Russel T. Davies, który z wielkimi (ponoć) oporami i przejęciem postanowił reaktywować serię Doctor Who, stanął praktycznie na samym początku przed dość sporym problemem: Christopher Eccleston zapowiedział, że zagra jedynie w pierwszym sezonie i basta. Biedny Russel wespół z Julie Gardner musieli wybrać nowego Doktora – i to szybko. W międzyczasie Russel musiał opędzać się przed pewnym aktorem, z którym współpracował przy innej produkcji BBC – Casanovie. Facet łaził za nim, żebrząc o rolę w serialu, choćby w gumowym kostiumie, powtarzając łzawe historyjki o tym, jak zawsze kochał Doktora i dlatego został aktorem.
Russel i Julie zaprosili typa o wyglądzie radosnego ogryzka do rezydencji Russela, gdzie pokazali mu pierwszy, świeżo zmontowany odcinek serialu. Obserwowali, jak typ wierci się, podskakuje, szczerząc zębiska do ekranu. Na koniec zadali mu pytanie: to jak, chcesz być nowym Doktorem?
Nowy zestaw ząbków! (Wszyscy Władcy Czasu strasznie się tym jarają)
I tak oto w ostatnim odcinku pierwszego sezonu, kiedy 9 oddaje swoje życie, by uratować Rose, widzowie poznali nowego Doktora, czyli Davida Tennanta, który szturmem pokonuje złych kosmitów i pozbawia władzy panią premier – a to wszystko po filiżaneczce herbatki, w szlafroczku i piżamce. Od razu wiadomo, że to nie dostojny, spokojny i szlachetny Chris, tylko coś zupełnie nowego – wścibski, nieuprzejmy i na dodatek nie rudy typ, który nie daje nikomu drugiej szansy. W dodatku lubi Artura Denta (świetny facet).
Ta, jak myślałem, rocznik 12034
Narodzony z uczucia, formujący się w ogniu walki, ruchliwy jak fretka, zachwycający się byle pierdołą, myślący zbyt szybko, mówiący jeszcze szybciej Doktor wydaje się być całkowitym przeciwieństwem swojego poprzedniego wcielenia. Są to jednak tylko pozory – to, co było piękne i dobre w 9 wcieleniu, pozostaje w kolejnym… tylko dzieje się dwa razy szybciej. 10 się spala, robi wszystko mocniej, głębiej i boleśniej – jeśli cierpi, to tak, że serce krwawi, jeśli się cieszy, to widz ma ochotę podskakiwać na krześle z radości. Jest to zasługa między innymi niezwykle plastycznej twarzy Davida. Trochę mi zajęło czasu przyzwyczajenie się do jego oczu – są trochę psychotyczne, jak u naćpanej sówki. Dopóki nie odkryłam, że to po prostu oczy ciężkiego krótkowidza, wciąż podejrzewałam go o niecne sprawki rodem z Harrego Pottera (część czwarta, jakby ktoś chciał sobie sprawdzić).
Jesteś paskudny, wielki, obślizły.. PIĘKNY!
Sezon drugi zabiera nas na Nową Ziemię z Kocimi Zakonnicami (wielki powrót pani od namaczania!), na niemożliwą planetę, spotkanie z diabłem, Cybermanami, na komnaty madame de Pompadour, pokaże nam magię wyobraźni, a starzy widzowie z radością powitają powrót Sarah Jane Smith, ulubionej towarzyszki Doktora z ubiegłowiecznych odcinków. Po raz pierwszy mamy też możliwość bliższego przyjrzenia się temu, co w Doktorze siedzi.
Doktor boi się kochać, bo, jak sam mówi do Rose – ty spędzisz ze mną całe swoje życie… a ja nie będę mógł spędzić całego mojego życia z tobą. To dlatego kiedyś opuścił Sarah Jane, to dlatego zdarza mu się zapominać, że ludzie po prostu umierają ze starości. Boi się swoich uczuć i boi się być sam. Ucieka przed tym strachem w najdalsze zakątki wszechświata i nie może sobie pozwolić sobie na wiarę, że ktoś będzie przy nim czuwał i zawsze złapie go za rękę. Wie, że jeśli w to uwierzy, zdarzy się coś okropnego.
