Łowcy smoków (2008)

Za oknem pada, na ekranach kin średnio, w książkach mi się mordują (jak również ja się nad książkami morduję, a dokładnie nad jedną), pora więc na bajkę. I to nie z gatunku „zabawa z konwencją” w stylu Shreka, ale bajkę – bajkę. Taką ze smokiem, rycerzem i księżniczką.

Księżniczka co prawda jest mocno nieletnia i główkę ma pełną wzniosłych opowieści, rycerze są łowcami potworów, którzy głównie przepędzają robaki z pola kapusty, ale smok jest jak najbardziej smoczy, straszny i śmiertelny. Pustoszy gadzina królestwo i niebawem nabierze mocy tak strasznej, że zniszczy cały świat. Stawi mu czoło naiwna dziewczynka, Zoe,  w towarzystwie dwójki włóczęgów: Gwizda i Lian-chu oraz dziwnego pso-stwora Mamulara.

Historyjka jest prosta, o pokonywaniu smoka. I własnego strachu, skłonności do wygody czy chciwości. Nie wyróżniała by się niczym na tle podobnych produkcji, gdyby nie to, że jest absolutnym cudem wizualnym.

Świat, który w całości składa się z unoszących się w powietrzu wysp, kamyczków, fragmentów starych budowli, planetek, które aż proszą się o Małego Księcia, wszystko tak inne od produkcji amerykańskich czy japońskich. Widać wyraźnie, że Europa ma coś do powiedzenia, jeśli chodzi o budowanie klimatu. Stary, rozpadający się świat, olbrzymie przestrzenie nie dotknięte stopą ludzką, dzikie zakątki , gdzie gwiazdy są nie tylko nad głową, ale i u stóp. Potwory złożone z dymu, strachu i nietoperzy. Śmiech opierający się na dynamice, a nie tylko na gierkach słownych.

Prostota opowieści nie razi, gdyż jest pozbawiona żenującego patosu rodem z „Hameryki”. Nie ma tu przedługich „mów motywacyjnych”, nie ma zaskakującej przemiany połączonej z rzępoleniem skrzypiec w tle (za to jest przedziwne szaleństwo – serio, takiego pokręcenia dawno nie widziałam). Historia stoi klimatem, a nie morałem, opowieścią, a nie humorem.

No i jak tu się nie zakochać?

Oglądałam film dwa razy, w wersji angielskiej i polskiej. Muszę przyznać, że choć zazwyczaj wolę wersję rodzimą, to w tym przypadku wersja angielska brzmiała o wiele lepiej, była też bardziej dowcipna i jakaś taka… żywa. Za to w polskiej mamy do czynienia z prawdziwymi gwiazdami i czuje się profesjonalizm wykonania. Cóż jednak z tego, jeśli dialogi są nieco drewniane? Polecam niestety wersję angielską (choć i tak ukradkiem pomacham polską flagą, a co!).

Muzycznie – bajerka. Melodia z przepędzania gąsienicy z pola prześladowała mnie cały poranek, zmuszając do podrygiwania do rytmu. Inne utwory rewelacyjnie budują klimat i z przyjemnością się ich słucha nie tylko podczas seansu. Nie ma to jak melodia z owcą w tle!

Owca!

Niebanalna, choć prosta bajeczka, idealna na depresyjny, listopadowy wieczór jako lekarstwo na doła.

Łowcy smoków (Chasseurs de dragons)
Francja, Luksemburg, Niemcy 2008;
reż. Arthur Qwak, Guillaume Ivernel;
scenariusz Frédéric Lenoir, Arthur Qwak;
głosy wer. polska: Krzysztof Globisz, Krzysztof Tyniec oraz Janusz Marian Palikot (tak, TEN Palikot)

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Łowcy smoków (2008)"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
pablo vel podsluch
Gość

Hmmm Brzmi świetnie… tylko dlaczego ja o niej nie słyszałem? Dziwne… Zaraz zbadam po ile leci na DVD;)

vampire_slayer
Gość

Te wszystkie bajki to teraz tak błyszczą z ekranu. :]

phoca
Gość

„How to Train Your Dragon” też jest niezłe, choć hamierykańskie :P. Mocną stroną filmu jest smok zwany Night Fury oraz jego chłopiec, Hiccup (tak, Czkawka). Smok jest epicki :))) i zdumiewająco przypomina mojego kota Gulasza… :)))

Czekolada
Gość

Kusi mnie ten film, dawno temu czytałam książkę i trochę się boję, bo mam po niej jak najlepsze wspomnienia.

A co do Łowców Smoków to kiedyś przybiegł do mnie mój starszy brat razem ze swoją narzeczoną, wcisnęli mi ten film w łapki i nakazali obejrzeć. Bardzo mi się podobał, koniec szczególnie uroczy 🙂
Hm, to może teraz pokuszę się o wersje angielską.

Cedrik
Gość

Oglądałem 🙂
Zniewalająco miły film ^^

wiedźma
Gość

Uwielbiam tę bajkę, za jej niebanalnośc, brak owego hamerykanizmu oraz Zoe, najbardziej fanowską fankę rycerza Gotyka! Nieziemsko!

wpDiscuz