Niewidzialne Kolegium – Fabrisio Battistelli (Szajs Tygodnia)

Zastanawiałam się, co by tu zrecenzować. Dopadła mnie jesienna depresja – poniekąd związana z pracą i koniecznością pisania tekstów pod publiczkę, z drugiej strony – przeraźliwa posucha na rzeczy dobre ostatnio panuje, wszystko, co da się obejrzeć/przeczytać z zainteresowaniem w najlepszym przypadku osiąga ocenę „całkiem fajne”. No i dawno nie trafiłam na porządny szajsik tygodnia. A tu proszę, przy okazji porządków na półkach objawiło mi się zapomniane Niewidzialne Kolegium.

Małe to, chude, niepozorne, o prześlicznej okładce, w dodatku włoskiego pisarza – to wzięłam. Dałam się zwieść opisowi, który łudzi tajemnicą zakazanych pism, postraszył Casanovą (do którego mam słabość). Co prawda autor jest socjologiem (nie ufam socjologom) ale Stephen King pracował w pralni, a Hemingway pił, cóż, jakąś wadę trzeba mieć… no dobra, zabieram się do czytania, uprzedzona grzecznie, że czytam część drugą.

Zaczyna się zabawnie, niewinnie, ot, jakieś niewinne bzykanko w otoczce ukradkowego spotkania, po czym się okazuje, że główny bohater, Riziero, przepukał pannę dosłownie przed nosem Casanovy, który stał jak półgłówek pod złym oknem. W międzyczasie się dowiadujemy, że jakieś papierzysko papieża zniknęło i trzeba je znaleźć, bo skandal będzie. O rety, rety.

No, ale nie marudzę, czytam dalej, nastawiona na bohatera, który bystry, bitny i jurny jest – słowem, dałam mu naprawdę duży kredyt zaufania. Sęk w tym, że fabuła jest cienka jak zad węża i służy jedynie jako pretekst, żeby pan dobył swojego tarana rozkoszy i pogrzmocił nadziewające się na niego panny. Po którymś tam razie przestało to być zabawne, a stało się smutne, a ja czułam się jak blondynka oglądająca porno dla fabuły.

Nie, żeby to było ordynarne, ludkowie, opisy są filuterne i tylko lekko niesmaczne (ciamkające, jak to mówi moja znajoma). Chodzi o ten charakterystyczny dla różowych filmów schemat „przyniosłam panu pizzę a przy okazji jak wygląda pańska sypialnia”. Jak inaczej określić scenę, w której bohater udaje się do teatru, w kuluarach zastaje nadobną dziewoję zamkniętą w garderobie przez złą matkę i po paru zdaniach zaczynają się bzykać? Pozwólcie z resztą, że streszczę Wam ów fragment:

– Olaboga, jaśnie panie, zamkniętam tutaj, matula zła i niedobra!
– No jakże to, jakże, toż się nie godzi! Uwolnię pannę!
– Och, panie, matka klucz zabrała! Drzwi nie wyważaj, bo matula zła będzie, jak zobaczy uszkodzone dźwierze!
– Nie lękaj się, nadobna dziewico, uratuję cię! O, popatrz, zrobiłem dziurę we framudze – na pewno matula nie zauważy! Popatrz, paluszek wsadziłem, ojej, chyba nadziałem się na twoje piersi!
– Nadobny młodzieńcze, ja tu cierpię uwięziona! Patrz, jak cierpię, aż się rozebrać muszę…
– No, jak trzeba, to trzeba, ale dla porządku, proszę oto mój klucz uniwersalny, akurat w dziurkę wejdzie, a nawet w obie! Łuciu-łuciu… no, dobra, klucz sflaczał, idę se, miło było.

I dalej w ten sam deseń. W końcowej scenie łucianej do kompletu było narzędzie perwersyjnych tortur, trup perwersyjnej pani w majciochach ze sterczącym sztucznym wackiem, roztopiony wosk i torturowana przed chwilą pani, która po skończonych torturach erotycznych koniecznie musiała się odstresować za pomocą przyrodzenia swojego wybawiciela. Dodam, że pani torturowana niedawno straciła męża i poszła do tej perwersyjnej by go pomścić. No to go pomściła, a jakże.

W tym wszystkim twardo przebija się wątek skradzionego dokumentu i widać, że autor rozpaczliwie chce nadać swojej prozie przynajmniej pozory czegoś na poziomie. Owszem, historycznie to całkiem ładne – szczególnie sceny w wojsku. Niestety, w moich oczach przypominało to raczej próby ubrania niedźwiedzia w pończochy. Osobno oba elementy są ciekawe, ale razem jakoś nie pasują. Może autor bał się, że jeśli nie będzie erotyki, to ludzie zanudzą się detalami? Albo w drugą stronę – chciał napisać niegrzeczną powieść, ale sam przed sobą się nie chce przyznać, że podniecają go opisy przypadkowych stosunków, więc przypiął karteczkę z napisem „takie czasy, nic nie poradzę” i czuje się rozgrzeszony.

Cudnej urody eufemizmy w stylu zroszone wilgocią ściany groty Afrodyty, sokół, któremu ściągnięto kaptur i rzucił się na zdobycz… oczyma wyobraźni widzę nieszczęsnego autora, który siedzi przerażony przed kartką papieru, gorączkowo szukając porównań, które byłyby w klimacie. Widzę, jak siedzi i konstruuje przemyślną intrygę detektywistyczną na balu u markizy. Nie ulega wątpliwości – na pewno się przy tym doskonale bawił.

Przestrzegam wszystkich, którzy do tej książki chcą podejść na poważnie – nie da się. Najlepiej czytać ją na głos na babskim wieczorze obficie podlanym winem, bo to całkiem przyjemna głupotka. Jeśli chodzi o mnie, to podziękuję, erotyka na wesoło najlepiej mi wchodzi w wykonaniu Brytyjczyków z Allo, Allo (koniecznie z mokrym selerem i zegarem z kukułką). W sumie – z odpowiednim nastawieniem można się przy niej świetnie bawić.

Fabrizio Battistelli, Niewidzialne Kolegium
wyd. Oficynka, 2010

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
SumireMary (czytajodlewej)SzyszkaphocaGośka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
zacofany.w.lekturze
Gość
zacofany.w.lekturze

Dawno się tak nie uśmiałem, uprzejmie dziękuję:D

Gośka
Gość
Gośka

Heh, przecudnej urody recenzja, ale jej wadą jest, że aż człowiek ma ochotę przejrzeć to wiekopomne dzieło:P

phoca
Gość
phoca

Ej, a to kolegium w końcu Niewidzialne jest czy Zakazane, bo coś się zdecydować nie możesz..? ;P
P.S. Opis dzieła cudny, popatrz – ludzie takie rzeczy kupują i czytają, może by tak urządzić sobie kameralne warsztaty literackie, na których wymyślimy cudną intrygę okraszoną tym i owym..? ;D

kawaadm
Admin

albo napiszmy, ja zrecenzuję jako szajs i sprzedawajmy online z 5 zeta ;P
Niewidzialne, niewidzialne, choć powinno być zakazane ;P

Mary (czytajodlewej)
Gość

hahahah ale się usmiałam !!! Bosko!!!

Sumire
Gość

Takie recenzje sprawiają, że chce się tę książkę kupić ;).