Avengers (2012)

Mistrz Hitchcock zwykł był mawiać, iż film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a następnie napięcie winno wzrastać. Jego słowa krążyły sobie po świecie, inspirowały wielu, niektórych nawet z wymiernymi i cieszącymi oko efektami… Aż trafiły do Jossa Whedona – gościa, który przyłożył łapę do sukcesu serialu Firefly i który wyniósł klasycznie powtarzalny survival horror na wyżyny dobrej, inteligentnej zabawy (świeżutki Dom w głębi lasu). Whedon z poważną miną pochylił się nad słowami Mistrza i zapytał sam siebie: „Trzęsienie ziemi? A czemu by nie zamienić tego na wielki wybuch, który zostawi po sobie pobojowisko pełne piekielnie drogiego i jedynego w swoim rodzaju sprzętu, przykrytego wstrząśniętą i zmieszaną warstewką ziemi?”.

I znów chce się rzec, iż nadejszła wiekopomna chwila… Wybaczcie, wczuwam się w klimat tego, co przeżyłam dziś w kinie. Dwie i pół godziny takich przeżyć zaraz z rana to nie przelewki. No, ale już wracam do rzeczy. Więc! Avengers! Wyczekiwani od tak dawna! Zbierali się powoli, przedstawiali się nam po kolei, po troszku, po jednym filmie na raz, puszczając do widzów oczko po napisach końcowych. Dawno temu pojawił się Hulk, potem Iron Man, Kapitan Ameryka, w końcu Thor… A gdzieś między nimi plątał się gość w czarnym płaszczu i z przepaską na oku, który miał Plan.
Wiedzieliśmy o jego Planie nie od dziś – Nick Fury nie krył się z nim, przemawiając do nas poprzez zwiastuny filmu. Wspomagany zgrabnymi ujęciami kamery, wybuchową muzyką i równie wybuchową scenerią w tle, nęcił nas i kusił, wodził za nos, obiecując cuda na ekranie. Mieliśmy dostać Najlepszych z Najlepszych, wyborną mieszankę wybuchową, która powali nas na kolana i uszczupli nasze portfele, niekoniecznie w tej kolejności. I co z tego wynikło?
Ano dokładnie to, co nam obiecywano. W każdym razie ja wyszłam z kina z szerokim uśmiechem i przekonaniem, że to były bardzo dobrze ulokowane pieniądze – tak moje, jak i twórców filmu. Wybuchów było sporo, podobnie rzucania o ściany, podłogi, skakania z dużych wysokości, strzelania z broni wszelakiej oraz czystej, klasycznej walki na gołe pięści (i młot). W całym filmie był może jeden, paruminutowy moment, gdzie panował względny spokój. Cała reszta dwuipółgodzinnej uczty ociekała akcją. Tylko krwi było mało, ale to przez pułap wiekowy… Nie, nie powiem nic o dubbingu Avengers, wyrzuciłam ten fakt z pamięci. (Nie, nie byłam na dubbingowanej wersji, nawet nie chcę wiedzieć, że taka istnieje).
A sami bohaterowie? Cóż, zdecydowanie polecam zapoznać się wcześniej z filmami poświęconymi poszczególnym postaciom, Avengers zyskuje przez to dodatkowy smak. Przyznam szczerze, że nie miałam okazji zapoznać się dokładnie z historią Hulka, ani Kapitana Ameryki, może to nadrobię. Doskonale za to pamiętam Iron Mana, którego uwielbiam (tak aktora, jak i graną przez niego postać). Wystarczyło, że pojawił się na ekranie i się odezwał – o tak, dialogi z jego udziałem to muzyka dla uszu i cynicznej duszy. A Thor? Chłopiec w pelerynie i z młotkiem, ale jaki efektowny w tym, co robi! Był jeszcze ten gość z łukiem (z łukiem!), Sokole Oko mu było – aż mi się przypomniały stare, dobre, M.A.S.H.owe czasy… Echem, no mniejsza o to. Wisienką na torcie był Loki – wkurzony Loki, który miał swój własny Plan. Ooo, jak on go miał… Ale nie mnie o tym opowiadać.

Krótko i na temat: warto. Warto iść do kina, warto wydać kasę na bilet, nawet te dodatkowe złotówki na okulary 3D, warto siedzieć tam prawie trzy godziny. Jest ładnie. Jest wybuchowo. Jest zabawnie (Iron Man!). Jest widowiskowo i z pazurem. Warto 🙂

PS. Do tych, którzy oglądają Jak poznałem waszą matkę – w filmie czeka na Was niespodzianka 😀

I jeszcze nutka od Chrisa Cornella na umilenie napisów końcowych:

[youtube=”http://www.youtube.com/watch?v=D3ZNtOcY_1A”]

Avengers, 2012
reżyseria: Joss Whedon
występują: Robert Downey Jr., Chris Evans, Mark Ruffalo, Chris Hemsworth, Tom Hiddleston, Scarlett Johansson, Stellan Skarsgard, Samuel L. Jackson, Jerzy Skolimowski (tak, malutki, nie-do-końca polski akcent)

10 Replies to “Avengers (2012)”

  1. Grzegorz-Konsultant says: Odpowiedz

    A wiesz, że też pomyślałem o tym Hitchcocku na początku?:-)
    Właśnie zbierałem się, żeby coś Ci na fb napisać, dać wyraz entuzjazmowi, który cały dzień mi dziś towarzyszył, ale tu jest lepsza okazja.

