Kontrolerzy / Kontroll (2005)

Wspominałam już, że mężczyzna mój raz w miesiącu ma prawo przymusić mnie do kina „wyższych lotów”, cóż, nie będę ukrywać, że jestem z tych, którzy zaczynają gryźć w momencie, w którym macha się im przed nosem „sztuką” *. Niemniej chcę Wam przedstawić film, od którego się to wszystko zaczęło… zapraszam na przejażdżkę metrem.

Do metra mam sentyment od czasu brytyjskiej produkcji „Tube Tales” i „Nigdziebądź” (z małą przerwą na „Metro” śpiewane). Metro mityczne, metro niezwykłe, żyjące własnym życiem. Nimród Antal wpadł na genialny w swej prostocie pomysł: jak wygląda codzienność stróża porządku w tej niby zwyczajnej, a tak magicznej krainie, jaką jest metro?

Kontrolerzy są podzieleni na małe grupki, brygady działające razem. Jest to konieczne, gdyż wbrew pozorom sprawdzanie biletów to zadanie trudne i niewdzięczne – wie o tym każdy, kto przynajmniej raz w życiu widział scenkę z osobnikiem bez biletu. Płacz, agresja, pyskówki, cwaniactwo są na porządku dziennym. Nasi bohaterowie starają się dobrze wykonywać pracę, ale czuje się ich zniechęcenie i zmęczenie.

Praca „kanara” jest tłem dla historii Bulcsu, który… nie wychodzi „na górę”. Jego wątek jest nieco metafizyczny, przeplata się z wątkiem kryminalnym filmu, przez co niektórzy z uśmiechem porównują go do „Podziemnego kręgu” (Fight Club).  Nie jest to jakaś głęboka metafizyka, czasem wręcz razi oczywistością symboliki, jednak nie to według mnie stanowi największą zaletę filmu.

Symbolika symboliką, pal ją sześć, w tunelach grasuje morderca. Młody człowiek w skórzanej kurtce i czarnym kapturze, który wrzuca ludzi pod koła pociągu. Jest też bezczelny wyrostek, który płata figle kontrolerom. Złapanie go jest sprawą honorową, gdyż łobuz wymyka się za  pogoni i wywołuje (dosłownie) pianę na ustach pracowników metra. Mamy dziewczynę, która w stroju misia jeździ pozornie bez celu od stacji do stacji. Jest motorniczy, który mieszka w swojej kabinie, jest narkoleptyk zapadający w sen gdy się zdenerwuje, jest alfons z dziewczynkami i mały piesek. Wszystkie historie splatają się w dziwny, ni to zabawny, ni to tragiczny obraz codzienności Budapesztu.

Film ogląda się niesamowicie przyjemnie, mnie zachwyciły na przykład kurtki pseudoskórzane, wypisz-wymaluj, jak mój tata nosił 15 lat temu, ciekawe, wyraziste twarze, wręcz brzydkie w porównaniu do gładkolicych typusiów z filmów amerykańskich, ale takie… prawdziwe. Ze zmarszczkami, nierównościami, zmęczeniem i wiekiem. Bohaterowie często wdają się w bójki, więc chodzą poobijani i zakrwawieni, ale nie w seksowny, „szklanopułapkowy” sposób, ale taki zwyczajny, ludzki. Równocześnie jest w nich coś naprawdę… pięknego.

Piękne są też plenery. Tak, te ciemne, brudne korytarze metra, niekończące się schody, zakamarki, tunele. Budzą pradawną tęsknotę za jaskinią i lęk przed trzewiami ziemi, w których czają się potwory. Równocześnie są łonem matki, która chroni nas w ciepłej ciemności. Tunele to miejsce, gdzie rodzi się zło i sprawdza się odwagę, walcząc ze smokiem, którym najczęściej jest własny strach przed nieznanym. Są schronieniem przed zewnętrzem, ale też pułapką. Miejsca, które w jednych scenach są tak zwyczajne, potrafią budzić grozę w następnych ujęciach. Film jest świetnie zrealizowany i ma rewelacyjną ścieżkę dźwiękową. O aktorstwie się nie wypowiem, bo nie mam pojęcia, jak mówią Węgrzy na co dzień, więc równie dobrze aktorzy mogli grać jak kołki a i tak by mi się podobało.

Obejrzałam, nieco przymuszona i film mnie zachwycił. Na tyle, że z pełnym zaufaniem mężczyznę mojego obarczyłam garbem zmuszania mnie do produkcji, które on uważa za ciekawe. Na razie wychodzę na tym bardzo dobrze.

* winę ponosi jedna z moich przyjaciółek, która patykiem nie tknie czegoś, co nie dostało 9/10 punktów przyznanych przez jakiś zramolałych ekspertów od kultury. Nie chcecie widzieć naszej kłótni…

Kontrolerzy (Kontroll), Węgry 2005
reż. Nimród Antal;
wyst. Sándor Csányi (Bulscu);Zoltán Mucsi (Profesor) i inni.
muzyka Neo

3 Replies to “Kontrolerzy / Kontroll (2005)”

  1. Potwierdzam, film jest świetny. Obydwoje z mężem byliśmy zachwyceni, choć mamy raczej odmienne gusty filmowe.
    Noworoczne serdeczności!

  2. A gdy byłem w Budapeszcie specjalnie zszedłem do podziemia pooglądać tych sympatycznych kanarów. Oni chyba faktycznie chodzą w grupach, a na pewno conajmniej w parach. Widziałem kilku, w tym jednego fenomena z rękami do kolan 🙂 Ot, węgier.
    Zaś co do filmu, to mnie również przypadł do gustu. Swietnie zauważyłaś, że to coś innego.
    Z ciekawostek mogę powiedzieć, że następny film pana Antala też daje radę, ale w trochę inny sposób – to „Predator kontra Pianista” znany jako „Predatorzy”.

  3. Mnie również się ten film bardzo podobał. Humor, kryminał, metafizyka – podobało mi się, jak to wszystko się przeplata.

Dodaj komentarz