The Big Bang Theory – Teoria Wielkiego Wybuchu (Podrywu?!), sezon 1

Z sitcomami amerykańskimi jest jak z fasolkami wszystkich smaków rodem z Harrego Pottera – owszem, trafiają się smaki nieprzeciętne, ale zdecydowana większość jest co najmniej niezjadliwa. Kolejne serialiki przynoszą kolejne woreczki fasolek, a ja marzyłam o takim, w którym może nie tyle trafię na same smakołyki, co nie nadzieję się na woskowinę z ucha.

A proszę mi wierzyć, z serialami to my się dobrze znamy i od lat czekam na coś, co by dorównało do poziomu mojego dziesięciosezonowego faworyta, jakim byli „Przyjaciele”. Całkiem wysoko oceniam serial „Ja się zastrzelę”, nieco niżej -„Spin City”. Owszem, zabawne, ale nie ma tej iskry, tego czegoś, co sprawiło by, że pokochałabym postacie, żeby ich nietuzinkowość miała w sobie coś, co sprawi, że będę mogła w nie uwierzyć.

Niestety – pierwszy sitcom oferuje nam tylko jedną postać z krwi i kości, niezapomnianą Ninę van Horn, która z żelazną konsekwencją pije, pali, puszcza się, kłamie i zazwyczaj nie wie, gdzie jest, bo „miły chiński sprzedawca powiedział, że to witaminki”… Drugi – duet Carter-Stewart czyli czarny gej z klasą kontra biały obleśny hetero. Panowie są niezrównani i autentyczni, doskonale się uzupełniają, a ponadto Carter ma psa o skłonnościach samobójczych. Całą resztę bohaterów można wrzucić do jednego wora, powyciągać na chybił-trafił i nikt nie zauważyłby różnicy.

W tej sytuacji jak z pazurami rzuciłam się na Big Banga. Po pierwszym odcinku czułam, że to jest to, czego potrzebowałam – inteligentny humor, który nie opiera się tylko na „ciętej ripoście a’ la House”, brak wyraźnej koncentracji na jednym bohaterze, każda postać wyraziscie inna… Zobaczymy, może być ciekawie.

I jest.

Nerd-atak!

Ale do rzeczy. Serial opowiada o czwórce przyjaciół – facetów i dziewczynie z sąsiedztwa. Oczywiście jeden z przyjaciół czuje miętę do dziewczyny i akcja zaczyna toczyć się wokół tego… oklepane, powiadacie? Zgodziłabym się z Wami, gdyby nie jeden szczegół – wszyscy faceci są z gatunku „obrzydliwie inteligentni”.

Są geniuszami fizyki teoretycznej, matematyki i innej mechaniki. Potrafią mnożyć w pamięci trzycyfrowe liczby. Wiedzą wszystko o naturze wszechświata, budowie statków kosmicznych i internecie. Dajcie im dwa kabelki i głośnik, to zmontują kino domowe o jakim nie śniliście (po przeprowadzeniu paru interesujących doświadczeń z glutem i falą dźwiękową).

Dajcie im jedną dziewczynę z Nebraski, to… no właśnie. Będą stać z rozdziawionymi ustami kiedy dziewczyna zapyta o znany zespół czy aktora. A najprawdopodobniej po prostu uciekną.

Nasza czwórka bohaterów to faceci, którym Natura wrzuciła wszystko w intelekt i z rozmachem zabrała umiejętności społeczne. Zamknięci w swym małym, hermetycznym światku komiksów, RPG i gadżetów elektronicznych nie zauważają świata wokoło, a nawet jeśli, to wolą się do niego nie zbliżać, bo jeszcze ugryzie. W ten światek wkracza Penny.

Penny, Penny, Penny

I tu chwała twórcy serialu, że nie zrobił z Penny słodkiej idiotki. Miałam poważne obawy , kiedy wparadowała w szorteczkach i różowej koszulce do pokoju zajmowanego przez Sheldona i Leonarda. Tutaj pokłon – Penny jest po prostu zwyczajna. Nie tyle nie potrafi zrozumieć, co ją po prostu pewne rzeczy nie interesują. Jest ciekawa ludzi, ma słodkie małe marzenia, jest naiwna w ciepły sposób i naprawdę lubi tych dziwaków. No, może nie tyle lubi, co toleruje. W końcu pomogli jej odzyskać telewizor (no, niekoniecznie odzyskać, ale przynajmniej honorowo stracili spodnie w walce). I co z tego, że Leonard przeprasza, że żyje, Howard jest… hm, bardzo stara się być obleśnym luzakiem, Rajesh w ogóle się nie odzywa do kobiet, chyba, że jest podpity, a Sheldon…

No, na Sheldona trzeba osobny akapit. Jest postacią absolutnie rewelacyjną. Wszystko bierze dosłownie, nie ma poczucia humoru (w normalnym tego słowa znaczeniu), umyka mu sarkazm, musi siedzieć w określonym miejscu pokoju, jest bezlitośnie logiczny i socjalizuje się z innymi tylko dlatego, że istnieje taka norma społeczna, a Sheldon lubi wszelkiego rodzaju normy i przepisy. Jest zarozumiały aż do bólu, egoistyczny i nieznośny. I niesamowicie, rozbrajająco uroczy. Jest to niewątpliwa zasługa świetnego Jima Parsonsa, ktróy sprawia, że ten obrzydliwy zarozumialec daje się po prostu lubić.

Sheldona da się lubić

Tak jak i wszystkie postacie. Polecam wielbicielom dobrego, inteligentnego humoru nie tylko sytuacyjnego, wszystkim tym, którzy chcą spędzić czas w dobrym towarzystwie.

W Polsce dopiero poznajemy przygody chłopaków i Penny, w Stanach niedawno wystartował trzeci sezon. Tutaj muszę troszeczkę ponarzekać – widać wyraźny spadek formy w drugim sezonie, tak jakby twórcy nie za bardzo wiedzieli, w którą stronę porozwijać bohaterów, niemniej trzeci sezon ponownie pokazuje pazurki, tym razem jeszcze ostrzejsze.

I uprzedzam uczciwie – w Sheldonie bardzo łatwo się zakochać. Choćby dlatego, że nie musimy z nim żyć na co dzień.

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Sir_AceSzyszkaphocaIjon Tichy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ijon Tichy
Gość
Ijon Tichy

Mnie ten serial jakoś tak bardzo nie bawi. Nie wiem dokładnie czemu. Może mam inne poczucie humoru, a może tego nie powini oglądać studenci fizyki technicznej. 😛
Bo dziwnie się czuję oglądając serial komediowy, którego dowcipy albo mnie nie bawią (rozumiem je, ale zwykle conajwyżej się uśmiecham). Albo śmieję się w inncyh momentach niż ci co podkładali śmiech.

Według mnie serial lepszy od przeciętnego, ale wciąż bez szału.

phoca
Gość
phoca

Nie no, serial powinien dostać Oskara chociażby za scenę z balem kostiumowym i występem Sheldona przebranego za… efekt Dopplera XD. I te jego hinty: „Ziiiuuuummm” XDDD.

Sir_Ace
Gość
Sir_Ace

W końcu coś, co oglądałem (wczoraj ostatni odcinek pierwszej serii).
Sam reprezentuję poziom wiedzy uplasowany między Ijonem a zwykłym zjadaczem chleba (tzn. fizykę na studiach liznąłem, jednak nie jest to mój kierunek). Też rozumiem (przynajmniej w większości) żarty, jednak zazwyczaj śmieszą mnie niemiłosiernie.
Do serialu, jak do żadnego innego, pasuje etykieta „Genialny” 😉