Fight Club / Podziemny krąg (książka i film)

Masz na imię Jack, spędzasz życie pracując w biurze, dni tygodnia odróżniając dzięki kolorowi krawata szefa w danym dniu. Wolny czas spędzasz na przeglądaniu katalogu IKEA, za punkt honoru mając posiadanie wszystkich elementów danej kolekcji. Dzień po dniu tracisz swoją osobowość, stając się idealnym, biernym produktem korporacyjnego społeczeństwa. Obojętność zaczyna cię niszczyć, przestajesz sypiać, zaczynasz marzyć o tym, żeby coś się zmieniło, żeby pojawiło się jakieś wyzwanie, nawet, jeśli oznaczać to będzie kłopoty. A kłopoty nazywają się Tyler Durden i z bezczelnym uśmiechem ładują ci pięść prosto w twarz.

Tyler pojawia się znikąd i porywa bohatera swoją osobowością , jest nieustraszony, żyje na przekór regułom, gardzi kulturą pieniądza i fałszywym ładem rodzinnym z filmów familijnych. Zakłóca porządek wykręcając świńskie numery w restauracji czy kinie. Tyler mówi: tu, w tym miejscu uderz mnie najmocniej, jak potrafisz… po czym stwarza Kluby Walki dla wszystkich tych mężczyzn, którzy czują, że przeszli mentalną kastrację, zatracili swój instynkt łowców i zwycięzców w imię ciepłej posadki, spokoju w domu i kolejnego kompletu mebli IKEA. „Fight Club” to opowieść o odzyskiwaniu godności, o tkwiącej w każdym człowieku agresji, która nie ma się gdzie wyładować. To historia o tym, że organizm, który pogrąża się w stagnacji, ginie. Ludzie są przytłoczeni przedmiotami, sztucznymi regułami, ograniczeniami i zatracili w ogóle pojęcie, czego naprawdę chcą.

„Fight Club” oddaje głos wszystkim ludziom, którzy na co dzień muszą okazywać innym szacunek i służalczość tylko dlatego, że ci mają pieniądze. Film koncentruje się bardziej na stosunku Jack – Tyler, książka cały czas „siedzi” w głowie narratora, dając niesamowity efekt zapętlenia się bohatera w świecie bzdurnych, sztucznych reguł. Mogę tu szczerze powiedzieć, że jak rzadko oba warianty bardzo mi się podobały – David Fincher rewelacyjnie przeniósł na ekran dziwną atmosferę „oderwania” bohatera od rzeczywistości, a aktorskie trio Pitt-Norton-Bohnam Carter zapewnia rozrywkę najwyższej klasy. Z kolei książka zachwyca prostymi zdaniami, bez upiększeń, ma swoisty, niepokojący rytm narracji, a praktyczne pominięcie dialogów sprawia, że nie potrafimy odróżnić co bohater robi naprawdę, a co mu się wydaje, że robi… Bo oczywiście w tej historii jest mały haczyk, który stanowi wentyl bezpieczeństwa dla całej historii, ale nie będę odbierała nikomu przyjemności.

Muszę powiedzieć uczciwie, że jest to bardzo „męska” historia. Kobietą będąc miałam pewne problemy, żeby zrozumieć, dlaczego okładanie się po pyskach w ciemnych godzinach nocnych moze być manifestem wolności, jako „słabsza płeć” burzyłam się przeciw kultowi siły fizycznej. Jednak potem przyszło zrozumienie – twoje mięśnie to coś, co wypracujesz sobie sam, ich siła i moc zależą tylko od ciebie, nie od twojego pochodzenia, statusu społecznego, pieniędzy, ubezpieczenia, stanowiska. Są efektem uczciwej pracy – w dodatku wygrana walki wcale nie zależy tylko od siły mięśni, ale również od sprytu, szybkości, umiejętności podejmowania decyzji. Walka na ringu wyrównuje szanse, a przegrana nie oznacza całkowitej porażki. Nie ma przywilejów, są tylko prawa i reguły. Jestem w stanie zrozumieć ogólną ideę Kręgów, choć pewnie dlatego, że sama walczę (no, na razie turlam się po podłodze i coś tam łapami wymachuję, ale jestem twarda i się nie dam).

Podobnie jestem w stanie zrozumieć to, że Tyler produkuje mydło z… ludzkiego tłuszczu. Jest to rzecz, zdawało by się, że makabryczna, ale jeśli przyjrzeć się temu z bliska, przewrotność całej sytuacji; tłuszcz pochodzi z gabinetów kosmetycznych. Odsysany jest ludziom, którzy dzięki pieniądzom pozbywają się „wyrzutów sumienia”, spowodowanych nadmierną konsumpcją. Ten tłuszcz jest symbolem ostatecznego zepsucia, odpadem społeczeństwa, które żyje tylko po to, by zapchać gębę, a potem idzie na łatwiznę za pomocą skalpela. Przewrotność polega na tym, że owo mydło sprzedawane jest tym samym bogatym, snobistycznym ludziom jako produkt wysoce luksusowy.

Jedyna kobieta w „Fight Clubie” to Marla. Jest dziwna, aspołeczna, żyje na przekór światu i niejako dąży do autodestrukcji – zdecydowanie mało kobieca bohaterka. Jednak to właśnie ona jest przyczyną wszystkich zdarzeń i „złotym środkiem” dla Jacka. Bohater wie, że nie może żyć w uporządkowanym świecie, ale czy chce żyć w świecie całkowicie rządzonym przez chaos? Tutaj ksiażka i film nieco różnią się zakończeniem – obydwa są świetne, ale chyba wolę książkowe…

Polecam bardzo, bardzo, bardzo mocno, szczególnie ludziom, którzy czują, że jest coś niepokojąco prawdziwego w słowach „nie jesteś swoją pracą,nie jesteś ilością swych pieniędzy w banku, nie jesteś samochodem, który prowadzisz,  nie jesteś zawartością swojego portfela…”

5 Replies to “Fight Club / Podziemny krąg (książka i film)”

  1. Film brzydki, brudny, ciężki, jeden z moich ulubionych ever. Poza tym genialna gra aktorska, zwłaszcza pana Nortona (który, nie ukrywam, od dawna należy do moich ulubionych aktorów 'średniego’ pokolenia). Film jest jak poezja. Nie szekspirowska z jego pięknym, wzniosłych językiem, ale nieco w stylu Jesienina – depresyjna, w której nie unika się mocnych, dosadnych słów. No i to zakończenie…

    Dawno temu szukałem książki i nijak nie udało mi się jej zdobyć. Gdybym znalazł ją w jakiejś bibliotece, nie zawahałbym się jej… gdzieś zapodziać i uiścić za to należytą karę. Ale teraz widzę, że trochę tego jest np. na allegro. Chyba sobie ją sprezentuję 😉

  2. oj, koniecznie sobie skombinuj!

  3. Mnie zawsze fascynuje, kiedy oglądam film po raz n-ty z kimś, kto z kolei go jeszcze nie widział, że nie widzą oni tych dwóch czy trzech scen, gdzie Tyler „miga” w tle i znika. 🙂
    Dzięki za przypomnienie mi o nim, chyba se oglądne ^^

  4. a wiesz, że chyba ja też? a to „mignięcie” jest absolutnie boskie :d

  5. Właśnie. Inne zakończenia. Inny sens całości nadają.

Dodaj komentarz