Nie ufajcie temu plakatowi, bo on nijak się ma do treści filmu. I hasło reklamowe też kłamie – Tarantino z nikim się nie spotykał, najwyżej z Guy’em Ritchie, a Cohenowie śpiewali po pijaku w ogródku. Martin McDonagh nikogo nie kopiuje, on tworzy zupełnie nową jakość. Psychopatyczną, dziwną, momentami przewrotną, ale na pewno nową.
O fabule krótko, bo sobie o niej przeczytacie gdzie indziej, możecie też w ciemno iść do kina, jeśli lubicie długie, inteligentne dialogi, odrobinę absurdu, lekki humor i świetne aktorstwo. Wieczne podpity scenarzysta chce stworzyć film o psychopatach. Szuka wszędzie inspiracji, bezczelnie zżynając pomysły innych i przedstawiając je jako własne. Przyjaciel postanawia mu pomóc – na swój lekko powolny sposób.
Wy widzicie kupę skał, ja – idealne miejsce na Ostatnią Strzelaninę
Zanim dobrniemy do ostatnich scen filmu, przeparaduje przed nami korowód dziwaków i psychopatów. Jednak większość opisów filmu nie wspomina o tym, co jest najbardziej przerażające – są oni zazwyczaj bardzo sympatycznymi ludźmi z wszelkimi pozorami normalności. Na nieco podobnej zasadzie opiera się serial Dexter, jednak mój ulubiony pan McDonagh robi to jakoś zupełnie inaczej. Kumpel reżysera porywa psa, należącego do gangstera, a facet się nie patyczkuje i zabija wszystkich, którzy mają coś wspólnego z uprowadzeniem jego pieszczoszka.
Film staje się śmieszny z opóźnieniem, gdy na jaw wychodzą kolejne fakty, które wyjaśniają to, co zdarzyło się wcześniej. Zdarzają się momenty w stylu: aaaaaa, a więc o to chodziło! Ani się obejrzymy, wciąga nas ten specyficzny światek psychopatów, który jest opowieścią w opowieści, mówiącą o opowieści. Nie bójcie się, raczej nie da się w tym pogubić.
Poznasz psychola po króliczku jego…
Miałam przyjemność zapoznać się z większością sztuk teatralnych Martina McDonagha, zobaczyć inne jego filmy (w tym nakręcony również z Farrellem Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj), więc zakładałam, że i tu będzie dobrze. I było. Fantastycznie przerysowane postacie, dziwne, nieco surrealistyczne sceny, masa nawiązań do innych filmów (jednak bez obleśnie oczywistego pastiszu), tylko Farrell taki jakiś drętwy. Z drugiej strony bardzo dobrze wychodził jako człowiek oszołomiony wódką i biegiem wydarzeń…
Nie trzeba być jakimś fanatykiem kina, żeby się dobrze bawić – jeśli nie wyłapiecie nawiązań i aluzji, nic się nie stanie (ja się dobrze bawiłam, a nie jestem jakimś specem filmowym). Reżyser znowu bawi się historiami nierealnymi: w Sześciostrzałowcu była to opowieść o bucającej krowie, tu mamy finałową scenę strzelaniny na cmentarzu. Generalnie po raz kolejny autor chce nam powiedzieć, że należy uważnie patrzeć na rzeczywistość, bo zwyczajne rzeczy mogą być niezwykłe, a niezwykłe – prozaiczne i przereklamowane.
I co, do końca filmu tak będziemy siedzieć i gadać?
Tam, gdzie my widzimy chaos, ktoś może zobaczyć sens. Jedni z nas zobaczą dziwkę w czerwonej sukni, inni – kobietę, która chce nas powstrzymać od zrobienia sobie krzywdy. Zachęca nas do oglądania rzeczy zwyczajnych pod nowym kątem i przestrzega, żeby nigdy, nigdy nie uznawać, że poznaliśmy kogoś do końca. Wierzy, że nawet w najbardziej prozaicznych, zwyczajnych ludziach kryje się niezmierzone bogactwo – czarne i złote myśli, tajemnice i szepty.
Paradoksalnie sceny, które oglądamy jako całkowicie fikcyjne, okazują się być prawdziwymi, a te, które są zwyczajne – wyssane z palca. Kluczem do zrozumienia filmu jest wątek wietnamskiego psychopaty, niesłusznie pogardzany przez krytyków filmu (tak samo, jak w Najpierw strzelaj… osią zdarzeń są rozmowy z karłem – jak się zna modus operandi reżysera, to się wie, gdzie szukać), które właśnie poprzez zupełne oderwanie od fabuły filmu, mówią najwięcej. Co, to każdy powinien się przekonać na własne oczy. I ci, którzy zobaczą ckliwy sentymentalizm i naiwność, powinni obejrzeć film jeszcze raz, bo coś im chyba umknęło.
Konieczność, przebaczenie, odkupienie… czy każdy z nas nie jest swego rodzaju psychopatą, którego obchodzą tylko własne uczucia? Czy ogień nienawiści może stać się płomieniem odkupienia? Jak dużo warta jest przyjaźń i czy faktycznie miłość wszystko wybaczy?
Czasami po prostu najlepsze, co możemy zrobić, to pogłaskać białego królika…
7 psychopatów, 2012
scen. i reż. Martin McDonagh
wyst: Colin Farrell, Sam Rockwell, Woody Harrelson, Christopher Walken, Tom Waits, Abbie Cornish, Olga Kurylenko, Željko Ivanek
Naprawdę ładna recka
Uwielbiam dwa jego poprzednie filmy, szczególnie In Bruges, ten na pewno obejrzę, chociaż pewnie nie raz będę musiała zamykać oczy, bo urpzedzono mnie już o scenach nie na moją wrażliwość