The Importance of Being Earnest / Bądźmy poważni na serio (2002)

Na początek nazwisko – Wilde. Oscar Wilde.
Pierwsze skojarzenie to zapewne Portret Doriana Graya. Skojarzenie jak najbardziej prawidłowe, ale nie o nim będzie mowa. Ta historia jest zbyt ponura na jesień (aczkolwiek kiedy już do polskich kin trafi najnowsza jej adaptacja, chętnie zapoznam się z nią bliżej). Natomiast teraz Bądźmy poważni na serio.
Tak właśnie brzmi polski tytuł pewnej komedii Oscara Wilde’a, jak i jej filmowej adaptacji z roku 2002. Rocznik jest w tym przypadku ważny, gdyż pozwala mi rzucić na zachętę jeszcze kilka wyśmienitych nazwisk: Colin Firth, Rupert Everett i Judi Dench. A także Francess O’Connor i Reese Witherspoon. Oj, będzie się działo!

Rok 1890, Anglia. Dwaj młodzieńcy, Jack i Algy, spotykają się w domu ogólnej rozrywki by oddać się… no cóż, rozrywkom właśnie. Obaj mają rodzinne obowiązki, od których uciekają w bardzo podobny sposób. Jack mieszka w ogromnej posiadłości na wsi, razem ze służbą oraz ze swoją wychowanicą Cecily. Co jakiś czas musi wyjechać do miasta, by wyciągnąć swojego młodszego brata z kłopotów. Będąc w mieście, Jack przedstawia się jako Earnest, tak też nazywa go jego ukochana Gwendolyn, kuzynka Algy’ego. Sam Algy zaś, by uniknąć popołudniowych herbatek ze swoją ciotką Augustą, usprawiedliwia się złym stanem zdrowia kaleki Bunbury’ego, którym się opiekuje. W tym miejscu należy dodać, że zarówno młodszy brat Jacka, jak i znajomy Algy’ego są zmyśleni. Zabawa zaczyna się, gdy Algy poznaje sekret Jacka i postanawia tę wiedzę wykorzystać do własnych celów, ściśle związanych z młodą Cecily.

I tak, moi drodzy, zaczyna się ten przeuroczy film. Główną rolę, jak oryginalny tytuł wskazuje, gra tutaj imię Earnest – słowo earnest oznacza, w wolnym tłumaczeniu, szczere, poważne zamiary. Nic więc dziwnego, że paniom tak się to imię podoba. Problem pojawia się, gdy imię to jest noszone przez osoby nieuprawnione do tego. Przez to będziemy świadkami ciężkich wysiłków Jacka i Algy’ego, którzy chcą jedynie zdobyć serca swoich ukochanych dam. A potem przekonać je, że ich zamiary są absolutnie poważne. Na serio.

Lubię do recenzji wrzucać zdania w stylu: „dzieło to bardzo przypomina…” lub „kojarzy mi się to z…”. Nie inaczej będzie i tym razem. Film ten budzi, bardzo pozytywne zresztą, skojarzenia ze Straconymi zachodami miłości (rocznik 2000, niezastąpiony duet Szekspir komediopisarz + Kenneth Branagh). Jest stylowo – urokliwa XIX-wieczna Anglia, z jej powozami, modą i sposobem wysławiania się. Jest wyborowo – aktorów już wymieniałam, ale rozwinę troszkę tę kwestię. Colin Firth po raz kolejny pokazuje, że jest właściwym aktorem we właściwej roli. Rewelacyjna Judi Dench jako władcza, nadopiekuńcza matka Gwendolyn. Urocze panie O’Connor i Witherspoon. I przede wszystkim pięknie skrojone przez Oscara Wilde’a postaci! Ze świecą szukać tak wyrazistych charakterów we współczesnych tak-zwanych-komediach. I wreszcie intrygi oraz niespodziewane rozwiązanie całej akcji.

Wielbiciele filmów kostiumowych pewnie już znają Earnesta, im więc polecać nie muszę. Polecę natomiast tenże film miłośnikom dobrych przedstawień i inteligentnych komedii. Nie będziecie się dziko śmiać przez cały czas, nie spotkacie tu taniego, harlequinowego romantyzmu. Spędzicie za to półtorej godziny w przemiłym i ciekawym towarzystwie. Zdecydowanie warto.

2 Replies to “The Importance of Being Earnest / Bądźmy poważni na serio (2002)”

  1. W tym wypadku skromnie podziękuję i cichaczem oddalę się, byle dalej od ekranu. Zdaję sobie sprawę, że jestem lekko pod tym względem skrzywiony, ale mam tak, od kiedy moja rodzicielka zaczęła katować rodzinę kolejnymi 'życiowymi filmami oddającymi epokę’ – zwłaszcza ekranizacjami powieści pani Austin (przeciągłe „Mistaaaa Daaarsiii” wywołuje u mnie panikę i zmusza do ucieczki). Choć może tym razem…

    W porządku – jeśli film sam mnie znajdzie, nie będę się wzbraniał, tylko z większą lub mniejszą przyjemnością obejrzę. Co ma być, to będzie 😉

  2. Dziwnym nie jest, filmy kostiumowe są dość specyficzne ;] Ja do niedawna też trzymałam się od nich z daleka… A właściwie dalej tak jest – nie rzucam się z absolutnym uwielbieniem na każdy tego typu. Mam jednak pewną słabość do inteligentnych komedii, których ostatnio jak na lekarstwo, i do pięknej, nieco staromodnej brytyjskiej mowy :] Dorzućmy jeszcze do tego alergię na „stylowe” romansidła i wybór filmów drastycznie maleje 😛 Stąd też moje zachwyty Earnestem, Zachodami czy też Easy Virtue (2009) :]
    Także jak kiedyś poczujesz ochotę na spróbowanie, jak wygląda komedia kostiumowa, to wiesz, od czego zacząć ;]

Dodaj komentarz