Folwark zwierzęcy (Cynamonowe Facta i ACTA)

Ci, którzy weszli tu szukając streszczenia lektury mogą sobie od razu pójść, bo co, jak co, ale tę jedną jedyną lekturę powinniście przeczytać. Inaczej skazujecie się na bycie owcami, które myślą, że mają władzę i jakiś wpływ na świat, podczas gdy radośnie oddaliście władzę w ręce świń. Uczciwie ostrzegam – to bardziej felieton, niż recenzja.

Kiedy czytałam ją po raz pierwszy miałam wrażenie, że Orwell opisuje komunizm. W najczystszej formie, piękny i pełen hipokryzji, gdzie paru obywateli ogłasza się przyjaciółmi ludu i spija całą śmietankę, podczas gdy biedni robotnicy na nich pracują.  Wychowałam się w świecie „kolejkowo-kartkowym” i to, co on opisywał, widziałam na co dzień. Jednak dopiero teraz widzę, że zarówno kapitalizm jak i komunizm w formie totalitarnej są praktycznie identyczne, tylko komunizm dzierży władzę za pomocą paranoi ideologicznej, a kapitalizm – za pomocą pieniądza. Za to oba twierdzą zgodnie, że „gdybyś pracował, to byś miał, widocznie skoro nie masz, to jesteś głupi i niegodny”.


Swego czasu napisałam pracę zaliczeniową z technik psychologicznych zastosowanych przez świnie w celu zdobycia władzy i bardzo załuję, że nie mam żadnej kopii: ta książka może spokojnie funkcjonować jako podręcznik. Zabieg polegający na uczynieniu bohaterami zwierząt jest genialny w swej prostocie, a jego symbolika jest bardzo czytelna dla mieszkańców Europy i anglojęzycznej części świata. Owce są potulne i tępe, świnie – podstępne i… podkładają świnię, kury to szarzy robotnicy, koń jest symbolem ciężkiej, wytrwałej pracy, a kot to takie ni to, ni owo. Każdy z nas ma swoje miejsce na farmie, jednak nadal lubimy myśleć o sobie jako o sprawcach, a nie pionkach w rozgrywkach władzy. Zwierzęta są niewinne i z gruntu dobre – myślimy. Tym bardziej szokująca staje się lektura, kiedy ta naiwna niewinność zostaje wdeptana w błoto.

Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.

Doskonały przykład kapitalizmu orwellowskiego można znaleźć właśnie w USA, gdzie mieszkańcy nadal wierzą, że najbogatsi powinni płacić niskie podatki, bo przecież kiedyś ja też mogę być najbogatszy. I że ich niezachwianym prawem jest marnować energię, żywność i mówienie innym, jak mają żyć. Ameryka w kontekście Orwella to taka wielka świnka, na którą składa się parę małych świnek i całe stado głośno beczących owiec. Niestety – świnie wygrywają, stosując wielokrotną stopę w drzwiach – mała prośba za małą, coraz większe i większe, aż nie wiemy kiedy pchamy pod górę olbrzymi kamor tylko dlatego, że ktoś nas o to poprosił.

Jedyne, co możemy zrobić, to się zjednoczyć. Polacy uwielbiają sobie skakać do gardeł, ale to głównie dlatego, że nie mamy w tej chwili wspólnego wroga. Kiedy tylko się pojawia, od razu zwaśniony naród jednomyślnie odwraca się w stronę „oprawcy”. Jest to budujące, ale też strasznie smutne i o tym właśnie pisał Wyspiański w „Weselu” (które, uparci poszukiwacze streszczeń, też powinniście przeczytać, ale koniecznie wersję z wyjaśnieniami). Zwierzęta w filmowej, animowanej wersji „Folwarku” stają naprzeciw opitym świniom – inaczej, niż w książce. Nie boją się psów, które towarzyszyły panom w libacji. Na czele kolejnej rewolucji stoi osioł. Rozwiązanie bardzo optymistyczne, ale my już wiemy: rewolucja pożera własne dzieci. Ci, którzy są na czele podczas walk, nie powinni rządzić w czasach pokoju. Niestety to sprawia, że pojawią się kolejne świnie i historia znowu zatoczy koło. Orwell opisał tylko jeden obrót. Jakże jednak przerażająco…

I jakże wygodnie mieć swojego Snowballa (Chyżego), który najpierw zaprowadzi nas na barykady, a którego potem możemy radośnie wygnać obwiniając o każdy błąd i obrzucając błotem. Zapominamy, że pierwsze prace nad ACTA odbywały się w Polsce już za prezydentury świętej pamięci brata bliźniaka. Obrzucamy błotem i krzyczymy, zamiast zastanowić się, jak to zrobić porządnie, żeby kwitła twórczość i rozwijała się kultura. Nie mam zamiaru żyć w świecie, gdzie ktoś najpierw spamuje na Facebooku zdjęciami swojego kota, a kiedy ktoś weźmie i kota wykorzysta twórczo (na przykład każąc mu „paczeć”), to głośno krzyczy, że zabrano mu pieniądze.

To, co się działo na ulicach podczas protestów przeciw ACTA to nic innego, jak bunt przeciw tak bezczelnemu traktowaniu nas jak owce. Nie przeszkadza nam być owcami czy kurami, o ile myślimy, że świnie nie najadają się bardzo naszym kosztem, a nasze koryta są pełne. Równocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że cała ta afera służyła do zamydlenia oczu obywatelom – dajcie im krzyczeć o ACTA, a gdzieś tam w tle podpiszcie coś innego, o co normalnie bardziej by się czepiali – tylko najpierw ustąpcie wobec ACTA. Klasyczna huśtawka emocjonalna. Jednak zamiast krzyczeć „wolne torrenty” krzyczmy „tanie dvd”, „większy wybór” i „łatwiejszy dostęp”.

I przede wszystkim – „mniej chłamu”. O to nasza internetowa farma powinna najmocniej walczyć. Paszy pożywniejszej i zdrowszej. Nie wiem, jak Wy, ale nie mam nic przeciwko uczciwej pracy, nawet ciężkiej, jeśli wiem, że dzięki niej stać mnie będzie nie tylko na wegetację, ale i książkę, i kino, teatr i głupie wyjście do restauracji. Nie będę tu poruszać wątku pracy na „śmieciowe” umowy, na których pracuje większość młodych ludzi (co się przekłada na brak ubezpieczenia zdrowotnego i parę innych braków). Drogi rządzie, ja naprawdę mogę być koniem. Tylko daj mi gwarancję, że nie traktujesz mnie tylko jako materiału na klej.

George Orwell, Folwark zwierzęcy,
wyd. Muza, Warszawa 2008

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Szyszkacharliethelibrarian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
charliethelibrarian
Gość

Bardzo dobry wpis:)

Tylko tak z bibliotekarskiego zawodowego skrzywienia: „Wesele” napisał Wyspiański nie Witkacy:)