Niby filmowo, a muzycznie

Specem od muzyki na naszym blogu jest Miranda, ale postaram się dzielnie ją zastąpić. Tak więc dzień dobry, nazywam się Szyszka i jestem uposledzona muzycznie, więc się wymądrzać nie będę i poodkurzam stare dobre hity muzyczne, które według AFI (AmericanFilm Institute) zasługują na największe uznanie. Poza tym – odrobinka historii nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Podobno.

Według AFI piosenką filmową, która miała największy wpływ na życie społeczne, kulturalne i generalnie rządzi i wymiata jest… „Over the Rainbow” w wykonaniu Judy Garland. Pełna tęsknoty za lepszym światem, gdzie spełniają się marzenia. Nieoficjalny „hymn” społeczności homoseksualnej aż iskrzy się kolorami i różową szczęśliwością…

Numerem drugim jest „As Time Goes By”, wykonana przez Sama-pianistę w filmie „Casablanca”. Tak, ten Sam od „zagraj to jeszcze raz”, które rozpaczliwie wypowiada Ingrid Bergman (no, może niedokładnie tak powiedziała, ale wiecie, o co chodzi). Piosenka jest równocześnie główną linią melodyjną filmowego tła i doskonale spełnia role wyciskacza łez. Poza tym to „Casablanca”, więc właściwie nie potrzeba nic więcej mówić.

Na kolejnym miejscu znajduje się mój absolutny faworyt, „Singing in the Rain”, która potrafi rozjaśnić najbardziej ponury dzień. Jeśli istnieje ktoś, kto nie widział jeszcze filmu, to uroczyście go wyganiam z tego bloga do oglądania. Wybaczę „Casablancę”, ale jak można nie uradować serca taką piosenką? Gene Kelly naprawdę wygląda, jakby się świetnie bawił:

Dodam jeszcze, że na liście 100 najlepszych filmowych piosenek znajdują się jeszcze inne pozytywne dźwięki z „Deszczowej piosenki”, jak choćby „Make ’em Laugh” czy „Good Morning„, niezawodnie poprawiające humor.

Numer czwarty to specjalnie napisana dla Audrey Hepburn. Aktorka, która przeszła w dzieciństwie ciężkie zapalenie płuc miała przez resztę życia problemy ze śpiewaniem, szczególnie wysokich partii. W efekcie otrzymaliśmy spokojną, lekko „przerywaną” piosenkę, która zdaje się wypływać wprost z serca zamyślonej Holly ze „Śniadania u Tiffany’ego”. Zjawiskowa Audrey ze swymi sarnimi oczami śpiewająca o podróży na koniec tęczy? Mówimy zdecydowanie TAK!

http://www.youtube.com/watch?v=BOByH_iOn88

Numer piąty to „White Christmas”, ale nie bójcie się, to nie jest ta strasząca z głośników w supermarketach od października „kolenda” Georga Michaela (jego hit to „LAST Christmas”). Wykonana przez Binga Crosbiego jego hipnotyzującym głosem. Wykorzystana w filmie „Świąteczna gospoda” („Holiday Inn”) z początku przeszła niezauważenie, przyćmiona głównym motywem z filmu, piosenką „Be Careful, It’s my Heart”, jednak jej kariera szybko nabrała tempa i stała się – uwaga – najlepiej sprzedającym się singlem wszech czasów, z niepobitym dotąd rekordem ponad 50 milionów sprzedanych egzemplarzy. Czy faktycznie piosenka o białych świętach jest tak chwytająca za serce?

