Od nowiu do pełni – Hanna Fronczak

Okładka wzbudza w Szyszkach niejaki wstręt – pewnie przez skojarzenie z produkcjami Piekary o takim jednym inkwizytorze, od którego dostają wysypki. W dodatku słowa z tyłu okładki, te o „dojrzewaniu do przeznaczenia”, wyrwały z piersi cichutki jęk, bo opowiastki o młodzieńcach i ich przeznaczeniach to nie jest to, co Szyszki lubią najbardziej.  Gdyby nie mowa o Pradze, którą polubiłam dzięki „Słodkiej jak krew” oraz wspomnieniu alchemii, pewnie bym nie dotrwała do końca pierwszej historii, a tak dzielnie dobrnęłam do finału. I, moi mili, dostałam fabularnie w twarz. Tak pięknie, klasycznie i tak doskonale, że grzechem było by nie czytać dalej. A może właśnie… grzechem? Z alchemikami nigdy nic nie wiadomo.

Cykl opowiadań, połączonych postacią Bernharda von Rovershagen (z umlautem nad o!) składa się historię, gdzie głównym bohaterem jest niezaspokojona ludzka ciekawość. Podczas lektury miałam nieodparte skojarzenia z „Zabawkami diabła” Kańtochowej – mamy tajemnicę, mamy wyzwanie, jest bohater, który ma wiedzę i rozum, by wyzwaniu podołać, a przy okazji dowiadujemy się nieco o nim samym. O ile jednak w „Zabawkach” największą radochę miałam z obserwowania Domenica, tak tutaj bohater wydał mi się trochę rozmyty. Owszem, sporo miejsca poświęcono na rozważania na temat jego motywów, psychiki, emocji, ale może właśnie było tego trochę za dużo.

Pani Fronczak bardzo zwinnie popycha akcję do przodu, aż się człowiek wyrywa, żeby wiedzieć, co dalej, a tu bach, dostajemy stronicą rozważań. To sprawdziło by się świetnie, gdyby opowiadania były drukowane osobno, gdyż każde stanowi odrębną całość (wtedy owe wyjaśnienia były by ukłonem w stronę czytelnika, który nie zna innych opowiadań). W kupie – nieco męczy, ale i tak dzięki temu czyta się całość płynniej niż takiego… no, na” R”. „Rh…” nawet (kto zgadnie, kto?).

Aaaale, dość marudzenia. Mamy przeurocze, zgrabne opowiadania, które czyta się bardzo przyjemnie. No i w pewnym momencie pojawia się niejaki Herbert, który w zupełności wystarczyłby na osobną powieść. Mamy świat Złotej Uliczki, gdzie alchemia naprawdę działa, a golem może biegać po ulicy. Wiecie, że nawet się zaskoczyłam, że przepisy w stylu „weźmij kure czarno” działają?  Nawet nie zauważyłam, kiedy ów świat mnie wciągnął, pełen zakazanych manuskryptów, słów mocy, światła książyca, mocy natury… a także zwykłych zbiegów okoliczności. Autorka zdaje się czerpać przyjemność z opisywania tamtego świata, widać, że zna się na rzeczy, potrafi wtrącić coś od siebie (na końcu opowiadania, dzięki temu nie zakłóca magii czytania). Uwierzyłam jej na słowo, że w mroku Uliczki mogły narodzić się cuda i dziwy,  idee, które umierały wraz ze swymi twórcami.

Niech Was, Czytelnicy, nie zniechęca okładka. Ja dopiero po przeczytaniu książki byłam w stanie załapać, o co w niej biega i dlaczego tak. Nie oczekujcie też rozwiązania tajemnic wszechświata czy kodoLeonardo spiskowych teorii dziejów. Za to szykujcie się na korowód dusz, tajemnicę i kota, który bezczelnie żebrze o jedzenie. Zaliczam lekturę do bardzo udanych, przyjemnych i lekkich z odrobiną refleksji.

I z pewnością kiedyś do niej wrócę, żeby jeszcze raz przeżyć wiosnę w Starorzeczu.

Hanna Fronczak, Od nowiu do pełni,
wyd. Fabryka Słów, Lublin 2009

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Paweł KwilAntoninaTenTamSzyszkaMiranda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Miranda
Admin

Łosz, jakoś zupełnie zgubiła mi się ta książka, a przecież fabryczne nowości śledzę dość skrupulatnie… Dziękuję za narobienie smaka (alchemia! Praga! golemy!), zmacam książeczkę wkrótce 😀

TenTam
Gość

Świetna recenzja, jak każda z resztą ;p Sam dopiero zaczynam tworzyć takie blogopodobne coś. Oczywiście dodaję do linków;d

Antonina
Gość

„Okładka wzbudza w Szyszkach niejaki wstręt – pewnie przez skojarzenie z produkcjami Piekary o takim jednym inkwizytorze, od którego dostają wysypki.”

😀

Ciekawa recenzja, szczególnie że (jak już zauważyła Miranda) nic wcześniej o tej książce nie było słychać. Frapujące.

Paweł Kwil
Gość

Kurcze! Mnie też ta książka jakoś ominęła! Dziwne… Mimo to czuję się zachęcony:)