Firefly (serial) – Urok Klasyki

Witajcie. Nazywam się Miranda i jestem serialoholiczką. Nieuleczalną, choć może jeszcze nie w ostatnim stadium (kilka seriali udało mi się rzucić). Nie będę się teraz rozwodziła nad przyczyną i rozwojem tego stanu. Chcę natomiast opowiedzieć wam o jednym z moich absolutnych serialowych ulubieńców. O czystej zajebistości, znalezionej w najmniej spodziewanym miejscu.

Wszystko zaczęło się od tego oto obrazka:

Najpierw zobaczyłam Nathana Filliona – znanego mi już z tytułowej roli w zabawno-kryminalnym serialu Castle (polecam!). Potem ten podpis: efektywność – w jeden sezon zdziałać więcej, niż większość seriali w pięć. Czułam się szczerze zaintrygowana. Wygrzebałam informacje o serialu: skończony w 2002 roku, a więc bez widoków na kontynuację, raptem 14 odcinków… Daleka przyszłość i statki kosmiczne. No niech to szlag. Zawsze przechodziłam obojętnie obok tego typu historii. Kosmos i szeroko pojęte SF to nie dla mnie. Byłam przekonana, że taki serial nie może mi się spodobać. Jak już wiecie, byłam w błędzie.

Akcja Firefly ma miejsce kilka stuleci po nas, kiedy międzyplanetarne podróże są na porządku dziennym. Jednak nastrój science-fiction jest mocno doprawiony Dzikim Zachodem. Mieszanka wręcz wyśmienita – kosmiczni piraci, sprzeciwiający się rządom Sojuszu, podróżują sobie po galaktyce i żyją z tego, co uda im się złowić. Bardziej lub (częściej) mniej legalnie. Ich wyczynom towarzyszy oczywiście odpowiednia muzyka.

Diablo ciężko jest opowiadać o tym serialu, nie zdradzając zbyt wielu szczegółów fabuły. Najchętniej poczekałabym, aż obejrzycie, żeby potem móc się spokojnie zachwycać w stylu „kiedy tamten gość temu drugiemu coś tam, to ten trzeci wtedy coś innego, no i czy to nie była kapitalna scena?!”. Oj, tak to bym mogła długo. Niemniej jestem zdania, że im mniej wiecie na początku, tym większą będziecie mieć frajdę z odkrywania serialowych smaczków. Uniwersum nie jest skomplikowane, łatwo można się zorientować po której stronie i dlaczego stoi załoga Firefly. Nie próbujcie jednak podporządkować serial jakimś standardom. Ja porzuciłam takie szablonowe myślenie już po pierwszym odcinku. Serial co i rusz zaskakuje. Czy to jakimś dzikim pomysłem na fabułę danego odcinka, czy to nieszablonowym zachowaniem bohaterów. Ach, bohaterowie. Poczynając od pozornie nieporadnego kapitana, poprzez jego kolorową załogę, na podejrzanych pasażerach kończąc. Wszyscy mają swoje tajemnice, które możemy próbować rozszyfrować z tych strzępków informacji, jakie dane jest nam ujrzeć.

Twórcy serialu mieli pomysł na fabułę i widać, że nie robili nic na siłę. Zostajemy po prostu wrzuceni w świat załogi Firefly w pewnym momencie, siedzimy sobie w ich towarzystwie jakiś czas, a potem się żegnamy. Jest to kapitalna alternatywa dla ciężkich, wielowątkowych fabuł, które z sezonu na sezon rozrastają się i coraz bardziej strzępią się na krawędziach. Telewizja trochę tu namieszała, bo odcinki były wyświetlane nie do końca chronologicznie – dwugodzinny odcinek, w założeniu mający być pilotażowym, znalazł się gdzieś przy końcu. Nie ma to jednak znaczącego wpływu na odbiór serialu, właśnie przez ten luźny układ fabuły.

