Dotyk Julii – Tahereh Mafi

ShatterMe

Jak już nie raz i nie dwa wspominałam, mam słabość do ładnych okładek. A jeśli jeszcze przedstawi mi się je w postaci estetycznego, pomysłowego zdjęcia książki z takąż okładką… Co tu dużo mówić – zapraszam na ciąg dalszy eksperymentu sprawdzającego czym interesuje się Tumblr.

Setki pięknych zdjęć nie pomogły Czerwonej królowej stać się dobrym i przyjemnym czytadłem, zaczęłam więc szukać czegoś innego. Czy też raczej spróbowałam wybrać coś z tego morza zachwytów i obietnic. Ostatecznie przed dwoma dniami wybór padł na Shatter me Tehereh Mafi, jakże odkrywczo przetłumaczone jako Dotyk Julii (tak, wiem, że Roztrzaskaj mnie nie brzmi dobrze, ale jak się nie da czegoś przetłumaczyć ładnie i zgrabnie, to zawsze można zostawić oryginalny tytuł; i tak, Ustawa o Ochronie Języka Polskiego jest fajna, ale nie darzę jej bezgraniczną miłością).

W wielkim skrócie: mamy świat po jakiejś klęsce urodzaju, którym to światem na dobrą sprawę rządzi wojsko. Mamy też Julię, której dotyk zabija. Właściwie przez całą pierwszą część tej trylogii nie zostało do końca wyjaśnione jak zabija, a w każdym razie ja mam niedosyt wyjaśnień, ale przyjmijmy po prostu, że nie tykać panny i już, bo więcej niczego nie tykniemy.

No, to zaczynamy!

Zapraszamy do domu wariatów, w którym to Julia została zamknięta, bo, jak twierdzą absolutnie wszyscy, jest szalona. I wiecie, co jest w tym najlepsze? Że Julia faktycznie nie sprawia wrażenia osoby do końca poczytalnej. I tutaj kłaniam się przed Autorką, bo język, jakim się posługuje – czy też jakim posługuje się Julia, bo narracja jest pierwszoosobowa – rewelacyjnie oddaje stan dziewczyny. Julia nie jest głupia (chyba policzę, ile razy napisałam tak o jakiejś kobiecej postaci), jest za to zaszczuta i z wiadomych przyczyn zupełnie pozbawiona cieplejszych kontaktów z jakąkolwiek istotą ludzką, co ma swoje konsekwencje w sposobie myślenia dziewczyny i w jej zachowaniu. I między innymi za tę konsekwentność Dotyk Julii zyskał moją aprobatę.

Żeby jednak nie było zbyt różowo: świat powieści jest w większości momentów uproszczony i naiwny aż do bólu, podobnie jak wiele rozwiązań fabularnych. Już nawet nie czepiam się tego, że rządzące wojsko chce wykorzystać Julię do własnych celów (ani w jaki sposób ją do tego przekonuje), ale większość z tego, co główni bohaterowie tu odstawiają, nie miała prawa im się udać.

A właśnie, bohaterowie…

Przez ponad dwie trzecie książki jest ich troje. Poważnie, tylko ta trójka i żadnych postaci pobocznych oprócz tych z kategorii „żołnierz zabity twarzą do dołu”. Z jednej strony było to pewnym zaskoczeniem, bo przecież musi gdzieś się plątać przyjaciel z dzieciństwa czy inna młodsza siostra… Ale z drugiej strony brak tych „przyczepek” jest zupełnie logiczną konsekwencją sytuacji, w jakiej znalazła się Julia. Tutaj nie mam zatem na co narzekać.

