Kim jest BISZ czyli o męskich bohaterach

Słowo to wymyśliłam grubo ponad dekadę temu, bo wyznaję zasadę (jak Szekspir), że jeśli nie ma na coś słowa, to trzeba je sobie stworzyć. O ile jednak Szekspir zajmował się takimi pożytecznymi rzeczami jak morderstwo, błazen czy wszetecznica, to ja zajęłam się fikcyjnymi bohaterami męskimi.

Definicja bisza

Najkrócej rzecz ujmując, bisz to taki bohater, który niekoniecznie nadaje się na męża, ale z łóżka bym go nie wyrzuciła (Aniu, jestem Ci dozgonnie wdzięczna za to podsumowanie!). To postać, która nas intryguje, która jest niczym dobre drapanie po pleckach. Niekoniecznie przystojny, niekoniecznie ubermęski, niekoniecznie przyzwoity czy miły – po prostu taki typ, który budzi „to coś”.

Skąd się to w ogóle wzięło?

W języku japońskim istnieje słowo bishounen, które oznacza młodego, pięknego mężczyznę. Dodajmy, że zniewieściałego, o gładziutkich rysach nieśmiałej panienki. Wiecie – wielkie, wilgotne oczęta, ubiór niekoniecznie wskazujący na przynależność do konkretnej płci, włosy długawe i osobowość mokrej gąbki. Na drugim biegunie są panowie zwani GAR, składający się z mięśni, kanciastości i testosteronu. A co zrobić z tymi pośrodku? Szczególnie, że bishounen zazwyczaj był milusim chłopysiem, a mnie, nastoletniej, podobali się bohaterowie, będący lekko na bakier ze społeczeństwem.

Słowo bisz pojawiło się przypadkiem i teraz trzymajcie się siedzeń, bo będzie bolało: przy bajce Gigi. Większość z Was pewnie kojarzy tę bardzo dziwną animację o kurduplowatym mistrzu sportu, który dostawał supermocy, kiedy widział białe majtki (kwintesencja japońskiego poczucia humoru). I być może paru z Was kojarzy, że były momenty, kiedy Gigi nabierał swoistej aury wspaniałości i romantyzmu, rósł o metr i piękniał. Zamieniał się w klasycznego bishounena.

Po prostu… zbiszał się.

Stąd już prosta droga do bisza i z przyjemnością ją obrałam. Bisz, czyli interesujący mężczyzna, niekoniecznie materiał na męża, ale równocześnie coś więcej niż zwykły ładny kawałek ciała.

Pociąg do fikcyjnych bohaterów?

Kochani, nie udawajmy świętych i strasznie dorosłych – wszyscy wchodzimy PO COŚ w świat wymyślony. Nawet najtwardszy realizm powieściowy nadal jest fikcją, jest opowieścią pisaną z czyjegoś punktu widzenia. My, ludzie, potrzebujemy opowieści w naszym życiu, bo to one tworzą w nas emocje. Fakt, kochanie z wzajemnością realnego człowieka to uczucie, którego z niczym nie można porównać, ale wcale nie oznacza to, że nie mamy prawa zachwycać się kimś innym. Nawet pożądanie „cudzego” nie jest niczym złym, o ile nie idzie za tym traktowanie kogoś przedmiotowo, nie prowokuje nas do zazdrości, nie sprawia, że zamiast pracować nad związkiem uciekamy w fikcję, gdzie mężczyźni zawsze są idealni.

Heatcliff  (Myhrra Sylvenia)

Poza tym możemy postacie zwyczajnie lubić. Z filmowymi biszami sprawa jest skomplikowana, bo bardzo trudno jest ocenić, czy podoba nam się bohater czy aktor, ale z książkowymi… Tu zawsze mamy tę sprowadzającą na ziemię kartkę papieru czy ekran czytnika. Co nie zmienia faktu, że jednym z najprzyjemniejszych uczuć jest spotkanie na kartach powieści interesujących osób, z którymi chciało by się przebywać. To, że niektóre postacie męskie naciskają na odpowiednie guziczki naszej duszy to zupełnie inna sprawa.

Bisze książkowe

Pierwszym biszem, w jakim się zakochałam, to Jonatan z Braci Lwie Serce Astrid Lindgren. To był ten pierwszy moment, kiedy serduszko drgnęło mi w nieprzewidziany sposób. Marzyłam o tym, by wspólnie z nim przeżywać przygody i też się tak pięknie dla niego poświęcać. Ba, stanęłabym między nim a Katlą, bez wahania! Ale książka się skończyła, potem skończyła się jeszcze raz i jeszcze raz… a trzeba było oddać do biblioteki.