Reasumując – za co tak bardzo uwielbiam ten serial? Jak mówiłam, ciężko jest wytłumaczyć się z tego zachwytu, nie psując przyjemności odkrywania wszystkiego na własną rękę. Oczywiście, możecie uwierzyć mi na słowo. Możecie mi uwierzyć, kiedy powiem, że bohaterowie są fantastyczni, że akcja jest wartka, fabuła spójna, dialogi cieszą ucho i cyniczną duszę, a ironiczny humor co i rusz wywołuje uśmiech na twarzy. Możecie mi uwierzyć na słowo. Ale bardzo was proszę – nie róbcie tego. Sięgnijcie po ten serial i przekonajcie się sami, ze warto (:

PS. Trzy lata po zakończeniu emisji Firefly fani dostali na pocieszenie film Serenity, będący kontynuacją wątków z serialu.

 

Na koniec jeszcze śliczny utwór prawie tytułowy – The Ballad of Serenity:

[youtube=”http://www.youtube.com/watch?v=LrAS20mNZUE”]
Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

30
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
Zgon na pogrzebie « Kawa z CynamonemKawa z Cynamonem3D Transformers 3 « Kawa z CynamonemAntoninaMiranda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Edith
Gość

No ja też muszę się przyznać, że lubię seriale, choć u mnie to jeszcze taka lekka choroba dopiero, gdyż za dużo to ich nie jest. 🙂 A ten mnie mimo wszystko nie zainteresował, jakoś nie lubię jak coś się dzieje w tak odległej przyszłości i w przyszłości w ogóle 😉

Agna
Gość

Od jakiegoś czasu mam smaka na ten serial przez wzgląd na Nathana Filliona, po roli w „Castle” przepadłam. W końcu dopnę swego, ale na razie mam co innego na głowie. Domyślam się, że widziałaś to nagranie:
http://www.youtube.com/watch?v=RmU-Bmk4Wrk

Paulina
Gość
Paulina

Zaintrygowałaś mnie tym serialem, Mirando…;)

z chęcią zobaczę to cudo.
Też muszę się przyznać, że jestem serialowym maniakiem, ale nie będę wskazywać palcem kto mnie tą chorobą zaraził :P:P:P

pozdrawiam:*

Tusienka
Gość

Nie widziałam chociaż uwielbiam seriale, ale trudno mi znalesc czas na oglądanie wszystkiego co bym chciała. Słyszałam o nim już kiedyś, bo to produkcja Jossa Whedona, czyli twórcy mojej ukochanej Buffy The Vampire Slayer, który uwielbiałam właśnie za ironiczno-szyderczy humor Whedona i jego podejście do temtu wampirów, morderstw i liceum. Jeśli Firefly ma ten specyficzny humor to chyba jednak znajdę czas by obejrzeć:)

Antonina
Gość

Fireflay jest wspaniały. Zresztą, jak to u Whedona. 😉 Poza Buffy i Aniołem jest jeszcze – dla zainteresowanych – Dollhouse. Polecam wszystkie cztery. 😉

Antonina
Gość

Problemem „Dollhouse” jest dość sztampowa budowa odcinków w pierwszej serii. (Schemat wygląda tak: głównej bohaterce, Echo, wgrywana jest jakaś tam osobowość, Echo z wgraną osobowością rozwiązuje zagadkę odcinka, każdy odcinek jest czymś w rodzaju kryminalnej intrygi, koniec). Ale już po paru pierwszych odcinkach serial nabiera barw, poza odcinkowymi intrygami w tle rozwija się skomplikowana, wielowarstwowa intryga główna (czyli technologia lalek itp.), bohaterowie zyskują głębię i historie. Druga seria już niemalże całkowicie skupia się na „wielkim planie”, nie zaś na tych poszczególnych, niezwiązanych ze sobą „zadaniach” Echo. Najlepsze zaś są: ostatni odcinek pierwszej serii i ostatni odcinek drugiej, które tworzą zupełnie… Czytaj więcej »

Antonina
Gość

Właśnie zachęciłaś mnie do Supernatural. 🙂 Zapoluję.

