Nocne życie – Dennis Lehane

okładka nocne życie

Dennis Lehane ujął mnie przed laty Rzeką Tajemnic, którą najpierw przeczytałam, a potem obejrzałam zagraną tak, że mi szczęka opadła (bo wiecie, ja kocham Tima Robbinsa). Gdzieś mi się tam o oczy obiła Wyspa Tajemnic (autor chyba ma pecha do tłumaczy, ciągle robią z niego tajemniczego gościa), że to też jego. Pamiętając moje uczucia po poprzednich historiach, tę wzięłam w ciemno, choć czasy prohibicji tak średnio mi podchodzą. I rany, co to była za przygoda!

Pierwsze wrażenie? Połączenie Sin City ze Skazanymi na Shawshank, podlane Ojcem Chrzestnym i Nietykalnymi. W dodatku z każdego bierze to, co najlepsze i przekuwa je w zupełnie nową jakość. To coś Pereza-Reverte napisane przez Stephena Kinga i poprawione przez Chandlera. Jednak nie myślcie sobie, że autor naśladuje któregoś z nich – po prostu ta powieść eksplodowała we mnie wszystkim tym, co kocham w literaturze z nutką sensacji.

Nasz bohater, Joe, jest synem kapitana policji i równocześnie jest typową czarną owcą. Para się gangsterką, na co prawda nieszkodliwym poziomie (ot, rabunki na zlecenie, dawniej przewracanie kiosków, tu kogoś postraszyć – żadnej mokrej roboty), ale mimo wszystko balansuje na krawędzi życia i śmierci.

Opowieść w sumie jest prosta i dotyczy tego, co większość historii mafijnych: zdobywania coraz większej potęgi przez jednostkę, jej upadków i kolejnych wzlotów. I choć to, co robi Joe, do najmilszych nie należy, to mu się kibicuje. Głównie dlatego, że faktycznie zasługuje na szacunek, niczym prawdziwy ojciec chrzestny, a może dlatego, że soczysty i aksamitny zarazem styl Lehane wdziera się w człowieka, w jego duszę i sieje tam spustoszenie.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak brakowało mi ładnych książek. Ładnych, z opisami tak kryształowymi, precyzyjnymi i zarazem prostymi, z dialogami od razu brzmiącymi w głowie, z upałem wylewającym się z kartek, dymem cygar i swądem spalonego prochu. No i z rumem, który jest również bohaterem książki, niewidocznym i wszechobecnym.

Lehane tworzy postacie, w których zakochujemy się od razu. Mają twarz, charakter, gesty, a nawet zapach. I jeszcze jedno, co jest dość charakterystyczne dla tego autora: mamy silnych, rozsądnych mężczyzn, w których coś wewnątrz pęka, a ich upadek jest straszny i bolesny. A ja ryczę nad książką, bo choć dzieje się źle, jest to napisane w tak przejmujący, wyważony sposób, że nie mamy uczucia zdrady (jak to bywa w przypadku choćby Martina czy Kay’a), a raczej czujemy się dumni, mogąc być przy tym człowieku do końca.

Upadków zobaczymy sporo, dowiemy się, jak nisko można upaść, nie tracąc przy tym resztek człowieczeństwa, poznamy kobiety, o które warto walczyć, wspaniałe, warte tego, by je nosić na rękach w czasach pokoju i powierzyć im broń, gdy trzeba walczyć o swoje. Pojedziemy na Kubę, trafimy do więzienia, będziemy wdychać dym ze spalonych przez Ku Klux Klan krzyży. I to wszystko w niecałe cztery popołudnia, bo książkę czyta się szybko, a każda sesja zostawia nas z przyjemnym uczuciem sytości.

Dennis Lehane: Nocne życie
wyd. Prószyński i s-ka, 2013

One Reply to “Nocne życie – Dennis Lehane”

  1. Czytalam te same ksiazki, co Ty i z najwieksza przyjemnoscia siegne po kolejna piora Lehane. Swietnie kresli sylwetki swoich bohaterow i zachwyca mnie atmosfera, ktora udaje mu sie wysmienicie odmalowac na stronach ksiazki.

Dodaj komentarz