Za dziewiątą falą – Marie Heaney

Za Dziewiątą Falą

Powiedzieć, że w legendach jest jakaś magia, byłoby stwierdzaniem oczywistości. Pominę więc takie zabiegi i przejdę od razu do napisania o tym, w jaki sposób przejawia się ta magia. Za przykład posłuży mi Księga legend irlandzkich.

Słysząc słowo „legenda” od razu mam przed oczami Smoka Wawelskiego. Na takich właśnie legendach się wychowałam – tych związanych z rejonem, w jakim mieszkałam. Kraków i pobliskie Tatry miały sporo do zaoferowania dzieciakowi, który chciał posłuchać o strasznych stworach, wędrujących kopalnianymi tunelami pierścieniach, czy też o płaczących po nocach białych damach. Legendy opowiadane przez Rodziców i Dziadków zostały później zastąpione książkami, które trzeba już było czytać samodzielnie. Ale sentyment pozostał i powoli, uparcie popychał do kolejnych wypraw w legendarne krainy.

Temat legend irlandzkich jeszcze do niedawna był mi zupełnie nieznany. Zmieniło się to dzięki serii przygód Żelaznego Druida autorstwa Kevina Hearne’a. I może to drobnostka, ale wielką radość sprawiło mi czytanie w Księdze legend irlandzkich o Tuatha De Danann (irlandzki panteon) po tym, jak spotkałam jego przedstawicieli w książkach Hearne’a. Oczywiście ich „historia” została przeszyta na miarę książki fantasy, ale czytając legendy o nich czułam się tak, jakbym czytała o kimś znajomym.

Marie Heaney, autorka zbioru Za dziewiątą falą, podzieliła legendy na trzy grupy. Zaczynamy od poznania Tuatha De Danann, czyli pierwszych bóstw, jakie pojawiły się na irlandzkiej ziemi. Później do akcji wkroczą także i ludzie, by ostatecznie zepchnąć bogów pod ziemię i zająć ich miejsce w heroicznych, ale nie mniej magicznych opowieściach. Nie myślcie jednak, że dumni Tuatha De Danann zniknęli na dobre, o nie… Od czasu do czasu będą wyglądać na powierzchnię ze swoich kurhanów, by wtrącać się w życie śmiertelników i podsuwać bardom materiały na kolejne opowieści.

Za dziewiątą falą nie jest obszerną księgą i z pewnością nie wyczerpuje tematu legend irlandzkich. Jest natomiast doskonała dla tych, którzy dopiero zaczynają się interesować tym tematem. W zupełności wystarcza, by na cały wieczór wsiąknąć w inną kulturę, by poczytać o tym, jakie mogły być dawne dzieje Zielonej Wyspy. Lektura tej książki da nam okazję, by dowiedzieć się co należy zrobić, żeby uchronić się przed gniewem bogini, dlaczego krzyk łabędzia jest pełen smutku, a także jak ostudzić niezdrowy zapał młodocianego wojownika. Rozwiązania czasami wydają się śmieszne, okrutnie naiwne i jakieś niestworzone… Ale dla mnie tym właśnie cechują się legendy – są nierealistyczne. Co nie znaczy, że mniej fascynujące od zupełnie realnych historii.

Zebrane w jednym miejscu legendy irlandzkie, w dodatku tak ładnie opakowane, były dobrym wyborem czytelniczym. Pozwoliły nie tylko oderwać się na jakiś czas od pragmatycznej rzeczywistości, ale też dały niewątpliwą przyjemność poznawania dawnych opowieści z dalekiego kraju. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach ktoś jeszcze siada z dzieciakami przy ognisku i cichym głosem opowiada im legendy, ale jeśli tak, to Księga legend irlandzkich może spokojnie posłużyć za inspirację do takich spotkań. Ewentualnie, jeśli macie tak pozytywnie zakręconych znajomych, jak moi, to właśnie ich możecie wyciągnąć na ognisko z opowieściami. Albo zapalcie sobie świeczkę we własnym mieszkaniu i sami poddajcie się pradawnej irlandzkiej magii.

Uwaga! Księgarnia internetowa ZNAK przygotowała prezent specjalnie dla czytelników Kawy z Cynamonem 🙂 Po kliknięciu na TEN link zostanie wygenerowany kod (indywidualny dla każdego), którego możecie użyć, by zakupić Za dziewiątą falą z rabatem aż 40%! Kod zostanie uwzględniony przy zakupie przynajmniej 4 tytułów i obniży cenę ich wszystkich. Jak to kiedyś rzekł pewien jasnobrody czarodziej: korzystajcie mądrze! 😉

Za dziewiątą falą

Marie Heaney, Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich, wydawnictwo Znak 2014

2 Replies to “Za dziewiątą falą – Marie Heaney”

  1. Jakie cudo! i autorstwa Marie Heaney <3 Uwielbiam przekład "Beowulfa" jej zmarłego w zeszłym roku męża, poety Seamusa Heaney (polecam!) i jego poezję również, bo to irlandzka klasyka 🙂

    1. Ech, jestem bardzo do tyłu z irlandzką poezją… Kolejna rzecz do nadrobienia „kiedyś” 😉

Dodaj komentarz