Frytka. Frytka, frytka frytka… fryyyyyytka. Frytka-frytka. Tak. Frytka.
Sezon jest dość lekki w wymowie, sporo odcinków polega głównie na obserwowaniu, jak ślicznie się rozwija wątek między Rose i Doktorem, widzimy też, jak zmienia się porzucony Mike, jest masa śmiechu i beztroskich przygód – no i bardzo, bardzo dużo biegania (stąd świetne połączenie garnituru i trampek Doktora). Jest to jednak również sezon pożegnań, a niektóre z nich są naprawdę bardzo, bardzo bolesne. Takie do popłakania sobie cichutko.
Czy ktoś powiedział banan? I dlaczego nie mogę zatrzymać konia?
O mocy serialu niech świadczy to, że po regeneracji Chrisa w Davida byłam koszmarnie zła na zamianę, fuczałam na pana fretkę, prychałam… i po paru odcinkach byłam kompletnie zakochana. Nie można nie kochać kogoś, kto oblizuje sprzęty, by dowiedzieć się, czym są, wyjada dżem palcami ze słoików, przynosi banana na przyjęcie, przeprasza, gdy musi kogoś skrzywdzić (lub nie może pomóc… doktorowe I’m sorry. I’m so sorry autentycznie wzrusza), który cytuje Króla lwa, uważa, że książki są najlepszą bronią ludzkości? Po prostu siedzi człowiek i śmieje się do monitora jak głupi.
A to dopiero początek przygody. Uwierzcie mi, jeśli powiem słowami Sarah Jane: niektóre rzeczy są warte złamania serca.
PS. Wybaczcie monotematyczność obrazków, ale ze strony BBC diabelnie trudno jest zdobyć sensowne materiały, a nie wiem, czy można robić własno-komputerowo screeny z posiadanych płyt. Jakby co, to dzielę się z Wami swoją kolekcją tapet komputerowych.
Doctor Who, 2005 (nowa seria, sezon 2)
wyst. David Tennant, Billie Piper, Noel Clarke
muzyka Murray Gold
Banan i so sorry rządzą 🙂 Też zdążyłam się już zakochać, a pamiętasz jak narzekałam na „nowego doktora” 🙂
moja droga, poczekamy z Tobą do połowy trzeciego sezonu, jeszcze nie wiesz, co to znaczy być zakochaną w 10 😛 always bring banana to the party!
Hej no, mogłaś poczekać jeszcze odrobinkę aż skończę sezon 4 i zrobić całościową recenzję z 10 Doktora! ;P
Ale nic, ja się jeszcze upomnę o resztę. 😛
Chcesz mi odmówić przyjemności recenzowania sezon po sezonie? 😀 Oglądaj, oglądaj, żebym nie pękła, jak się spotkamy 😛
Doktor nr 10 naprawdę wymiata, ale to co widzimy w drugim sezonie to dopiero jest rozgrzewką. Dopiero w dalszych sezonach pokazuje na co go stać. I nie zawsze jest to przyjemny widok. 11 Doktor już nie jest tak przebojowy…
i dlatego robię recenzję sezon po sezonie, bo na sam sezon 3, ba na same Human Nature i połączony z nim Family of Blood mogłabym poświęcić ze dwie strony maszynopisu 🙂
W dalszych odcinkach jeden z czarnych charakterów powie mu „Ty nie zabijasz nikogo, ale twoi przyjaciele tak cię cenią, że robią to za ciebie” jest naprawdę trafna. Dodatkowo sam uświadamia sobie, że to prawda.
Doktora zaczęłam właśnie od DT, a to było tak: mąż oglądał serial dla dzieci, a ja zaczęłam krytykować, że 'weź, byś dorósł’, usiadłam i zaczęłam oglądać. W Doktorze zakochałam się absolutnie!
Jaka ja byłam piekielnie zła, że dali jakiegoś neandertalczyka (Smith)! Ale tak przy trzecim odcinku pokochałam nową twarz, nowe pomysły i nowych przyjaciół Doktora numer 11.
A teraz czekam na 4 odcinek 7 serii!