Krótko i na temat: muzyczna strona anime

Wszystkich przeciwników wielkookich kreskówek uprasza się o zamknięcie oczu i słuchanie. No, miejcie pod łapką kogoś, kto będzie odpalał kolejne utwory. Całą resztę zapraszam do świata nie tylko piosenek tytułowych czy końcowych, ale także popularnych, fanowskich teledysków, zwanych AMV. O tych drugich będzie mowa w przyszłej edycji, dziś zajmiemy się tytułami i końcówkami. W końcu nic tak nie przyciaga uwagi, jak chwytliwa piosenka, prawda? A jeśli jeszcze jest ślicznie zrealizowana…

Szyszki mają to do siebie, że nie słuchają muzyki. Wiem, wiem, jestem dziwakiem, plumkanie w tle mnie rozprasza, a słuchanie dla słuchania mnie nudzi – przynajmniej w większości przypadków.  Tak, jestem dziwakiem. A jeśli już czegoś słucham… to zazwyczaj jest to rzecz, z którą wiążą się miłe wspomnienia – preferuję muzykę z gier, nad którymi przesiedziałam kilkanaście godzin, filmową (ale muszę naprawdę lubić film) czy… z anime. Widzicie, jeśli 26 razy usłyszy się coś w TV, to można to pokochać, albo znienawidzić…

No dobra, na początek zabiję Was długaśnymi nosami, a jeśli to wytrzymacie w imię dobrej muzyki, to dalej będzie z górki (Foko, nie bij!!). Ech, te naparzające się mechy, bajera… No i śliczny głos Maayi Sakamoto:

Visions of Escaflowne dostanie swój osobny wpis, więc zabieram Was do świata, gdzie zmyślni rządzący wpadli na to, żeby scyborgizować i wyszkolić na zabójczynie… małe dziewczynki. Brzmi banalnie? O dziwo jest to opowieść o człowieczeństwie i absolutnie nie jest przewidywalna. W dodatku muzyka lekko wpasowuje się we włoskie i francuskie klimaty, z niespodziewanymi mocnymi uderzeniami.

http://www.youtube.com/watch?v=BTxkOM7PMRE

Było delikatnie, to teraz – mocno i mrocznie. Ergo Proxy to historia zamrożonego świata, z rozsianymi po globie „domami”, czyli państwami-miastami. Pełne odniesień do filozofii, sztuki, literatury (odcinek „Ofelia” rozkłada na łopatki). Osoby z alergią na animację japońską mogą patrzeć. A nawet powinny, bo „come and save me” zaśpiewane i narysowane jest tak, że samemu chce się śpiewać do sufitu.

Kolejnym moim ulubieńcem (ponownie śpiewanym przez Maayę Sakamoto) jest piosenka tytułowa z „RahXephona”, które za chwilę ujrzycie jeszcze w postaci AMVki – cóż, do szczęścia powinno Wam wystarczyć przesłuchanie tego fragmentu i wygrzebanie sobie piosenki końcowej, bo samo anime jest… hm… dziwne. Ale o tym za chwilę, teraz proszę słuchać:

A teraz AMV, czyli Anime Music Video. Co to jest? Otóż jest to teledysk, robiony przez fanów, z wykorzystaniem fragmentów anime. Co ciekawe, od strony wizualnej jest to całkowicie legalne – japońskie firmy nie mają nic przeciwko używaniu ich materiału czy postaci, nawet w formie zarobkowej (tak, naprawdę można narysować swój komiksik z postaciami z anime/mangi i go sprzedawać na konwentach). Niestety, czasem niektórzy czepiają się legalności wykorzystywania muzyki, ale to inna historia. Na inny wpis. Dziś: Euphoria, jeden z najlepiej ocenianych teledysków. Jest dość stary, wybaczcie więc kiepską jakość. Powstał z użyciem fragmentów „RahXephona” i – jak to mówi moja przyjaciółka – jest najlepszą rzeczą z tego anime. Zobaczcie sami:

Oprócz Maayi S. japońscy producenci mogą polegać na egzotycznej Oridze, czyli.. Oldze. Vital’evnie Yakovlevej. Origa śpiewa po japońsku, rosyjsku i angielsku, urzekając swym głosem choćby tutaj:

albo tutaj: po japońsku i rosyjsku (moim faworytem jest wersja z kraju obok. Kwitnące wiśnie się mogą schować!).

