Monument 14 – Emmy Laybourne

Emmy Laybourne - Monument 14

Przeczytałam książkę. Co tam książkę – trzy książki! Jak na moje ostatnie osiągnięcia literackie, które były bliskie poziomu podłogi, to naprawdę wyczyn… A poważnie to skończyłam z wakacjami od książek, wracam do starych znajomych. I na pierwszy ogień pójdzie młodzieżówka, która ma do zaoferowania więcej, niż można by sądzić.

Szyszka podpatrywała z ciekawskim niedowierzaniem, jak to pochłaniam jeden tom dziennie (pracując od 8 do 16). Fakt, czytam stosunkowo szybko, ale aż tak? To by wymagało przecież porządnego wkręcenia się w lekturę! Postanowiłam więc stworzyć recenzję w postaci wywiadu, odpowiadając na pytania zdziwionej Szyszki. Zapewne u was pojawiłyby się podobne, więc tym bardziej zapraszam.

Szyszka: No dobra, widzę, że Ci się podoba. Co to w ogóle jest?

Miranda: W skrócie: jest to historia grupy dzieciaków, które zostają wrzucone w środek katastrofy naturalno-chemicznej. Nie uciekaj jeszcze! Poczekaj! Bo widzisz, wśród tej czternastki, która stanowi bazę całej opowieści, są zarówno kilkuletnie maluchy, jak i nastolatki. I oni wszyscy zostają zamknięci w supermarkecie…

Serio? W supermarkecie? A dorośli gdzie?

Dorośli zostali w domach, albo są w drodze do pracy, natomiast nasze dzieciaki jechały autobusem do szkoły. Ale napotkały poważne problemy i jedynym sensownym schronieniem był właśnie ów supermarket. I teraz mają taką przymusową, ulepszoną wersję zabawy w „podłoga jest lawą” z tą różnicą, że tutaj wszystko, co znajduje się po drugiej stronie ścian budynku może próbować cię zabić. Naprawdę. Mamy więc ograniczoną przestrzeń (i wspomnienie marzenia z dzieciństwa o tym, żeby nas ktoś zamknął na noc w supermarkecie) oraz grupę bohaterów…

Właśnie, co z tymi bohaterami? Używają mózgu?

Tutaj Cię zaskoczę – owszem! Dość szybko orientują się, że bez tego po prostu zginą marnie. Pewnie, że młodsze dzieciaki wciąż są po prostu dzieciakami, ale już starsi stanowią ciekawszą gromadkę. Wiadomo też, że w sytuacji takie przymusowego zamknięcia powstaną przeróżne, niekoniecznie pozytywne napięcia między nimi…

Czyli zapowiada się wątek romantyczny? Ale wiesz, taki, od którego mi oczy nie wypłyną.

Cóż… To są licealiści, więc jasne, że będzie się trochę działo. O dziwo, zaczęło mi to poważnie przeszkadzać dopiero w trzeciej części. Tam naprawdę miałam ochotę mocno potrząsnąć wszystkimi osobami w to zamieszanymi… Ale gdyby się im przyjrzeć na spokojnie to widać, że zachowują się zgodnie ze swoim charakterem, co dla mnie liczy się na plus. Poza tym im dalej w las, znaczy w trzecią część, tym więcej się dzieje i jakoś ten wątek gubi się wśród innych, ciekawszych.

Jest magia? Zombie, wilkołaki czy inne cuda?

Magii niet, jest tylko nauka, która (dosłownie) wybuchła ludziom w twarz. Mamy też przyszłość, ale na tyle niedaleką, że ogarnięcie jej nie sprawia żadnych problemów. Ot, mają tam trochę lepsze telefony, to właściwie wszystko. Tak więc jedyne potwory, jakie tam spotkasz, to ludzie.

Hm, a co mi się może najbardziej spodobać?

Obstawiałabym tutaj kilka rzeczy, ale przede wszystkim nastrój. Przez cały pierwszy tom i większość drugiego czułam ciągły niepokój. Nie potrafię określić, w jaki sposób Autorka to osiągnęła, może to zasługa tego prostego języka, jakim była opowiadana historia? Może fakt, że narracja była pierwszoosobowa? Może… Tak czy inaczej, kiedy pojawiło się pierwsze poważne zagrożenie, autentycznie się obawiałam. To nie był strach rodem z horroru, że nagle coś mi zza winkla wyskoczy, ale ten gorszy: wiedziałam doskonale, co może się za chwilę stać i jakie to przyniesie konsekwencje. I tego się bałam.

Też się bałam, kiedy znikałaś na całe godziny i mówiłaś, że książki czytasz. Czyli mówisz, że warto? No dobra, przeczytam…

Czyli… misja zakończona sukcesem? Mam nadzieję, że nie tylko w przypadku Szyszki 😉 Na zachętę zostawię wam jeszcze bardzo sympatyczny cytat z pierwszego tomu Monumentu 14:

Mama kupowała książki maniakalnie, jakby się bała, że przestaną je drukować. Ulubionych tytułów miała po kilka egzemplarzy. Miała chyba z osiem wydań „Własnego pokoju” (jak dla mnie trochę niezrozumiałego) i pięć „Autostopem przez Galaktykę” (świetna książka)”. [Monument 14. Odcięci od świata, str. 95]

Emmy Laybourne Monument 14, Dom Wydawniczy Rebis 2014
Tom 1. Odcięci od świata
Tom 2. Niebo w ogniu
Tom 3. Wściekły wiatr

PS. Nie pogardziłabym też ekranizacją Monumentu 14… Pamiętacie, co się działo w tych filmowych supermarketach? 😉

supermarket_mgla
supermarket_sprzedawcy
ZOMBIELAND

6 Replies to “Monument 14 – Emmy Laybourne”

  1. Ha! Przeczytałam pierwszą i drugą część przed Tobą! Ale byłam taka dobra, taaaaka doooobra, że nic nie powiedziałam :P. Dziękuj mi teraz, bo nie zostałaś zalana spojlerami!
    (Za to teraz możesz złośliwie spojlerować mi część trzecią, której jeszcze nie czytałam… =_=’)

    1. Taaaak i teraz powinnam sobie zapalić fajeczkę i opowiedzieć Ci wszyściutko z trzeciej części… Problem w tym, że Tobie by to nie przeszkadzało 😛

  2. Coś jak „GONE: Zniknęli” Michalea Granta 🙂

    1. Hmm, czyli że mogę się owym „Gone” zainteresować bliżej? Bo słyszałam to i owo o tej serii, ale jakoś tak bez przekonania.

  3. Mam Ci opowiedzieć o „Gone”..? 3:) Mam wszystkie części. 3:)

    1. Aaa ić Ty, zua Foko 😛

Dodaj komentarz