Wyczuwacie już trójkąt miłosny, prawda? Właściwie nie ma innej opcji, jeżeli mówimy o YA, w którym przez znaczną część książki przewijają się ledwie trzy postaci – jedna dziewczyna i dwóch chłopaków. I wiecie co? Tutaj podoba mi się ten układ. Nie powiem dlaczego, a w każdym razie nie zrobię tego publicznie, bo to byłby już znaczny spojler. Powiem tylko, że zęby nie bolały od czytania o tej trójce…

Bolały natomiast od tego, że praktycznie każdy facet, jaki pojawiał się choć na moment na kartach powieści, miał ochotę na Julię. Każdy. Ci, którym dano dojść do głosu, tylko to potwierdzali. Serio, co ja czytam? To już było. W Zmierzchu. Starczy!

Dobrze, nie do końca „starczy”, bo przede mną jeszcze dwa tomy (i bodajże dwa opowiadania), które mam zamiar przeczytać. Dlaczego? Bo Dotyk Julii czytało mi się piorunem, bez znudzenia i zmęczenia. Bo sama Julia jest całkiem w porządku, a wręcz ma przebłyski bycia lepszą, niż tylko „w porządku”. Bo podoba mi się sposób, w jaki książka zakwalifikowana jako Young Adult ociera się o granicę z New Adult (aczkolwiek szlag mnie trafia, gdy po raz kolejny nie dane jej jest przekroczyć owej granicy). Bo w swojej naiwności ta historia jest bardziej zabawna, niż żenująca. Jeszcze. Zobaczymy, co będzie później… W każdym razie Dotyk Julii sprawdził się jako niezobowiązujące, odprężające czytadło, i jako takie mogę spokojnie go polecić 🙂

Tahereh Mafi – Dotyk Julii, Wydawnictwo Otwarte, 2014

15 Replies to “Dotyk Julii – Tahereh Mafi”

  1. Ptaszki internetowe ćwierkają, że najlepsza jest „Destroy me” (ciekawi jaki będzie polski tytuł, Francuzi poszli w „Nie opieraj mi się”).

    1. Aaa, zapomniałam o tym… A miałam przeczytać po pierwszym tomie! Dobra, przeczytam po drugim, trudno.
      Tytuł francuski bardzo smakowity, zwłaszcza że mam podejrzenia, do czego może się odnosić. Idąc po skojarzeniach, polski mógłby brzmieć „Opór Julii” 😛

      1. Czy to oznacza, że „Ignite me” będzie się nazywało po polsku „Zapłon Julii” :P?

        1. To w dalszym ciągu ja, Ania, tylko nie mogę się zalogować z tajemniczych powodów.

          1. Co złego to nie ja! 😉

            „Zapłon Julii” 😀 😀 😀 Ewentualnie „Odpał Julii”? 😀

  2. Już, już, już miałam dać książkę, do chcę przeczytać… znowu. Dlaczego znowu? Bo książka chyba z milion razy lądowała w „chcę przeczytać” i milion razy ją stamtąd kasowałam. Ta okładka jest boska i z każdą recenzją dodawałam i usuwałam. No i u Ciebie już ją miałam dodać i nagle jak mi przywaliło w ryło, to łzy w oczach stanęły, oddechu brak, żołądek się skręca, odruch wymiotny się włączył. Trójkąt miłosny i każdy facet leci na Julię. Ile ta Julia ma lat i ile lat mają „adoratorzy”. Bo nie chcesz mi powiedzieć, ze lekarze, wojskowi, przechodnie, kierowca autobusu, to wszystko dwudziestopięciolatkowie! A się zeźliłam!! Poważnie 😀 Bo już myślałam: dobra, przeczytam, mam dość dodawania i usuwania tej książki. No i mi przywaliłaś XD

    1. Powiem tak – trójkąt miłosny jest znośny, aczkolwiek byłby o nieeebo lepszy, gdyby Ten Drugi faktycznie miał te 35 lat, jak sobie w pierwszej chwili pomyślałam (a ma o wiele mniej, niestety, co czyni go średnio wiarygodnym).
      Bronić specjalnie tej książki nie będę – mi się całkiem podoba, czyta się szybko, z tym że ja pewnie mam większą tolerancję na słabe trójkąty (tutaj pomaga, że sceny z Julią i Tym Pierwszym są niczego sobie :3). A całą historię mogę Ci przy okazji opowiedzieć xD

