Kobieta w oknie – A. J. Finn

Jestem czytelnikiem okropnym, bo zgaduję, kto jest mordercą. Jeśli tego nie zrobię to albo autor był kretynem i sam namieszał, albo sposób prowadzenia sprawy był tak intrygujący, że nie chciało mi się zastanawiać, kto zabił. A jak jest z książką Kobieta w oknie?

Dobry kryminał

Uwierzcie mi – to nie mój wybitny geniusz, a to, że ja naprawdę dużo, dużo, DUŻO czytam i oglądam kryminałów. Do tego stopnia, że kiedy pojawia się trup, w mojej głowie rozwija się drzewko decyzyjne, które stopniowo się zamienia w ścieżkę, w miarę przybywania kolejnych elementów układanki. To przekleństwo i błogosławieństwo zarazem: nie lubię tracić czasu na nudne książki, a przewidzenie zakończenia zdecydowanie ułatwia decyzję, czy przestać czytać. Z drugiej strony często się rozczarowuję, że „łe, to już?”.

Kiedy wpadam na to kto zabił, mam do wyboru – sprawdzić czy mam rację i odłożyć książkę albo dać szansę bohaterowi, żeby sam doszedł do rozwiązania. Wszystko zależy od tego, jak ciekawie autor pisze. W przypadku pana Finna na wszelkie rozwiązania wpadłam w okolicy 170 strony… i czytałam dalej.

Widzicie, to nie jest tak, że Kobieta w oknie to źle napisana  książka – jest dokładnie wręcz przeciwnie. Autor napisał to tak dobrze, że gdyby nie specyficzny zbieg okoliczności (czytaj: mój zawód wyuczony plus te drzewko decyzyjne, znajomość opisywanych w książce filmów), to mało kto by wpadł na rozwiązanie zagadki. Tropy rozmieszczone są subtelnie, bardzo sensownie, konsekwentnie. I zamiast się zmartwić, że już wiem o co chodzi, wpadłam w zachwyt.

Kobieta w oknie

Anna Fox cierpi na agorafobię i podgląda sąsiadów, żyje ich życiem. Tu wielkie ukłony dla Autora, bo stworzył tę postać fenomenalnie, prawidłowo psychologicznie. Tak dobrze, że otworzyło mi się w głowie te nieszczęsne DSM-IV w głowie (choć osobiście wolę ICD-10, a DSM już od paru lat ma 5 część, ale wybaczam, proszę nie słuchać starej psycholog).

O czym to ja pisałam? A, o tym, że postać świetna. W dodatku sama jest psychologiem, a ci są najgorsi do psychoterapii, więc nic dziwnego, że Anna nie tylko bierze leki jak jej się podoba, to jeszcze pochłania olbrzymie ilości alkoholu, po czym zręcznie okłamuje terapeutę.

Anna uwielbia stare filmy, które oglądała kiedyś z mężem – głównie czarno białe, z suspensem, Hitchcock i te sprawy. Czytelnik obeznany w temacie po prostu czuje, że musi nastąpić nieubłagane – Anna zobaczy przez okno morderstwo, a oś fabuły będzie toczyć się wokół tego, czy faktycznie coś widziała, czy są to urojenia chorej, pijanej, zaćpanej kobiety.

Szaleństwo pani Ani

W momencie pierwszej konfrontacji z władzami wreszcie wyrosło mi drzewko w głowie i wybrałam najsensowniejszą z gałęzi. Nie zrobiłam tego jednak z nudów – po prostu Autor tak mnie nakręcił, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pomóc Annie. Tak bardzo chciałam się dowiedzieć, co się stało, dotrzeć do kulminacyjnego punktu powieści ramię w ramię z bohaterką.

A. J. ma niesamowity talent narracyjny. Tworzy dialogi jakby siedzieli koło niego żywi ludzie, a on po prostu spisywał ich rozmowy. Świetnie oddaje stany psychiczne bohaterki i, jak już wspomniałam, umiejętnie podrzuca tropy tu i ówdzie.

I jak zawsze zapraszamy z Mirandą na naszego instagrama: @bookinspiredstuff (to Szyszka) i @kawa.z.cynamonem (to Miranda)

Dlatego w momencie, kiedy wiedziałam już KTO, kiedy wiedziałam już CO, do nadal byłam niesamowicie zainteresowana tym, JAK i DLACZEGO. To jest wielka sztuka! A samo rozwiązanie, choć żywcem wyjęte ze starych filmów (co mi absolutnie nie przeszkadza, a wręcz dodaje przyjemnego posmaku lekturze) – nadal zawierało elementy zaskoczenia.

Widzicie, ja lubię inteligentne postacie. Nie cwane czy sprytne, ale inteligentne. A Anna naprawdę taka jest – i tak cudownie jej umysł zwalnia, kiedy za dużo wypije czy połknie tabletki.

Czy ja już wspominałam, że Autor ma u mnie order z mydła za wspaniałe opisy psychologiczne? Tak? To jeszcze raz powtarzam: wszystkie zaburzenia są pierwsza klasa.

Ze zbrodnią mu do twarzy

Przyznam, że podczas lektury miałam nieuchronne skojarzenia z Gone Girl czy Kobietą z pociągu, ale przy Kobiecie z okna bawiłam się nieporównywalnie lepiej. Między innymi dlatego, że rozwiązanie zagadki nie tkwiło w zaburzeniach bohaterki, a wręcz pozwoliło jej z zaburzeniami się uporać, zmusiło ją do sięgnięcia do tego najgłębszego pokładu siły i wiary w siebie.

Z olbrzymią przyjemnością towarzyszyłam jej w rozterkach, współczułam całym sercem… i wcale, wcale mi nie przeszkadzało, że wszystko wiem. To jak z oglądaniem starych filmów – można przewidzieć rozwiązanie, ale ta gra aktorska, ten klimat, ten suspens! No i milion i więcej plusów za Niagarę z Marylin Monroe. I uprzejmie proszę, żeby w następnej książce pojawił się film Proszę nie pukać! Ten to dopiero jest niesamowity…

Szyszka

A. J. Finn, Kobieta w oknie
wyd. W.A.B.

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

12
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
SzyszkaAgnesAnetaAniaJardian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Chomik
Gość
Chomik

O książce nie słyszałam, ale recenzja fajna! Z kryminałów to ja czytałam Mroza i nie polecam.

Jardian
Gość

Recenzja idealna. Te DSM i i ICD są mi bliskie, sam przechodziłem terapię psycho dynamiczną w latach 2011-2012 była to tak zwana psychoanaliza bez kozetki. Bardzo głębokie doświadczenie, które pozwoliło wyjść z depresji. Bedę tutaj częstym gościem, pozdrawiam wieczornie !

Ania
Gość

Zachęciłaś mnie bardzo. Zwłaszcza tym, że przy lekturze masz ochotę się pociąć. To mnie przekonuje, zakrawa na Nesbø :). A swoją drogą, czy jakiegoś mordercy nie odkryłaś do samego końca książki?

Aneta
Gość

A mnie się z tym tytułem kojarzy bardzo ciekawy, starszy już film Kobieta w oknie. Myślałam, że to może książka, na podstawie,której nakręcono ten film. Ale fabuła kompletnie inna. 🙂

Agnes
Gość

Właśnie to sobie wzięłam z biblioteki, w dodatku w audio (bo lubię), po czym natknęłam się na twoją recenzję. Super.
Co prawda Magda mi mówiła, że jak znam „Dziewczynę z pociągu”, to może mi się mniej podobać (bo jakoś one podobne), ale zaryzykuję.