Wyobraźcie sobie wirusa tak potwornego, że w ciągu paru minut zamienia ludzi w żądne krwi (i ciała, i kości…) zombie. W niedługim czasie wirus rozprzestrzenia się na cały świat. Pozostawia jedynie kilka zdrowych osób, które muszą teraz walczyć o przetrwanie w tym nowym, nieprzyjaznym świecie.
Nudne? Ograne? Bynajmniej. Dla mnie jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza komedia tego roku.
Jestem świeżo po seansie, na którym obśmiałam się wybornie. Na filmach o zombie się nie znam zbyt dobrze, nie oglądałam żadnego w całości, bo i temat mnie średnio interesował. W końcu jak może taki film wyglądać? Ot, garstka ludzi ucieka przed głodnymi potworami, które po kolei przeciągają zdrowych na ciemną stronę mocy, w to wystarczy jeszcze wpleść parę bohaterskich czynów, jakieś poświęcenie i mamy film. Zombieland to wszystko pięknie sparodiował. Myślę, że tutaj leży jego największa zaleta – zamierzony humor. Bo to, że śmiałam się na Dead Snow nie świadczy dobrze o tym filmie.
Zombieland zaczyna się spokojnie, ale z pazurkiem. Narratorem jest Columbus – młody chłopak, który podróżuje przez Stany celem odnalezienia swoich rodziców. Nie, żeby utrzymywał z nimi jakieś kontakty, po prostu chce sprawdzić, czy przetrwali atak wirusa. Columbus ma (wciąż) łeb na karku i przestrzega swoich zasad, które pozwalają mu przetrwać. Przemiłym akcentem są napisy, jakie pojawiają się na ekranie, kiedy chłopak objaśnia te zasady. Nie opiszę, jak wyglądają te napisy, nadmienię tylko, że fantastycznie.
Pewnego dnia Columbusowi udaje się załapać na darmową przejażdżkę z Tallahassee – twardym facetem z wielkim autem i odpowiednim sprzętem. To znaczy z dużą ilością broni. Nowy w drużynie uwielbia dokuczać zombiakom, a celem jego podróży jest odnalezienie ciasteczek Twinkies – towaru wysoce deficytowego w czasach apokalipsy.
Później do tej dwójki przyłączają się jeszcze dwie dziewoje – siostry Wichita i Little Rock. Wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.
Tyle w kwestii fabuły, bo i nie ona jest tu najważniejsza. Film stoi mocnymi scenami i rewelacyjnymi gagami, których tak mi brakuje w pseudo-poważnych filmach. No bo dlaczego by nie postrzelać do zombie, zamiast przed nimi uciekać? Rozwalmy jakieś porzucone auto, opuszczony sklep… Dlaczego? Bo możemy! Zombiakom to i tak nie zrobi różnicy. Tą właśnie myśl z rozmachem wprowadzają w życie Tallahassee (twardziel Woody Harrelson, vide Urodzeni Mordercy) i jego towarzysze.
Zombieland jest rewelacyjną, utrzymaną w klimacie kina drogi komedią. Właśnie taką, na jaką liczyłam po obejrzeniu zwiastuna. Z przyjemnością chcę też zaznaczyć, że w tym przypadku nie działa zasada „widziałeś zwiastun = widziałeś wszystkie dobre sceny filmu”. Przynajmniej mojej ulubionej sceny w zwiastunie nie ma, podobnie jak wielu niezłych tekstów. W każdym razie, film szczerze polecam. Jest dość krwawy, zwłaszcza przy scenach obiadowych, ale niech was to nie zrazi. Ostatecznie to bardzo… odświeżająca komedia :]
no, to ja się w syczniu z Misiomiejem na pewno wybiorę 🙂
Wiiiiidziaaaałam…zdecydowanie pozytyw! 😉 Istotnie, wszystkie dobre sceny się w zwiastunie nie zmieściły najwyraźniej…niecodzienne zjawisko 😀
„Wysyp żywych trupów” – komedia o zombiakach w klimatach angielskich. Dla lubiących angielski humor. Gdzie ucieka młody anglik w momencie startu zombie-apokalipsy? Co kojarzy mu się z wyrażeniem 'bezpieczna przystań’? Oczywiście ulubiony pub (uwierzycie że na Litwie nazywają to klubo-baras?? Poważnie)
„Fido” tym razem po amerykańsku. Apokalipsa w uSA się skończyła, nieumarłych pokonano, sytuację opanowano. Lata 50-te poprzedniego wieku, kraj wraca do normy, ale nie bardzo jest co zrobić z tysiącami zombiaków, bo jakoś głupio je wyzabijać jeszcze bardziej. Więc promuje się pomysł 'przygarnij zombiaka’. Po założeniu na szyję specjalnej obroży truposz wyzbywa się morderczych zapędów i zamiłowania do mięsa pochodzenia dwunożnego. Niektórzy chcą na powrót ukochanego tatusia czy innego dziadka (mimo że trochę taki nieświeży), a niektórzy biorą co jest, bo okazuje się, że takiego trupa można przyuczyć do prostych prac ogrodowych i domowych. Plus carrie ann moss jako Pani Domu, której jedyny syn zaprzyjaźnia się z 'ich’ zombiakiem.
Okazuje się, że na upartego da się zrobić coś innego w temacie, który pozornie śmierdzi zgnilizną. 🙂 Ziom.
Bill Murray był najlepszy w tym filmie. nikt nie gra go lepiej niż on sam 😀