Drabina Dionizosa – Luca di Fulvio

31 grudnia 1899 roku. Boski morderca realizuje swój okrutny plan, a świt nowego stulecia spływa krwią… Z tego krótkiego opisu możemy się domyślać, iż w książce spotkamy makabryczne morderstwa, których nie mogła popełnić ludzka istota… Ale nie martwcie się. Nie znajdziecie tu sił nadprzyrodzonych. Tylko ludzi. Okrutnych, potwornych, przerażających, ale wciąż tylko ludzi.

Historia ma wszystko, czego potrzebuje dobry kryminał. Są morderstwa – wyrafinowane, przemyślane i dokonane z pełną premedytacją. Jest morderca – sprytny i nieuchwytny, oczywiście do czasu. Jest inspektor policji – uzależniony od kilku nie do końca legalnych przyjemności. Jest też kilka postaci drugoplanowych, które będą kręcić się wokół inspektora, pomagając lub przeszkadzając mu w osiągnięciu celu. Co więc sprawia, że Drabina Dionizosa nie jest pierwszym lepszym kryminałem?

Chociażby koniec XIX wieku. Każda strona książki jest przesiąknięta duchem tych czasów. Para wydobywająca się z „nowoczesnych” urządzeń miesza się z wszechobecnym dekadentyzmem, pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w tę krainę rodem z opiumowego delirium. Jest ciemno, brudno, niebezpiecznie, beznadziejnie. A wszystko jest przerażająco realne.

Wszystko, także bohaterowie. Sam inspektor Germinal może nie jest wybitnie oryginalną postacią. Gliniarz z problemami – znamy to. Ale Germinal, podczas swojego śledztwa, musi odwiedzać wiele parszywych miejsc, gdzie czeka na nas zastęp osobliwości. Singapur, prowadzący bar z opium. Sciron, właściciel przedziwnego cyrku i jego największej atrakcji – tancerki Ignes. Kręcący się wokół cyrku chemik Stigle. I wreszcie doktor Noverre – postać niepokojąco intrygująca, o której czytelnik jeszcze długo będzie pamiętał.

Drabina Dionizosa potrzebuje trochę czasu, żeby się na dobre rozkręcić. Niemniej warto dać jej szansę. Gdy już na scenie znajdą się wszyscy aktorzy okaże się, że akcja wciągnęła nas bez reszty, trzymając mocno za gardło i nie pozwalając wyjść przed końcem przedstawienia. Bardzo mrocznego i bardzo udanego przedstawienia.

Luca di Fulvio Drabina Dionizosa, seria: Kryminał retro, Prószyński i S-ka 2008

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

16
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
eM eRDziewczyna, która sięgnęła nieba – Luca Di Fulvio | Kawa z CynamonemMirandahilikoYsabell Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
i.love.impala.67
Gość
i.love.impala.67

Się na pewno zaintersuję: lubię kryminały, lubię mroczny klimat i lubię XIX wiek.

Paweł Kwil
Gość

Eh no i następna książka, którą bym chciał a nie mam na nią i czasu i funduszu. (Gdyby miał kupić każdą książkę, którą chcę, pewnie nie miałbym i miejsca w domu;)).

Mary (2lewastrona)
Gość

juz od jakiegos czasu sie nad ta ksiazka zastanawiam….

Paweł
jesli chodzi o fundusze polecam: dedalus.pl – tam ta ksiazka jest po 9 zł.

Antonina
Gość

Bardzo sympatyczna recenzja. A dodatkowo nazwa serii – „kryminał retro” – brzmi bardzo zachęcająco.

Lilithin
Gość

Zapraszam do łańcuszka pt „10 rzeczy, które lubię” 🙂

Paweł Kwil
Gość

Gratulacje! Będziesz teraz miała co słuchać:) jesteśmy thebeściaki:)

Ysabell
Gość
Ysabell

Brzmi ciekawie. Bardzo mi się kojarzy z opisu z serią o Fandorinie, ale chyba o to chodziło… Notuję sobie w zeszyciku na przyszłość.

A gdzie rozgrywa się akcja, bo nie doczytałam w recenzji?

hiliko
Gość

Kiedy przeczytałam Twoją recenzję, poczułam pewną ulgę – dlaczego? Otóż kupiłam tę książkę już jakiś czas temu i dosyć nieufnie do niej podchodziłam. Po Twojej pozytywnej recenzji wydaje mi się, że „Drabina Dionizosa” z pewnością przypadnie mi do gustu – lubię takie książki. Pozdrawiam! 🙂

trackback

[…] lat temu miałam przyjemność zapoznać się z inną jego książką, kryminałem właśnie – Drabina Dionizosa. Radośnie więc zignorowałam tytułowe sięganie nieba, romantyczny opis oraz nastrojową […]

eM eR
Gość

Chyba dwa lata temu przeczytałam „Drabinę”, ale nie odcisnęła się w mojej pamięci jakoś szczególnie na tle innych kryminałów, które miałam okazję zgłębiać.