Nie ukrywam – byłam mocno wycofanym dzieckiem bez przyjaciół, ale nigdy nie poczułam się przyjaciółką dzieci z Bullerbyn, nie chciałam za żadne skarby mieszkać na Jeżycach z Borejkami. Chciałam przeżywać przygody z Nilsem Holgersonem na plecach dzikiej gęsi, chciałam pomóc Atreju w poszukiwaniu chłopca, który nada imię Dziecięcej Cesarzowej. Może po prostu chciałam przeżywać przygody jak oni, a dawno, dawno temu dziewczynki nie miały ku temu okazji? (o dziewczęcych bohaterkach z dzieciństwa napiszę innym razem)

Bisze dla dorosłych

Moich większych lub mniejszych miłostek po drodze było wiele, ale dopiero kiedy dorosłam, nauczyłam się nie tylko wstydliwie się przyznawać, że czasem „coś mnie rusza”, ale również do całkowitej fascynacji bohaterami książkowymi. Przecież taki pan Darcy czy Rochester zostali napisani tylko z jednego powodu – mieli się podobać czytelniczkom. Dostarczać tego, czego brakowało im w życiu – bezpiecznej fascynacji.

Bisze z Dworów (i panny, ale kto by się tam pannami przejmował) autorstwa Charlie Bowater

Dopóki sobie zdajemy sprawę, że fikcja to nie życie, mamy pełne prawo podkochiwać się w zimnych draniach, niegrzecznych piratach, socjopatycznych detektywach, a nawet błyszczących wampirach czy smętnych wilkołakach. Przez te parę stron mamy ich tylko dla siebie, dla naszych emocji, które przez oczy wpadają w mózg i tarmoszą neurony, że na zmianę robi nam się zimno i gorąco.

Pamiętajcie – bisz to facet, który nagle uświadamia nam, że mamy podbrzusze, które robi się niebezpiecznie gorące. Niekoniecznie w sytuacji seksualnej – to może być linia dialogowa, sytuacja, cecha wyglądu, uchylenie rąbka tajemnicy… Bisz jest jak pierwszy gryz zasłużonego ciastka po ciężkim dniu.

Napisz sobie bisza

Bardzo przyjemny czas nastał – kobiety wreszcie nie krygują się, że smutny trójkąt to szczyt marzeń każdej nastolatki ( z czego i tak wiadomo, z którym panna skończy). To już nie wstyd powiedzieć, że w żadnej książce nie było takiego faceta, jakiego chciałam, więc go sobie napisałam. Powstają książki typu reverse harem czyli jedna panna i stado biszów, którzy w mniejszym lub większym stopniu uważają, że jest ona wyjątkowa – jako przyjaciółka, jako ukochana, jako współwojowniczka.

To jest Ged, autorstwa  Rowein

Ostatnio rozkochałam się w serii Dwory Sarah J. Maas. Tam bisz bisza pogania, wszyscy napisani z intencją, że mają się podobać, przystojni, z problemami, zaradni ale otwarci na propozycje, służący pomocą ale nie narzucający rozwiązań… Z tej okazji mąż mój, zaciekawiony tymi wszystkimi piskami, jakie z siebie wydawałam, udzielił mi cennej lekcji: nigdy się nie wstydź, że czytasz coś, co sprawia ci przyjemność. I gdyby więcej mężczyzn czytało książki służące kobietom jako rozrywka, to świat byłby lepszym miejscem. A nie stanie się to nigdy, jeśli same się tłumaczymy i usprawiedliwiamy słowami „a wiesz, to taka wstydliwa przyjemność, taki żarcik, takie tanie romansidełko”.

Kochani – każda historia miłosna jest, w gruncie rzeczy, tania. A spotkanie takiego Rhysanda czy Azriela (Dwory), podróż z Gedem (Ziemiomorze), wzruszenia z Błaznem (Skrytobójca), walka u boku Robina z Sherwood czy rozpaczliwe wzdychanie do Heatcliffa (Wichrowe wzgórza)… nie zamieniłabym tego na nic innego.

Biszujcie więc na zdrowie!

Szyszka

Wpis niniejszy to cegiełka do comiesięcznego cyklu ŚBKowego. W tym miesiącu: Mężczyzna idealny.

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

13
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
ChomikSzyszkaChomikB. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
B.
Gość
B.

A co powiesz na pana Darcego który jest mistrzem zabijania zombie 😉 ostatnio coś takiego znalazłam w telewizji, kicz na masa, ale chyba tak miało też być, z takim był zamysłem film zrobiony przez Lionsgate więc nie byle co jeśli chodzi o wykonanie. No cóż a sam pan Darcy jest jeszcze bardziej mroczny i tajemniczy niż normalnie 😉 A Elizabeth, no cóż szykowanie się na bal nabiera nowego znaczenia, a ciotka Darcego …eeeh co za kobieta 😉

Chomik
Gość
Chomik

Och,jaki słodki tekst! Zgadzam się!
Ja po pracy czytam erotyczne fanfiki,no i co mi kto zrobi?