Wybaczcie brak oryginału i te kiczowate delfinki, nie umiałam znaleźć normalnej wersji…

A co powiecie na odrobinkę jazzu? Wspomniany przeze mnie wcześniej „Cowboy Bebop” to prawdziwa mieszanka wybuchowa z nutką bluesa. Jak dobrze przyrządzony drink, po którym miękną kolana.

http://www.youtube.com/watch?v=LGAnQDj8ais

A może odrobinka elektroniki i szaleństwa?

http://www.youtube.com/watch?v=NvE8XO6YH6o

A może chcecie wędrówkę w świat Klimta?

http://www.youtube.com/watch?v=beceNAU4a2g

Oczywiście najbardziej energetyzujące są piosenki z anime dla nastolatków. Choć i starsi się przy nich świetnie bawią:

http://www.youtube.com/watch?v=AgKSjUOrgQQ

http://www.youtube.com/watch?v=wVHJ0Xs3Fcc

O rany, zaczynam przeginać, zatrzymajcie mnie! Taka nutka sentymentalna mi się włączyła… a skoro o sentymentach mowa: TSUBASAAA!!!!

Dobra, koniec wygłupów. Porządnie zrealizowana piosenka zamienia zwyczajne „napisy początkowe” w mini-teledyski, które niejednokrotnie potrafią zaciekawić bardziej, niż streszczenie fabuły. Albo też – doskonale ją oddają. Jak choćby poniższa piosenka, która obrazuje losy dzieciaków, które zostają podstępem wciągnięte w walkę światów. Każde z nich raz i tylko raz zasiada za sterami wielkiego robota. Dlaczego raz? Otóż robot czerpie siły z energii życiowej, dlatego tak ważne jest to, żeby były to dzieci, które mają jej sporo – niestety, zużywa się ją całą. Jeśli przegrają – zostanie zniszczony cały świat. Jeśli wygrają – na pewno zabiją dzieciaki w tym drugim robocie. A w tym wszystkim beznamiętne przekonanie, że są tylko częściami zamiennymi, które można… odinstalować:

Z kolei anime o… mikrobach, a konkretnie o procesach fermentacji (tak, oni maja anime o wszystkim, przestałam się już temu dziwić) wita nas wspaniałą animacją ze skoczną muzyczką. Te bakterie są takie urocze, że lekka ręką obejrzałam historę, gdzie główną rolę odgrywa.. proces gnilno-fermentujący. Nawet scenę z foka i mewą (nie pytajcie. Osoby o mocnych nerwach niech sobie to znajdą na youtube, ja nie mam serca. Ani żołądka na to).

Guns&Roses i anime? Wbrew pozorom obecność zachodnich zespołów w japońskich produkcjach nie jest taka rzadka. Wspomniane „Ergo Proxy” ma piosenkę końcową w wykonaniu Radio Head („Paranoid Android”), a świtne anime gangsterskie na miarę „Żądła” – utwór w wykonaniu Axela i spółki.

http://www.youtube.com/watch?v=kYuxKPs_6b0&feature=related

Na koniec (bo uwierzcie, mogłabym dłuuuugo wymieniać co ciekawsze kawałki muzyczno-animacyjne) – kołysanka.  W roli głównej – rodzina Dango, czyli przepysznych pyzo-ciasteczek. I tym słodkim akcentem… do zobaczenia!

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Krótko i na temat: muzyczna strona anime"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Duża Mała Mi
Gość

Miodnie *__* z moich smaków zabrakło tylko motywu przewodniego z Hack Sign i openingu z Witch Hunter Robin. Poza tym samo dobro *__*

Sir_Ace
Gość

A ja dla odmiany muzyki japońskiej prawie nie trawię. Oczywiście istnieją wyjątki – wszystko, co skomponowała Yoko Kanno + masa innych perełek, ale jako ogół muzyka z animu jakoś niezbyt często gości w moim odtwarzaczu. Tak jakoś mam…

phoca
Gość

U mnie podobnie, muzyka z anime jest rzadkim gościem na Winampie. Za to uwielbiam muzykę z dobrych AMV’ek, taka „Euphoria” zachęciła mnie do bliższego przyjrzenia się twórczości muzycznej zespołów Frou Frou oraz Imogen Heap (ta sama wokalistka). Podobnie jest z Conjurne One, zapałałam wielką estymą do piosenki „Center of the Sun” po tym oto teledysku: http://www.youtube.com/watch?v=s6kj0EJWEvw .

wpDiscuz