Outlander sezon 1 (spojlery) cz.1

Skończyłam właśnie pierwszy sezon i od godziny po głowie chodzą mi slogany reklamowe, które ujmuja jego kwintesencję. Outlander: serial, gdzie częściej rozbiera się mężczyzn niż kobiety! Outlander: kiedy nie wiesz, czy umierać z zażenowania czy zachwytu! Outlander: nigdy wcześniej męskie kolana nie były tak seksowne!

Mogłabym tak długo. Nadal nie mogę wyjść z podziwu, jak doskonale zrealizowano tak kiepską fabułę. Wróć – to nie jest kiepska fabuła. Ona jest… jest… niska. Tania jak diabli. Ale podana tak, że nie mogę się nadziwić.

W kamiennym kręgu

Proszę się przygotować na karkołomną jazdę, bo autorka ma tendencję do rozpędzania się i puszczania kierownicy, po czym daje po hamulcach, aż zęby bolą. Startujemy w 1945 roku, zaraz po wojnie. Claire, sanitariuszka wojenna, odnajduje po wojennej rozłące swojego ukochanego męża, Johna i razem udają się do Szkocji na drugi miesiąc miodowy. Taki typowy wypad: trochę seksu, trochę czytania historycznych książek, zbierania ziół i wędrówka w czasie przez kamienny druidzki krąg. Normalka.

Plakaty promujące serię są wielce monotonne. I nawet nie pokazują seksownych szkockich kolan.

Claire maca wielki kamień i hyc, ląduje w Szkocji w roku 1745. Przez resztę historii autorka ani słowem nie zająknie, że jakakolwiek inna magia w tym świecie istnieje, musimy założyć, że bohaterka padła ofiarą jakiejś fanaberii czasoprzestrzennej. I tu pojawia się pierwsza wielka tajemnica Claire: jest to kobieta obdarzona równocześnie największym szczęściem jak i pechem w historii. Coś jakby ciągle trafiała szóstkę w lotka, ale na jakąkolwiek wycieczkę nie pojedzie, jest to powtórka z Titanica.

Spójrzmy na to, co się dzieje. Ląduje w dawnej Szkocji, na szczęście ma ubranie całkiem stosowne do epoki. Biegnąc wśród krzaków trafia od razu na tego głównego złego serii, który z miejsca chce ją gwałcić. Na szczęście w okolicy też są ci fajni Szkoci, więc ją ratują. Ale potem w sumie to chcą ją gwałcić, bo jest Angielką. Na szczęście Claire jest pielęgniarką i może pomóc w nastawieniu kości jednemu z nich. Wszyscy Szkoci są brudni, zarośnięci, sponiewierani i mocno dojrzali, na szczęście ten ranny to jest jedyny przystojny młodzian.

Jestem prawie pewna, że głównym kryterium doboru aktora była umiejętność słodkiego paczania spode grzyffki. I prawie jest kolano!

A to dopiero pierwszy odcinek. Nie próbujcie się przekonać, że to początek serialu, więc nie ma co marnować czasu na powolne wprowadzenia. To się dzieje przez cały czas, a intensywność absurdu narasta geometrycznie. Mam jedyną przyjaciółkę? Odwiedzę ją akurat wtedy, gdy aresztują ją za czary i dam się też wtrącić do więzienia. Biegnę przez las? Trafię akurat na tego jednego zabłąkanego żołnierza angielskiego (to się jej zdarza nagminnie, myślałby kto, że te lasy takie małe). Będę uprawiać seks na środku niczego? Akurat tamtędy będą przejeżdżać brytyjscy dezerterzy. I tak dalej i tak dalej.

Fabuła z odcinka na odcinek coraz bardziej przypomina typową telenowelę (stąd nagłówek, jakże trafny). Bohaterom nie może być za dobrze. Ciągle się coś dzieje, następują ratunki w ostatniej chwili (ZAWSZE), chwila na gorące wyznania, jakiś seksik i dalej napierniczamy.

Wszystkie miłości Claire

Bardzo wielkim plusem jest to, że nieszczęścia nie są wynikiem debilizmu głównej bohaterki. Po prostu przytrafiają się jej złe rzeczy. Claire ma wiele wad, ale akurat nie mogę jej odmówić rozsądku (przynajmniej w pierwszym sezonie, nie wiem, jak dalej). To bardzo miła odmiana na tle wszystkich Mary Sue, które wpadają w inny świat i przeżywają miłość swojego życia, obrażając kogo popadnie i ładując w niebezpieczeństwo każdego, kto się napatoczy.

