Wampiry nie istnieją. (Istnieją, ale nie są ani bezmózgimi, krwiożerczymi maszynami do zabijania, ani eleganckimi dżentelmenami, ani tym bardziej nie błyszczą się w słońcu.) Wilkołaki nie istnieją. (Istnieją, ale pełny księżyc rządzi nimi tylko do pewnego stopnia, a ludzkie mięso jest potrzebne, ale nie niezbędne.) Magia nie istnieje. (Istnieje, ale tutaj nazywamy ją Siłą). Istnieje dobro i zło, biel i czerń. (Oczywiście, że istnieje, podobnie jak Jasność i Ciemność, choć nie zawsze można traktować te słowa jak ich synonimy.) Nie ma między nimi szarości. (Jest. Jest między nimi ogromna wręcz szarość, którą tworzy każdy z nas, codziennie).
Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Światła. [Nocny Patrol]
Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Ciemności. [Dzienny Patrol]
Siergiej Łukjanienko urodził się w Kazachstanie, a po rodzicach dostała mu się mieszanka krwi tatarskiej, ukraińskiej i rosyjskiej. Z wykształcenia jest psychiatrą, ale ludzie kochają go za to, że jest pisarzem. W dodatku pisarzem dobrym i całkiem płodnym, bo także w Polsce możemy przebierać w jego książkach – do wyboru mamy jego opowiadania, drukowane w antologiach i w czasopismach, jeden zbiór opowiadań, odrębne powieści oraz kilka cyklów powieściowych. Skupię się na jednym z tych ostatnich, bo (na razie) tylko z nim miałam przyjemność, a będzie to cykl o Patrolach.
Każda z patrolowych książek dzieli się na trzy części – trzy opowieści. Pierwszą część pierwszej książki przeczytałam już dawno i, jak to czasami ze mną bywa, odłożyłam ją „do późniejszego przeczytania”. Nie dlatego, że była zła (była bardzo dobra), po prostu tak czasami mam. Zdarza mi się również zrobić to, co zrobiłam i z Nocnym Patrolem – potrzebny był przypadek, a raczej okazja, która popchnęła mnie z powrotem do nadgryzionej, a niedokończonej książki. Tutaj taką okazję stanowił zakup czytnika (o czym pewnie napiszę trochę więcej w późniejszym czasie), bo w wersji papierowej mam tylko pierwszy tom cyklu. Pozostałe trzy osiągają dość zaporowe ceny na Allegro, jak to unikaty mają w zwyczaju, piąty nie został jeszcze przetłumaczony z rosyjskiego, a szósty napisany.
Gdybym chciała w jednym zdaniu naprowadzić was na to, o czym właściwie jest ta seria powieści, zabrzmiałoby to dość banalnie. Na początku tej notki nakreśliłam nieco rozmyty obraz tego, jak wygląda świat przedstawiony – nie tak, jak sobie to wyobrażamy. Istnieje w nim więcej, dużo więcej… No i proszę, brzmi banalnie, prawda? A jednak Łukjanienko stworzył cykl, który będzie się bronił przed banalnością, przed wrzucaniem go do jednego wora z wieloma innymi, opartymi na podobnym schemacie. Czym się będzie bronił? Wszystkim, co posiada.
Gdyby rozebrać powieść na czynniki składowe, mielibyśmy: postacie, świat, fabułę. Dla mnie to są trzy podstawowe składniki, pomagające w porównywaniu ze sobą różnych książek. Ta miała płytkich bohaterów, ale za to akcja gnała jak dzika, a w tamtej dialogi były sztywne i naciągane, choć wizja świata była intrygująca. Tak, upraszczam, ale gdybym nie upraszczała, zaraz zaroiłoby się tutaj od spojlerów, a tego z pewnością nie chcemy. Zwłaszcza, że za mną już wszystkie wydane po polsku cztery tomy cyklu… A zatem, upraszczając – czym broni się ten cykl Łukjanienki i dlaczego broni się wszystkim? Przyłóżmy go do zaproponowanej przeze mnie miarki.
