Magia kąsa – Ilona Andrews

Obok ruin koncernu Coca-Coli znajduje się teraz Zaułek Jednorożca, gdzie melinują najgorsze szumowiny i odpady. Najlepiej dojechać tam konno, gdyż samochody napędzane wodą i magią mogą się łatwo zepsuć przy kolejnym wyładowaniu mocy. Dobrze by było ominąć zarówno Kasyno rządzące przez Panów Umarłych, jak również tereny należące do Gromady Zmiennokształtnych. Niestety – jesteś najemniczką i tropisz zabójcę swego rycerza-opiekuna, więc najprawdopodobniej narazisz się im wszystkim …

Przyznaję – dawno nie widziałam takiego pustego tekstu jak ten, który zdobi okładkę. Znakomite i niepokorne dark fantasy? Z dawką humoru? Opis – wytrych pasujący do praktycznie każdej książki, która mniej więcej w kategorię się wpisuje. Książki, o której nie można nic więcej powiedzieć, a chce się ją komuś koniecznie wcisnąć. W dodatku jakie „dark”, moja wiedza mówi mi o „urban”, co z hasłem „dawka humoru” daje niepokojącą kombinację „Załatwiaczki” z „Prawami i powinnościami”, Pratchettem podszytego pociotka „Zmierzchu”. A koleżanka, która, zmylona lwem na okładce, zapytała, czy czytam „Opowieści z Narnii”, bynajmniej nie pomogła.

I dziękuję wszystkim siłom natury i genetyki, które obdarzyły mnie nosem do książek, bo inaczej nie sięgnęłabym po kąsającą pannę Kate i jej Zabójcę – a tak spędziłam fascynujące dwa dni w dobrze skonstruowanym świecie, z bohaterką z krwi i kości,  z postaciami, które zdają się oddychać i ciekawie zakręconą zagadką kryminalną. Małżeństwo Gordonów, ukryte pod pseudonimem, posiada niezwykły talent, którego niestety brakuje wielu pisarzom: talent „wrzucania” czytelnika w gotowy świat bez nużących kawałków w stylu „o, a teraz ci wszystko opowiemy”,  z bohaterem, który ma przeszłość niekoniecznie podaną na tacy – misternie uplecione dialogi i opisy dają wyraźnie odczuć, że bohaterka swoje przeżyła. Mało tego: miałam wręcz wrażenie, że czytam dalszy ciąg czegoś, jakby drugą część historii, która przypomina czytelnikowi co się działo wcześniej, jednak nie tak, by mu zepsuć przyjemność czytania części poprzedniej, a wszystko to stopniowo buduje bogaty i ciekawy świat, gdzie przenikają się magia i technika, o dziwo – nie jest to obraz postapokaliptyczny w stylu Mad Maxa czy cyberpunka, choć trochę przypomina światy Rogera Zelaznego.

Bohaterka może i jest pyskata, choć ja to odebrałam jako „wie, czego chce””. Czytałam i nie widziałam panny, która zawsze idzie w poprzek, bo ma jakieś problemy ze swoją osobowością i autorytetem, raczej widziałam kobietę pewną swej siły, grającą według twardych reguł, postępującą logicznie i konsekwentnie. Kate wzbudziła nie tylko moją sympatię, ale i szacunek, co rzadko się zdarza w przypadku postaci kobiecych.

Narracja jest dużym plusem książki. Zrozumiałe opisy walki, wyjaśnienia mechanizmów czarów, ciekawe, rozbudowujące świat opisy… wszystko to sprawia, że człowiek nawet nie wie, kiedy skończy czytać. A potem, po zamknięciu książki ze zdumieniem odkrywa, że autorzy, choć powiedzieli tak dużo, jednak przemycili kilka tajemnic. To mnie zachwyciło, że właśnie nie wyjaśnianie sekretów jest najważniejsze w tej książce, nie dlatego ją połknęłam, tylko sama akcja, poznanie  świata, opisy rytuałów magicznych, walk… no nie, to trzeba przeczytać!

Zachęcam, drodzy czytelnicy – dajcie się porwać pannie Kate i jej tajemniczej mocy, poznajcie Zmiennokształtnych z ich niesamowicie… pociągającym przywódcą, wyruszcie w śledztwo uzbrojeni w m-skaner i nieodłączny miecz, obrońcie się przed niezwykłymi wampirami (te opisy anatomiczne! bajera!), biegnijcie do księgarni, bo przygoda dopiero się rozpoczyna…

„Magia kąsa”, autorstwa Ilony Andrews, ukazała się nakładem Fabryki Słów.

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
HomelessTsundereSzyszkaCyźWilkGrzegorz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
destree
Gość
destree

Mniam mniam, palce – czy raczej oczy?- lizać, upoluję i przeczytam tym chętniej, że Szyszka pochwaliła. Potknęłam się ostatnio o parę gniotów i takie obrażone ble we mnie tkwi chwilowo, które należy jakąś zjadliwą lekturą przegonić… 🙂

Grzegorz
Gość

A ja czytam obecnie „Kto sieje wiatr… Opowieść żołnierza dywizji SS ‚Totenkopf'”. Chwilowy przesyt fantastyką trwa…

Wilk
Gość
Wilk

Oho, brakowało mi do poczytania czegoś ze świata Shadowruna.
Niestety ja chyba w tym przypadku nie wykazałbym się „nosem”, bo obok takiej okładki przeszedł bym obojętnie gdyby wcześniej ktoś mi tej książki nie polecił.
A tak książeczka może czuć się polecona a ja mogę z czasem zacząć się za nią rozglądać 🙂

Cyź
Gość
Cyź

W życiu nie sięgnąłbym po takie coś, gdybym nie przeczytał tej recenzji. Fabryka ma czasem tak nierówny marketing, że omg…

HomelessTsundere
Gość
HomelessTsundere

No trochę się zawiodłam na tej książce. Generalnie nie była zła, ale jakoś specjalnie wciągająca też nie. Fabuła obrzydliwie przewidywalna. Zero zaskoczenia i to chyba najbardziej mnie zraziło. Oprócz tego zakończenie, które nie jest zakończeniem tylko najprawdopodobniej zapowiedzią drugiego tomu. Ja lubię jak zakończenie jest puentą dla całej historii, żeby w ogóle mogła być historią, a nie zwykłym ciągiem przyczynowo-skutkowym. No i jeszcze te niemoralne propozycje składane Kate co kilka stron. Tym i kilkoma brutalnymi opisami jak mniemam miało się objawiać to „dark fantasy”. Jak dla mnie to wcale nie tworzy klimatu. Na koniec mojego zrzędzenia dodam, że męczy mnie… Czytaj więcej »