Czarna bezgwiezdna noc – Stephen King

Zdarzyło mi się raz siedzieć na polanie w Gorcach i gapić w nocne niebo. Mleczna Droga waląca po oczach gromadami gwiazd, jedyne źródło światła w okolicy. Z prawej nadciągnęły chmury, tak szybko, jak to tylko jest możliwe w górach. Nie jakieś podstępne, burzowe – ot niebo przykryło się kołderką do snu. Leżałam, wpatrywałam się w niebo i czułam, jak na powierzchnię wydobywa się inna Szyszka. Ta, która zawsze siedziała przykryta dobrym wychowaniem i strachem przed konsekwencjami. I to ona zakrzyczała z radości w ciemne, bezgwiezdne niebo.

King wydobywa na świat demony, które siedzą w każdym z nas. Jest w tym wszystkim tak przeraźliwie wiarygodny i prawdziwy, że po każdym spotkaniu z jego twórczością podejrzliwie patrzę na ludzi wokoło. Ot, parę dni temu wsiadłam do autobusu, kupiłam bilet u kierowcy, a on z uśmiechem zagaił: „O, jak zwykle z książką”. Fakt, stałam z grubaśnym, czarno-okładkowym Kingiem pod pachą, fakt, często tym samym autobusem jeżdżę i fakt, czytam namiętnie podczas jazdy… ale zrobiło mi się strasznie. Szczególnie, że byłam w trakcie lektury opowiadania o seryjnym mordercy-gwałcicielu. Autor byłby zachwycony sytuacją, a szczególnie tym, że zaszczepił mi swoją specyficzną paranoję.

Cztery opowiadania, z których każde spokojnie mogło by posłużyć za scenariusz porządnego thillera. Farmer zabijający swoją żonę dla ziemi, zgwałcona kobieta planująca zemstę, człowiek, który z satysfakcją obserwuje upadek swojego najlepszego przyjaciela, żona wielokrotnego mordercy odkrywająca straszną prawdę po dwudziestu paru latach małżeństwa. Co ich łączy? Ciemna strona Księżyca, zawsze obecna, ale niewidoczna.

Na twórczość Kinga reaguję bardzo emocjonalnie (choć daleko mi do bałwochwalstwa – uważam, że popełnił w swoim życiu też straszne gnioty – na przykład nieszczęsną „Komórkę”). Książkę zjadłam w dwa popołudnia i czasami czułam się, jakby przez moje ramię czytał je ktoś inny. Ten sam ktoś, który z mściwą satysfakcją na pogrzebie ojca koleżanki odważył się pomyśleć, że wreszcie ona „ma za swoje”, bo mi dokuczała. W pewnym momencie podczas lektury na moment przekonał mnie, że „okropny babsztyl” z pierwszego opowiadania faktycznie zasłużył na śmierć, choć tresowany psycholog w mojej głowie krzyczał ostrzegawczo.

Czy mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie zachowałabym się jak napadnięta na odludziu kobieta, która zaufała niewłaściwej osobie i cudem zachowała życie? Czy gdyby ktoś mi dał możliwość wspaniałego życia za cenę nieszczęścia mojego najgorszego wroga, czy nie zawahałabym się na moment? Czy na pewno nie dałabym się zwieść słodkim, lepkim słowom osoby namawiającej mnie do złego? Poszłabym na policję, gdyby mój najlepszy przyjaciel okazał się przestępcą? Nie mam zielonego pojęcia. Wiem, że potrafię być złym człowiekiem i nie udaję, że nie siedzi mi czarna małpa na ramieniu.

W tych opowiadaniach metafizyki jest mało, a nawet ta obecna może być po prostu majakiem szalonego umysłu. King wyraźnie jest zafascynowany łatwością zrobienia komuś krzywdy w dobie powszechnej dostępności do informacji. Zabiera nas z powrotem do Derry, gdzie króluje klaun o szpiczastych zębach. Zostawia nas na środku bezkresnego pola kukurydzy, na poboczu, w kanale ściekowym, u podnóża schodów. Pokazuje palcem ciemność nocy, bez nieba gwiaździstego nad nami, bez prawa moralnego w nas.

Równocześnie mówi, że ciemność nie oznacza zła. Mrok to niekoniecznie szaleństwo, mord i nieprawość, jest on w nas tylko dlatego, że istnieje również światło. Paradoksalnie sprawiedliwości staje się zadość i zostaje w nas promyk nadziei. Tym jaśniejszy, im głębiej zeszliśmy w ciemność naszej duszy.

Książka kończy się tradycyjnym „posłowiem gawędziarza”, jakie King zwykł umieszczać w swoich książkach. Możemy się z niego dowiedzieć, skąd autorowi przychodzą do głowy takie straszne pomysły, dlaczego zwykłe, proste sceny w jego umyśle zmieniają się w koszmary. A może to tylko gra z czytelnikiem? Jeśli chodzi o mnie, to daję się chwycić za rękę i wprowadzić w świat opowieści. Praktycznie za każdym razem.

Stephen King, Czarna bezgwiezdna noc
wyd. Albatros 2011

4 Replies to “Czarna bezgwiezdna noc – Stephen King”

  1. Kinga lubię i to bardzo, więc książkę muszę przeczytać:)
    Pozdrawiam!!

  2. Ajajajaj! King w świetnej pisarskiej formie 🙂
    Musze to mieć!

  3. Zostałyście nominowane do zabawy w : One Lovely Blog Award

    1. Dziękujemy, jak tylko się ogarniemy to poślemy dalej 😀

Dodaj komentarz