Znikający punkt (1971)

Lubicie oglądać pościgi samochodowe? Ja uwielbiam. Tylko to powstrzymywało mnie przed zaśnięciem, gdy oglądałam Grindhouse: Death Proof. Wyobraźcie więc sobie moją radość, gdy dowiedziałam się o istnieniu Znikającego punktu. Gdy jeszcze zerknęłam na rok produkcji, wszelkie ewentualne wątpliwości zostały rozwiane. To jak, ścigamy się? (:

Głównym bohaterem filmu jest… Cóż, zdania w tej kwestii są podzielone. Ja przyjmuję wersję, iż głównym bohaterem filmu jest fantastycznie zbudowany, biały Dodge Challenger. Teraz będzie mała osobista dygresja. Jak zapewne jeszcze nie wiecie, a zaraz się dowiecie – kocham się w starych autach. Przykładowo, film Wrogowie publiczni był czystą wizualną przyjemnością nie tylko za sprawą aktorów (Depp & Bale), ale też dzięki pojazdom, jakimi się poruszali. Takie seriale, jak Supernatural czy Burn Notice także dostarczają niemałej ilości wrażeń estetycznych (ponownie, nie tylko przez wzgląd na aktorów). Głównym środkiem transportu Deana i Michaela są tak zwane musle cars – stare, amerykańskie piękności. Cudeńka, które palą jakieś 30-40 litrów benzyny na 100 km („normalne” auto pali 7-12 l/km). Takim właśnie autkiem jest Challenger – klasyką, wręcz ikoną amerykańskich sportówek o wielkim sercu… znaczy się o potężnym silniku.

Jednak nawet najpiękniejsze auto o ogromnych możliwościach niewiele znaczy bez kierowcy. W tej roli wystąpił Kowalski – bohater początkowo bardzo tajemniczy. Nie wiemy skąd się wziął i dlaczego tak uparcie ściga się z czasem. Ma kilkanaście godzin na przemieszczenie Challengera z punktu A do punktu B. Punkty są oddalone o jakieś trzy amerykańskie stany. Na szczęście Kowalski ma na to sposób – 160 mil na godzinę na liczniku (i co jakiś czas dawka amfetaminy).

Problem polega na tym, że policja nie zgadza się na osiąganie takich prędkości, a przynajmniej nie na lądzie. Challenger bardzo szybko zyskuje towarzystwo, którego skład zmienia się przy każdej stanowej granicy, a liczebność sukcesywnie wzrasta. Challenger ucieka, policja go goni, Challenger robi uniki, zwroty, diabelnie trudne i niebezpieczne manewry, dalej ucieka… I tak właśnie, ku mej radości, wygląda cały film (:

Znikający punkt zyskał sporo epitetów, z których najczęściej powtarzającym się jest „kultowy film drogi”. Trudno się z tym nie zgodzić – w końcu zdecydowana większość akcji ma miejsce na drodze. Film jest przesiąknięty atmosferą Ameryki lat 70 – anarchia, wolna miłość, dragi i życie tylko dzięki muzyce. Właśnie, muzyka. Ten specyficzny miks rock and rolla i gospel. Plus oczywiście groźne pomruki silnika, pisk opon i wycie policyjnych syren. W tle bezkresne pustynie Nevady, a nad głowami słońce Kaliforni. Setki mil asfaltu i tumany kurzu. I znikający gdzieś na horyzoncie biały punkt…


No stop signs, speed limit
Nobody’s gonna slow me down
Like a wheel, gonna spin it
Nobody’s gonna mess me round!


[youtube=”http://www.youtube.com/watch?v=b0LDbf4ipWM”]
Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Drive (2011) « Kawa z CynamonemMirandaliritioFutbolowa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Futbolowa
Gość

Ooo proszę, genialna nuta! Uwielbiam AC/DC 🙂
Też mam jakiś sentyment do starych samochodów – dlatego tak bardzo lubię filmy z dawnych lat – wtedy to się auta tworzyło… 🙂

PS. Cóż to się dzieje z 1000 książek?

liritio
Gość

Oglądałam ten film, również lubię pościgi samochodowe, więc radości miałam co niemiara. A piosenka „Highway to Hell” jest idealną ilustracją muzyczną do ostatniego zdania Twojej recenzji, które jakoś wybitnie do mnie przemówiło, aż skomentowałam 🙂

A „Znikającego punktu” zrobili remake z Aragornem w roli głównej. Znaczy, jeszcze wtedy nie był Aragornem 🙂 z 1997 roku. Ten też widziałam, ale nie wspominam zbyt dobrze, z Kowalskiego zrobili melodramatyczną postać i amerykańskiego ducha wolności szlag trafił. Także nie polecam, lepiej obejrzeć wersję oryginalną dwa razy.

trackback

[…] wszystko przypomniało mi o filmie Znikający punkt – tam też wszystko kręciło się wokół głównego bohatera, siedzącego za kółkiem […]