Widzieliście film „Absolwent”? Ja jakoś nie miałam okazji, ale chodzi za mną od dłuższego czasu (trzeba nadgonić klasykę, a co!). W filmie pojawia się pierwsza, niedojrzała wersja hitu Simona & Garfunkela, a tytułowa pani Robinson uwodzi młodego Dustina Hoffmana z jej frywolnymi tonami w tle. Piosenki z tamtego okresu (1960-70) mają w sobie to magiczne „coś”, nieprawdaż?

http://www.youtube.com/watch?v=m_jmDscGi7E

Kolejny tytuł słyszał chyba każdy człowiek na świecie, który ma choćby minimalny dostęp do świata bajek Disneya. Niezapomniana piosenka z filmu „Pinokio”, która stała się motywem przewodnim zapowiadającym praktycznie każdy film, jaki wyprodukowało studio ojca Myszki Miki. Co tu dużo mówić:

http://www.youtube.com/watch?v=c6RoRRdyTxw&feature=related

Numer ósmy to magiczna pieśń wyczarowana specyficznym wokalem Barbry Streisand na potrzeby filmu „Tacy byliśmy”. Już samo słuchanie jej wpędza w dziwny nastrój nostalgii… Dla równowagi zacytuję jeden z opisów filmu, znaleziony w internecie: ” Katie jest głęboko zaangażowana politycznie. Hubbell jest raczej apolityczny, ale za to bardzo przystojny”.

No, to porcji dołującej, pora na coś energetycznego: „Stain’ Alive” (Ah, ha, ha, ha, stayin’ alive!) w wykonaniu Bee Gees. „Gorączka sobotniej nocy” potrafi rozgrzać człowieka… Ale czy tylko mnie się wydaje „na słuch”, że piosenkę śpiewają grube Murzynki w satynowych wdziankach?

http://www.youtube.com/watch?v=A3b9gOtQoq4

O, piosenka dziewiąta jest super, pamiętam ją z przedszkola! Nawet, jeśli nie widzieliście filmu „Dźwięki muzyki”, to z pewnością zanucicie ze mną. Tutaj podam Wam moją ulubioną wersję, z belgijskim flashmobem:

Numer dziesięć? Kurcze, nie znałam tego, jak żyję. Film nawet mi się obija o oczy i uszy, ale piosenka? „Narodziny gwiazdy” i absolutnie powalająca Judy Garland, to się nazywa talent… szkoda, że aktorka nigdy nie odnalazła swojej krainy po tamtej stronie tęczy – może dlatego tak przekonująco śpiewa o mężczyźnie, który odszedł? Kolejny tytuł do nadrobienia, a tymczasem „The Man That Got Away”:

Tyle, jeśli chodzi o pierwszą dziesiątkę. Tutaj możecie sobie zobaczyć pełną listę. Co my tam jeszcze mamy? No tak, piękną Ritę Moreno z „West Side Story” czyli chyba pierwszy przykład pojedynku muzyczno-tanecznego w historii. Ech, jak ja się kochałam w Bernardzie (George Chakiris)… właśnie ta piosenka sprawiła, że skradł mi moje trzynastoletnie serce:

Nie można też zapominać o pięknookiej Lizie Minelli z maską uśmiechu śpiewającej, że życie jest kabaretem…

Przyznaję, lista jest prawdziwą kopalnią dobrej muzyki. Oczywiście, znajduje się na niej nieśmiertelne „MyHeart Will Go On” Celinki D. oraz „I will Always Love You”  Whitney Houston, są melodie całkiem nowe, jak i pachnące myszką. A ja na zakończenie poczęstuję Was polską wersją absolutnego hitu mojej młodości.

Swego czasu nie potrafiłam uwierzyć, że za Pumbę mówi Emilian Kamiński (też się w nim za smarkacza kochałam, po „Szaleństwach panny Ewy”). No, ale Hakuna matata, kochani!

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Niby filmowo, a muzycznie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Ijon Tichy
Gość

Pytanie na jakiej zasadzie wybierali i ukłądali piosenki? Najbardziej wpływowe na historię? Bo chyba nie najlepiej pamiętane.
Nie wspomnialaś o nr 62. „Beauty and the Beast”?

Aneta
Gość

A co z Summer Nights 🙂 posłucham w wolnej chwili całego zestawienia 😀

squirk
Gość

„Absolwent” obowiązkowy, toż to klasyka, koniecznie obejrzyj. 🙂

wpDiscuz