Niestety mam coraz większe podejrzenia, że im dalej w fabułę, tym niższe będzie IQ bohaterki. Niech mi ktoś wytłumaczy, jakim cudem KTOKOLWIEK uznał za dobry pomysł, żeby Jamiego z więzienia ratowała Claire osobiście? Tylu chłopa dokoła, piękny Szkot najprawdopodobniej zmaltretowany i wycieńczony, na plecach trzeba go nieść będzie… ale nie! Poślijmy niewiastę! Biust daje +100 do skradania się! Ratujmy ukochanego, jako i on nas ratuje, mój ci on!

Miało być tak pięknie, ale wyszło jak zawsze.

Właśnie, miłość życia. Bohaterka kocha swojego męża na zabój, płakusia na samo wspomnienie, nosek się jej czerwony robi… no ale ten Szkot taki piękny, ma takie seksowne kolana i tragiczną przeszłość, normalnie aż się chce go tulać. Kolejna zaleta serialu – Claire, choć niewątpliwie zauroczona Jamiem, nie odstawia taniej dramy, że chcę a nie mogę, bo się wstydzę. Dylematy mijają jej gdzieś tak w okolicy pierwszego seksu. No ba.

Z drugiej strony mamy pierwszego męża, który gdzieś tam w przyszłości tęskni i szuka. Gorący i gwałtowny to człowiek, o żelaznej woli i miłości tak wielkiej, że góry przenosi i Szkotów po mordzie leje. No tęskniłoby się do takiego, gdyby nie pewien mały szczegół: główny zły serii to przodek owego męża, toczka w toczkę wyglądający jak mąż. Kapitan Jack Randall jest złem wcielonym, psychopatą, mordercą, gwałcicielem i pewnie w ramach rozrywki pali w piecu kociętami. W dodatku ma żywotność Komórczaka z Dragon Balla i zaciętość wszystkich bondowskich nikczemników razem wziętych. I chrapkę na biednego Jamiego.

I w sumie się Randallowi nie dziwimy.

Z kolei Jamie to taki totalnie urokliwy zlepek wszystkich mokrych snów nastolatek. Piękny jak marzenie, silny jak koń, z mrocznym zestawem blizn po dwukrotnym biczowaniu (przez głównego złego serii, a jakże), kłopotami z prawem, lewem i środkiem, bo to takie romantyczne. Jest szczery jak pole, niewinny jak pierwszy śnieg i namiętny jak ten skunksik Pepe le Swąd. Leci na naszą bohaterkę z siłą wodospadu, ale nie no, nie będzie jej do niczego zmuszał. Ulegnie żądzom dopiero zarzucając metaforyczną chustę na głowę zagrożonej Claire. Wierzy jej bezgranicznie, cokolwiek panna nie powie i gorąco zapewnia o swoich uczuciach. Ma siódmy zmysł na niebezpieczeństwo i zawsze pojawia się w ostatniej chwili, nie bacząc na swoje bezpieczeństwo.

I na dodatek, kurde, jest dziewicem.

Ach te seksy!

Kolejna rzecz, która z jednej strony zabija mój mózg, a z drugiej go zachwyca to seks. Sceny z nocy poślubnej powinno się pokazywać na akademii filmowej jako przykład seksu skierowanego do kobiet. Powodują wzrost ciśnienia i dziwne uczucie, że zaraz się puści parę z uszu w sposób najlepszy i najdoskonalszy z możliwych (o tym w części drugiej wpisu). Tak, to jest prima sort.

Ja ci pokażę coś mojego, ty mi pokażesz coś swojego, a potem jakoś się wymienimy.

Z drugiej strony mamy faceta, który na początku nie wie, którą stroną patyka w który kawałek kobiety, a po paru odcinkach orgazm kobiecy ma w małym paluszku (dosłownie). Ja rozumiem postępowość i otwartość, ale po prostu podejrzewam, że Claire dostaje orgazmu z taką łatwością, z jaką wiewiórki zapominają o zakopanych orzechach. To by w sumie wiele tłumaczyło.

