… (jakiś taki rudawy mokry blond owszem, ale nie peruka z aliexpress) To jak, uwidziała w poprzednim filmie fajową klatę z doczepionym do niej facetem z brwią (i oczkami i kudłami i tatu…ach, w sumie to on cały mniamniuśny…) i postanowiła iść w faszyn from raszyn, bo a nóż koleś ślepy i nie zauważy że ona taka więcej efektowna jest…? Nie tłumaczy tego absolutnie nic. Pozostaje mieć nadzieję, że do kolejnej… Czytaj więcej »

Chomik
Gość
Chomik

Mnie się podobał, dobrze się bawiłam. Momoa uroczy.Akurat „Thor.Ragnarok” miał swoje momenty, ale do mnie nie przemówił -ani to komedia ani dramat.A t ubyła ośmiornica waląca w perkusję! Tak, przez moment zastanawiałam się co t urobi Defoe..W końcu pomyślałam:pracuje…To, że mamusia żyje było przewidywalne..Szczerze:lepiej się bawiłam na „Aquamanie „niż na tym oscarowym „Kształcie wody”.

Chomik
Gość
Chomik

Ale fajnie,ze coś napisałaś!!! Już miałam napisać i pogonić!

Agnes
Gość

Nie znam gościa, ale fajnie się Cię czytało, Szyszko. Aż sobie Nicole z botoksem wyguglałam 🙂

Ijon Tichy
Gość
Ijon Tichy

Myślałem, że tekst o służącej jest dobry, ale „syrenka, która dała nogę”…
*klaszcze z podziwem*