Mamy postacie: dobre i złe, niepewne i zdecydowane, takie, którym nie udaje się być dobrymi, albo nie udaje się być złymi. I sęk nie w tym, że nigdzie wcześniej takich postaci nie spotkaliśmy, a w tym, że spotkanie właśnie z tymi bohaterami jest ciekawe, wyzwala emocje, całkiem silne, nie zawsze pozytywne. Nie pałam specjalnym sentymentem do Antona, wokół którego obracają się historie z Nocnego Patrolu, ale chętnie poznaję tych, z którymi on pracuje, z którymi przyjdzie mu walczyć. A to już całkiem skutecznie skłania mnie do przewracania kolejnych kart opowieści.
Mamy świat: nasz, podzielony na dobro i zło, oraz Inny, podzielony na Jasność i Ciemność. Podział z pozoru prosty, w rzeczywistości radośnie nurzający się w odcieniach szarości. Dzienny Patrol pilnuje Jasnych, Nocny Patrol pilnuje Ciemnych. Chwiejna równowaga opiera się o Traktat, który nie tyle zabrania stronom używania Siły, co nakłada na nie ograniczenia. Jeśli jedna strona czegoś chce, druga może się na to zgodzić, ale słowo „bezinteresowność” już dawno przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. I wszystko to ma swoje miejsce, jest przemyślane, poukładane, ma sens… W magicznych urzędach panuje nie mniejsza biurokracja, niż w ludzkich, do czarów nie potrzeba różdżki, ale jeśli nie umiesz się bić, nie potrafisz myśleć, to czeka na ciebie Zmrok. A o Zmroku, czyli o chyba najciekawszym elemencie wymyślonego przez Łukjanienkę świata, nie powiem już nic. Za bardzo podobało mi się odkrywanie jego tajemnic po kawałeczku.
A fabuła? Tutaj powiem krótko: jest dobra, przez większość czasu naprawdę dobra. Jest intryga, jest akcja, jest sens. I to zdziwienie, gdy nagle okazuje się, że z pory ledwie poobiedniej zrobiła się północ, a ja czytam już epilog do ostatniej historii w tym tomie. A gdy minutę później w końcu rozumiem, co się stało, już zaczynam się rozglądać za kolejną częścią.
Czy warto brać się za niedokończoną serię? Ja zaryzykowałam i mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuję. Co więcej, w miarę spokojnie poczekam na kolejne części. Zasługa w tym głównie Ostatniego Patrolu, który nie dorównuje swoim poprzednikom (co nie oznacza, że jest słaby, po prostu troszkę słabszy). Uspokoił trochę emocje, jakie wywołały poprzednie tomy, nie nakręca na to, by absolutnie-koniecznie-już sięgać po kolejny, a do czasu, gdy ów kolejny tom wyjdzie, zapomnę już, że czwartym się trochę rozczarowałam i z przyjemnością po piąty sięgnę. Może nie jest to układ idealny, ale mi osobiście pasuje.
Na koniec jeszcze tylko wspomnę o dwóch filmach, zainspirowanych cyklem patrolowym – są to Straż nocna i Straż dzienna. Pomyli się ten, kto założy, że każdy z tych filmów odzwierciedla odpowiadający mu tom cyklu. Filmowcy troszkę sobie pofolgowali, choć Łukjanienko nad wszystkim czuwał. I tak Straż nocna zaczyna się prologiem z Dziennego Patrolu, by resztę czasu antenowego poświęcić na nieco przerobioną pierwszą historię z Nocnego Patrolu. O Straży dziennej nic nie powiem, bo jeszcze jej nie obejrzałam. Natomiast polecam zabrać się za film(y) dopiero po przeczytaniu przynajmniej dwóch patrolowych powieści. Po pierwsze zniwelujecie tym ryzyko zaspojlowania sobie chociaż kawałka książki, a po drugie nie zgubicie się pośród wielu skrótów myślowych, jakie zastosowano w filmach. Osobiście Straż nocna podobała mi się tak za pierwszym razem, gdy nie znałam jej pierwowzoru, jak i za drugim, gdy oglądałam ją już zapoznana z odpowiadającą jej książkową historią. Mam jednak wrażenie graniczące z pewnością, że prawdziwą radość z tych dwóch ekranizacji odczuję dopiero teraz, a dokładniej już za niedługo, gdy po przeczytaniu czterech powieści zasiądę do małego maratonu z dwoma filmami. Czego i wam życzę (:
Siergiej Łukjanienko, cykl powieściowy o Patrolach:
Tom 1. Nocny Patrol (Ночной дозор), 1998
Tom 2. Dzienny Patrol (Дневной дозор), 2000
Tom 3. Patrol Zmroku (Сумеречный дозор), 2004
Tom 4. Ostatni Patrol (Последний дозор), 2005
Tom 5. Новый дозор (Nowy Patrol), 2012
Tom 6. na razie tylko w obietnicach
Tomy 1-4 zostały wydane w Polsce przez Wydawnictwo MAG (2007-2008). Są obecnie gatunkiem praktycznie wymarłym, jeśli komuś zachce się na nie polować, ale jest nadzieja, że przy wydawaniu tomu piątego MAG wznowi poprzednie części.