Totalnym zaskoczeniem są sceny męsko-męskie. Fakt, że jeśli się czytało trochę yaoi, to człowiek kwiczał ze śmiechu na zmianę z ubolewaniem nad biednym Jamiem. Zaserwowano nam bowiem skróconą fabułę trashowej mangi seksomęskiej, prawdziwe bingo. Z tego, co wyczytałam, później pojawi się nawet magiczny penis (leczący wszystkie smutki i choroby duszy). Jest upokorzenie, torturowanie, łamanie charakteru, chora fascynacja, a nawet przybijanie pieczątki na ofierze. Brakowało mi w sumie tylko… a nie, nic mi nie brakowało. To było prawdziwe bingo.

I jest seksowne kolanko!

Przemyśleń część pierwsza

Kiedy oglądałam Outlandera, miałam dziwne wrażenie, że w mojej głowie siedzą aż trzej widzowie. Jedna ja nudziła się śmiertelnie przesadzoną, przesłodzoną i wydumaną fabułą. Wewnętrzna nastolatka kwiczała z radości i rozmaślała się na piękne widoki (wiecie, te seksowne męskie kolana). A za nimi z tyłu siedziała baba, która widziała wiele złych romansideł i czytała stosy kiepskiej literatury.

Każda z nich ma inne zdanie o serialu. Ciężko jest mi przyznać którejś rację, bo wszystkie mają argumenty za i przeciw serialowi.

Nastolatka kupuje wszystko i ślini się do najpiękniejszego Szkota na świecie.  Ma ochotę miziać go po tych rudych włosach i głaskać biedne plecki, tulać po strasznych przeżyciach.I zapewniać każdego dnia o swojej nieskończonej miłości.

Cyniczna baba wytyka palcami, że fabuła najpierw wszystko komplikuje do obrzydliwości, by potem rozwiązać wszystko w trzy minuty i na zasadzie „no i potem było dobrze, bo tak”. Bohaterowie nie zmieniają się – co najwyżej zdobywają kolejne traumy (Jamie).

Tak mi się wzięło i narysowało. Jamie wie coś o przyjemności połączonej z poczuciem winy…

Claire jest ciągle taka sama, rzeczy się jej po prostu przytrafiają, więc ona sobie z nimi musi radzić. Jak w grze, kiedy mamy już wymaxowane wszystkie statystyki i co najwyżej zdobywamy kolejne umiejętności. Podkreślam – to wcale nie  znaczy, że bohaterka jest przekozakiem i zawsze i wszędzie skopie tyłki. dzieje się tak w 80% przypadków, w pozostałych na pomoc pospiesza przypadek i Jamie.

Ten zły jest od samego początku tak zły, że nie ma miejsca na uzeźlenie go. Gwałt na Jamiem jest zaledwie wisienką na torcie. Fakt – nie spodziewałam się, że AŻ TAK to szczegółowo pokażą. Niemniej – jak powiedział mój mąż – jeśli fabuła potrzebuje gwałtu, żeby skoczyć dalej, to jest to gówniana fabuła. Muszę przyznać, że się w większości z nim zgadzam (nie mówimy tu o fabule, gdzie gwałt jest punktem zwrotnym fabuły, jak na przykład w Cześć, Tereska).

Cyniczna baba ma jeszcze sporo do powiedzenia, a ta trzecia, analityczna, też chce wtrącić swoje trzy grosze. Ale to może w następnej części, gdzie będziemy się pastwić nad wadami i wychwalać zalety serialu.

Szyszka

Zapraszam do CZĘŚCI DRUGIEJ wpisu!

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Outlander sezon 1 (spojlery) cz.1"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Chomik
Gość

Fajna recenzja! Obejrzałam dwa sezony i tłumaczyłam mężowi,który się wykrzywia , że to babski serial.Obejrzałam babski serial! Jak kobieta! ( a nie SPN i Doktora).
Ogólnie :fajne, ale nie oglądałabym drugi raz, bohaterka robi głupoty,ale rzeczywiście :ładni ludzie piękne stroje, ładna czołówka.
O,piętno szatana czyli ślad po szczepionce mnie zaskoczył.
Pożyczam książki dla moje teściowej i sama się wciągnęłam ..Rany, jakie to grube ,jeden tom ma 1200 stron.Przyjemna przygodówka, seks miły,aż nierealny, ze at taki fajny i tak często..Jamie jest nie do zdarcia.

wpDiscuz