To / It – Stephen Kings

Za oknem szaleje burza, która w ciężkich bólach rodziła się przez całą wczorajszą noc i dopiero teraz postanowiła wytoczyć swe cielsko nad Opole. Nie ma więc lepszej oprawy dla recenzji mojej ulubionej książki Kinga. Zapraszam do Derry, gdzie zło czai się w kanałach i ściekach… ale przede wszystkim w ludzkiej duszy.

Spotkałam się z wieloma recenzjami tej powieści – kobyły, a spora część wieszała na niej psy: że nudna, że długa, że gubi to, co ważne w przynudnawych opisach. Faktem jest, że miłośnik prawdziwych, krwistych horrorów, zombie i nawiedzonych macek będzie zawiedziony. Mało jest krwawych „momentów”, za to dużo wszystkiego naokoło. Jeśli chodzi o mnie – to właśnie za to „naokoło” kocham „To”. Za formę, za treść, za ponadczasowość. I przede wszystkim za absolutnie cudowną pochwałę dziecięcej fantazji.

Głównym zarzutem wobec powieści jest jej stereotypowość. Ruda dziewczyna, okularnik-żartowniś, słabowity cherlak, jąkała, grubas, Murzyn, Żyd… przez moment mamy wrażenie, że przed oczami skaczą nam bohaterowie jakiegoś komediowego serialu dla dzieciaków. Fabuła też jest prosta jak drut: dzisiejsi dorośli muszą wrócić do krainy dzieciństwa, by raz na zawsze pokonać zło, które często przybierało postać starszych chłopaków z sąsiedztwa. Wielu zarzuca książce słaby finał, chore udziwnienia, które mogą razić… a ja potakuję i czytam dalej.

Rewelacyjnym zabiegiem stylistycznym powieści jest wzajemne przeplatanie się przeszłości i teraźniejszości. Dorośli, którzy „wyrwali się” z rodzinnego, zapyziałego miasteczka otrzymują telefon z domu. Im dalej w treść tym coraz bardziej przekonujemy się, że ich ucieczka tak naprawdę nic nie dała, bo ich dorosłe życie powiela stare schematy, od których tak bardzo chcieli się oderwać. Derry tkwi w ich duszy jak chory, ropiejący cierń, zatruwając sny i skazując na niepowodzenie. Telefon od przyjaciela sprawia, że ochronna kurtyna niepamięci powoli się podnosi. Zaskakujące jest to, że przeraża bardziej niż jakiekolwiek konsekwencje dorosłego życia.

Niechciane dzieci odkrywające siłę przyjaźni. Budujące razem tamę i chatkę pod ziemią. Czytające książki i po prostu włóczące się po okolicznych chaszczach. Świat, który zmienia strumyki w rwące rzeki pełne piranii, miasto, które urzeczywistnia i wypacza dziecięce marzenia. Oto w kanałach ma swoje leże pradawne To, które spija strach dzieci, taki czysty i silny. Jako dzieci wierzymy w wilkołaki i potwory spod łóżka, ba, my WIEMY, że one są prawdziwe. To przybiera postać klauna (co jest przerażające samo w sobie), ale może być też wielkim, śmierdzącym ptakiem, gigantycznym okiem czy pająkiem. I za każdym razem jest wystarczająco prawdziwe.

King, moim skromnym zdaniem, jest mistrzem w opisywaniu strasznej prozaiki życia. Paradoksalnie mniej się człowiek boi, kiedy czyta o paskudnych zębach odgryzających ramię, niż kiedy zagłębia się w opowieści z życia codziennego. Autor wie, że to nie samo zło jest straszne, ale ten moment, kiedy czai się ono w pobliżu. Straszy codziennością, która jest okropniejsza od najgorszych koszmarów – dlatego, że jest prawdziwa. Maltretowana dziewczynka. Zapomniany przez rodziców chłopiec. Każdy z nas zna jakiegoś grubasa czy moja książkowego. Ciamajdę. Kozła ofiarnego. King pokazuje ich świat, ich stronę lustra i z zachwytem stwierdza: patrzcie, jak niesamowicie silne są dzieci. Tylko one potrafią się świetnie bawić na gruzach rzeczywistości. Jak zwykle postaci są realistyczne i świetnie nakreślone, aż chce się wyjść na dwór i pobiegać z nimi ulicami miasta.

Byłam dziwnym dzieckiem (tak, dużo czytałam i biegałam wolniej, niż inni), książkę przeczytałam w wieku 16, może 17 lat. Poryczałam się przy scenie, gdzie dzieciaki trzymają się za ręce i przysięgają wrócić, żeby dokończyć dzieło. Z szokiem przeczytałam scenę erotyczną między Beverly i kolegami (jej znaczenie zrozumiałam dopiero dużo, dużo później i do dziś jestem pełna podziwu dla pisarza, który odważył się coś takiego napisać). Utożsamiałam się z dzieciakami „na bakier” i gorzko żałowałam, że nie mam takich przyjaciół. King sprawił, że czułam się mieszkanką koszmarnego, ale jakże prawdziwego miasteczka.

Kto wie… może jednak miałam. Może któregoś dnia zadzwoni do mnie ktoś, kogo już nie pamiętam i rzuci do słuchawki: zaczęło się. Musimy wrócić.

Wtedy znowu uwierzę w Indian na starych działkach i dżunglę amazońską wokół spalonej świniarni. Zające będą szpiegami smoków dymiących zza hałdy, a tory będą prowadzić w post apokaliptyczne miasta.

PS. Tak, jestem świadoma istnienia filmu na podstawie książki. I choć uważam, że jest całkiem dobrą ekranizacją (i ma przeuroczego świętej pamięci Jonatana Brandisa, w którym się kochałam na zabój swego czasu),  to książka moim zdaniem jest dużo, dużo bogatsza. I nią się głównie zachwycam.

Stephen King, To
wyd. Albatros 2009 (lub Zysk i Sk-a 1997)

4 Replies to “To / It – Stephen Kings”

  1. nie czytałam jeszcze, ale marzy mi się bardzo mocno lektura tej książki 🙂 Film zaczęłam oglądać, ale przerwałam, bo zdecydowałam, że muszę zacząć od lektury książki.

  2. (Jak widać, nadrabiam zaległości czytelniczo-blogowe po braku dostępu do netu. A właściwie: już nadrobiłam. Więc pisz dalej, Szyszko, bo już nie ma co czytać. ;P)

    Bardzo, bardzo lubię Kinga. I masz rację: jest mistrzem opisywania zwykłego, do bólu prawdziwego życia, ludzkich charakterów. Poza tym, jest autorem, który umie mnie przerazić, dogłębnie, na całe lata, wgryza się w pamięć. Może King nie pisze standardowych horrorów. Ale pisze takie horrory, które naprawdę przerażają. I to jest COŚ.

  3. Och tak, ,,It” jest niesamowitą książką 🙂

  4. Kinga nie da się prosto i jednoznacznie ekranizować, bo on wnika w psychikę człowieka, a tego nie można pokazać komuś, kto siedzi przed ekranem czy w kinie.

    Ale lubię Kinga to czasami on za bardzo miesza, przynudza. Ale jak ktoś to wytrzyma, to koniec jest takim obijaniem naszej twarzy cegłówką – przepraszam, że porównania, ale jakoś tak mi się pomyślało 😉

Dodaj komentarz