Filmy: Straż nocna (2004) i Straż dzienna (2005); reż. Timur Bekmambetow; występują: Konstantin Chabienski, Władimir Mieńszow, Maria Poroszyna, Galina Tyunina i inni.
A jeszcze 2 lata temu kupiłam wszystkie 4 części za 100zł, przesyłka gratis… filmy są widowiskowe, ze słowiańskim klimatem, wódką i zakąską, bardziej swojskie niż hollywoodzkie superprodukcje.
Książki próbują odpowiedzieć na pytanie czy dobro może posługiwać się metodami zła aby zwyciężyć… i na odwrót. bardzo podobało mi się przedstawienie punktu widzenia obu stron: Światła i Ciemności, w zasadzie będącymi dwiema stronami tej samej monety 🙂
Wiesz, że potwornie Ci zazdroszczę kompletu za 100 zł? Wiesz? No, bo zazdroszczę…
A Łukjanienko nie dość, że ładnie żongluje kolorami złego i dobrego, to jeszcze jest trollem! Ileż ja się na niego naklęłam za to, co wyczyniał w tych opowieściach…
Czytałem wszystkie cztery tomy (i jestem ich szczęśliwym posiadaczem). Patrole „Dzienny” i „Nocny” podobały mi się bardziej niż „Zmroku” i „Ostatni”. Początkowo szło nieszczególnie, ale gdy już mnie wessały, to poszło szybciutko. Na nową część czekam – chociażby z ciekawości, czy autor czymś zaskoczy, skoro większość kart odkrył w „Ostatnim patrolu” (i chyba trochę przekombinował miejscami).
Tobie też zazdroszczę kompletu, o tak!
O, właśnie przez to „przekombinowanie” Ostatni patrol podobał mi się mniej. Fajnie było wyłapywać różne smaczki, zbierać ziarenka informacji o świecie, ale główna intryga była… no, naciągana. Mam nadzieję, że Łukjanienko nie przesadzi ze skalą wydarzeń w następnym tomie 😉
Czytałam i bardzo mi się podobało 🙂 Mam nawet w oryginale książki 🙂
Oryginałów zazdroszczę! Ale też mam zamiar sobie je sprawić 😀 Niech będzie, że tę jedną serię będę miała w obu wersjach językowych, a co!
Uwielbiam tę serię choć przeczytałam dopiero dwa pierwsze tomy. Muszę sobie to dawkować z dwóch powodów. Po pierwsze ciężko dostać, a po drugie każda kolejna książka wywołuje we mnie tyle emocji i tematów do przemyśleń, że potrzebuję chwilki [czasem dłuugiej] by odsapnąć od tego wspaniałego świata. Planuje jednak na dniach zabrać się za trójeczkę. Dość odpoczynku.
Co do filmów, rzeczywiście świetne z tym, że oba oparte są o tom pierwszy [nazwy mogą mylić]. Są niby w „Straży dziennej” nawiązania do Dziennego patrolu, ale naprawdę niewielkie.
Podziwiam cierpliwość 😉 U mnie trafiło na Wielkanoc, kiedy żywcem nie miałam co robić, więc zakopałam się z czytnikiem i odpalałam kolejną historię od poprzedniej, aż mi się historie skończyły.
Fakt, w filmach może nie tyle są fragmenty z innych tomów, co hinty do nich, małe nawiązania, które można potraktować jako puszczanie oka do czytelnika. Co właściwie jest całkiem miłe 🙂
tego cyklu nie czytałam ale polecam tego samego autora „Brudnopis” i „Czystopis” 🙂