    Zaspokojenie wygórowanych oczekiwań nakręconych przez hype dozowany od miesięcy? Tak jest!
    Spełnienie pacholęcych marzeń o filmie pełnym supebohaterów wlaczących z najeźdźcą z kosmosu/innego wymiaru i skąd tam jeszcze? Tak jest!

    Film to nie bez wad, ale cóż, Whedon nie jest Sheldonem – nie jest doskonały.
    Troszkę szkoda tej kategorii wiekowej, ale to tylko rysa na niezniszczalnej tarczy Kapitana Rogersa (głupio mi było w kinie podśpiewać sobie wiekowy hicior „when cpt america throw his mighty shield” ale faza się włączyła 🙂

    Trochę głupio tak ekscytować się filmem, ale obudził we mnie autentyczny entuzjazm. Do tej pory uśmiecham się do siebie.

    A przecież druga część już pewna. i to tym razem na skalę pangalaktyczną i wszechświatową.
    Lubię to, o tak.
    🙂

    1. Bo ja Ci o Hitchcocku powiedziałam ;P

      E tam, że głupio się ekscytować, film był na tyle dobry, że ekscytowanie się jest bardzo na miejscu. Zresztą, jak nie tym, to czym? Raczej nie „Gniewem tytanów”, prawda? xD

  2. Ja MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUszę na to iść do kina. Nie odpuszczę!!!!

    1. Trzymaj! Nie puszczaj! 😀 Idź, wróć zachwycona 🙂

      1. Byłam, jeszcze się kielczę. Kurcze, no wart jest każdziuteńkiego grosika swojego pieruńsko drogiego biletu. „taki tam bóg….” mnie zabił 🙂
        Na marginesie, u Was też dają jednorazowe okulary, które można zabrać do domu? I jeszcze dostałam darmowy soczek (dwa, bo drugi podstępem wyłudziłam) i próbki szamponów…

        1. Też chcę soczek…
          Mnie zabiło: Hulk… Rozwalaj. 😀

  3. Grzegorz-Konsultant says: Odpowiedz

    Dali mi raz szampon w kinie. Poczułem sie głupio (szampon w kinie? sugerują coś? ). Potem było jeszcze gorzej jak kolega poprosił o pumeks.
    ale soczek to nowość! u nas nie dają soczków, ale za to masę makulatury (kartki, kupony reklamę…) i okulary uje***ne niczym słynny ongiś stół w tvn-ie (też u nas, w krakowie!).
    I to wszystko w kinie. dziwne to czasy 🙂

    1. No właśnie, Grzesiu, u nas też zawsze były okulary, które się myło przed seansem CAŁE, bo nie wiadomo gdzie je poprzednik sobie wsadzał, sama osobiście trafiłam kiedyś na odcisk podeszwy glana na szkle…. A teraz dają jednorazówki i to nie jakieś badziewne z papieru czy tektury – nie, normalne, trochę mniejsze niż te poprzednie, w hermetycznym opakowaniu, jestem zaskoczona… Da się je bez problemu założyć na własne okulary ( z tymi wielorazowymi miałam kłopot) i co jeszcze lepsze nie musisz się skupiać idealnie na środku ekranu, żeby zobaczyć efekt 3D bo jakoś tak działają na całość.
      U nas dają próbki w zależności jaki produkt sponsoruje daną salę kinową. Jak pantene – szampon, jak oldspice – kolońską, jak drobimeks – kiełbaskę. Taka polityka chyba. Wiesz, szampon szamponem (ja mam żelazny dystans do siebie, więc nie traktuję szamponu jako prezentu z podtekstem :P) ale dostać krem nivea wielkości idealnie pasującej do torebki to radocha. A soczek? Tymbark next – biała herbata. Pyszka 😛
      Zapraszam do Kinepolis w Poznaniu 😛

      1. Grzegorz-Konsultant says: Odpowiedz

        Kiełbaska? tymbarki – herbatki?
        jak to się ma do mojego kuponu zniżkowego na mrożoną kawę za jedyne 11,90? Fatalnie! 🙂
        Okrutna to niesprawiedliwość! Po przeczytaniu Twojego wpisu rozważę zmianę z multikina na cinemacity. Mimo że dalej i nazywa się po murzyńsku 🙂 kiełbaska mnie przekonuje 🙂 Tyle, że nie koniecznie w Poznaniu, mamy tu jedno trochę bliżej.
        A co do 3D – mam takie okulary z zachodniego kraju, w którym Polki ostatnio przegoniły Pakistanki w rodzeniu dzieci. Ciekawość, czy ich 3D jest takie samo jak nasze, tzn, czy ich okulary będą działać z naszym kinem. Trzeba będzie w końcu sprawdzić. Bo widzisz na ziemiach Królowej w Odeonie okulary są wliczone w cenę biletu. I nie jest to wypożyczenie, ale faktycznie można je zabrac do domu. Byłem za któtko, by przekonać się, czy można później przyjść z własnymi i zapłacić mniej za bilet, ale spodobało mi się, że okulary są nowe, nieupalcowane/zglanowane i MOJE 🙂 Suwjenir jak się paczy!

        1. Taka MOJOŚĆ okularów przekonuje, co nie? Ano ciekawość, czy by działały 🙂

Dodaj komentarz