      1. Z tego co kojarzę, to główna bohaterka jest nastolatką 🙂 Czy Ty chcesz szerzyć pedofilię, że chciałaś ją spiknąć ze „starcem”? XD
        Opowiesz! Tak, opowiesz XD A ja Ci opowiem o serii Lux XD Na bank się skusisz XD

        1. Tam zaraz pedofilię 😛 A poważnie to rozchodzi mi się głównie o to, że przez młodziutki wiek Tego Drugiego, jego zachowanie i to, jakie emocje wzbudza, jest dla mnie niezbyt wiarygodne i nie potrafię się poczuć chociażby nieswojo przez jego poczynania (a takie, jak sądzę, było ich zadanie).

          No, to umowa 😀

  3. Od dawna leży sobie na czytniku i czeka, aż w końcu się za nią zabiorę. Ciesze się, że Ci się podobała, bo ja też liczę na przyjemną lekturę 🙂

    1. Jako że jestem już po lekturze drugiej części, to zaznaczę: pierwsza, owszem, mi się podobała, ale druga… Ojjj, im dalej, tym gorzej. To tak tylko w ramach uzupełnienia opinii 😉

  4. Oj spokojnie znalazła by się tona książek innych niż Zmierzch, w których dosłownie wszyscy mają ochotę na główną bohaterkę. Stworzenie historii bez napalonego, męskiego haremu w tle jest praktycznie niedopuszczalne w obecnych czasach! Trochę zniechęca mnie to do Dotyku Julii, chociaż zaintrygowałaś mnie możliwością bezdotykowego trójkątu miłosnego…

    1. Wieeem i wciąż uparcie szukam jakiejś historii, w której ktoś zastosował właśnie ten niedopuszczalny trik i dał sobie spokój z haremem 😛

      Natomiast jeśli do przeczytania „Dotyku Julii” miałaby Cię zachęcić jedynie wizja bezdotykowego trójkąta miłosnego… to mocno się zawiedziesz w kwestii bezdotykowości 😉

  5. Dotyk Julii to jedna z moich ulubionych serii! I na poczatek, to tak, tłumaczenia tytułów są okropne i lekko naprowadzaja nasze skojarzenia co do książek na tory tandetnych romansideł. Ja w każdym razie byłam trochę sceptycznie nastawiona i bardzo mile się przekonałam po przeczytaniu pierwszej części, a po przeczytaniu kolejnych się zakochałam. 🙂 W pierwszym tomie Julia z deka irytuje ale w kolejnych naprawdę da się lubić i za to między innymi tak polubiłam tą serię, że autorka tutaj nic nie pomija, nic nie dzieje się bez przyczyny i całe perypetie trójkąta miłosnego są zrozumiałe od początku do końca.
    I jak, i jak, przeczytałaś kolejne części, jestem strasznie ciekawa twojej opinii:)

    pozdrawiam, Ola.

    1. Olu, przeczytałam jeszcze drugi tom, ale mam nieco inne odczucia, niż Ty 😉 Mam zastrzeżenia do prowadzenia fabuły i nie jestem przekonana co do tego trójkąta, choć czytało się wszystko wciąż bardzo szybko i płynnie. Wkurzyłam się natomiast na samiutkim końcu, bo TA sytuacja, a raczej to, jak Julia z niej wybrnęła, była tak bardzo naciągana, że aż mi było źle. I chyba przez to, że kompletnie nie umiałam uwierzyć w logikę poczynań ojca Warnera, nie umiem się teraz zabrać za trzeci tom… Ale wciąż mam plan do niego wrócić 😉

      PS. Ale oryginalne okładki wciąż ubóstwiam :3

Dodaj komentarz