A jeszcze w temacie „Dollhouse”: serial ma okropnego pilota. To-to zostało zmajstrowane, sklejone, dokręcone i pokręcone na życzenie stacji – która uznała, że normalny pierwszy odcinek jest za mało wciągający. Wyszło straszydło, istny „frankensztajn”. Pojawiają się tam rzeczy, które są gdzieś dopiero w połowie serii; pojawiają się też takie, których zupełnie nie ma. 😀 Wszystko to w chaotycznym montażu i rwanej narracji.

Dlatego apeluję do wszystkich, potencjalnie zainteresowanych serialem: nie oglądajcie pilota! (:D) Co najwyżej już po dwóch seriach, jako ciekawostkę.

Ijon Tichy
Gość
Ijon Tichy

Swietny tekst tej linkowanej ballady, ale wizualnie to wygląda na niewiele młodsze od Star Trecka. 😛

No bo cóż- w kosmicznym SF to albo S (i tu raczej książki) albo F- a druga literka jest tylko teoretyczne.

Paweł Kwil
Gość

Serial jest ŚWIETNY! Nie tylko dla fanów s-f i fantastyki czego najlepszym przykładem jest moja żona, która „dała rade” go obejrzeć w całości. Serenity już nie jest takie dobre, ale wciąż niezłe i można zobaczyć:)

W moim rankingu seriali jest on zdecydowanie w TOP 10:)

Antonina
Gość

O, „Battelstar Galactica” stanowczo gorszy. Zrezygnowałam w połowie trzeciego sezonu, a i pierwsze dwa oglądałam raczej dla zasady, a nie z pasji. Oczywiście, „BG” ma plusy… Przede wszystkim, jest bardzo ciekawa w warstwie ukazywania przemian społecznych i politycznych, zachowań grup i tak dalej. Coś w stylu political i social fiction. (A ja jednak wolę historię, które skupiają się na jednym – lub maksymalnie kilku bohaterach – nie zaś na całych zbiorowościach i relacjach pomiędzy grupami.) Co ciekawe – mówi się, że „BG” jest nowatorski pod względem rzemiosła filmowego (rozchwiana kamera, niedokładna kadry itp.) A wszystkie te „nowatorskie” zabiegi są ściągnięte… Czytaj więcej »

i.love.impala.67
Gość

Och, Firefly! Cudowny serial. Miałam tak samo jak Ty: ja i kosmos, nie… To przecież nie dla mnie. Koleżanka jednak namówiła i już w połowie pierwszego odcinka byłam pewna, że to będzie jeden z tych seriali do których się wraca. Nie ma co ukrywać, załoga i pasażerowie Serenity, a szczególnie ich kapitan, sparwili, ze nie mogłam się oderwać od ekranu. No i jeszcze to połączenie Dzikiego Zachodu ze Star Trekiem 😀 Rewelacja.
Zamówiłam sobie właśnie „Serenity”, we wrześniu będę się więc mogła nacieszyć powtórką, może i serial sobie przypomnę? Każda okazja przeciez jest dobra, żeby wrócić na pokład Serenity 😉

Pozdrawiam!

i.love.impala.67
Gość

A, dorzucę jeszcze Hero of Canton:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=8omJvCrwRdY&fs=1&hl=pl_PL&rel=0]

trackback

[…] Alana Tudyka w świetnej roli lokaja (superlokaja!!) – Alana kocham od roli pilota w serialu Firefly, więc oglądanie go w wersji dzikiego Holendra bawiło mnie do łez. Albo John Malkovich z […]

trackback
Kawa z Cynamonem

[…] mnie na samym wstępie: mój prywatny ulubieniec, Alan Tudyk (Hoban “Wash” Washburne z Firefly), następnie prawie do siebie niepodobny Rupert Graves (inspektor Lestrade z Sherlocka BBC) i […]

trackback

[…] mnie na samym wstępie: mój prywatny ulubieniec, Alan Tudyk (Hoban “Wash” Washburne z Firefly), następnie prawie do siebie niepodobny Rupert Graves (inspektor Lestrade z Sherlocka BBC) i […]