Imperfect – Magdalena Ganowska

imperfect

W życiu recenzenta zdarzają się czasem dziwne momenty, na przykład ma okazję zrecenzować książkę Polki napisaną po angielsku. A potem nie ma pojęcia, co napisać, żeby Czytelnik recenzji nie odniósł wrażenia, że recenzent zgubił swoją piątą klepkę, po czym zastąpił ją cudzą – myślącą po angielsku.

Po angielsku czytam (szybko), piszę (z tym gorzej, bo dysleksja moja z dziką rozkoszą panoszy się w obcych literkach), mówię i słucham. Są tygodnie, kiedy więcej mam do czynienia z językiem obcym, niż polskim, zdarza mi się myśleć po angielsku. Inny język wymaga gruntowniejszego przemyślenia tego, co się chce powiedzieć, dlatego kłócę się i rozmawiam o rzeczach trudnych właśnie w tym języku (uwierzcie mi, to naprawdę ułatwia opanowanie emocji i precyzję wypowiedzi).

Do czego zmierzam? Otóż kiedy myślę po angielsku, jest to zupełnie inne myślenie, inna struktura czasu, nieco inne znaczenia słów, całkowicie nieprzetłumaczalne pojęcia i zwroty. Jestem przyzwyczajona do literatury angielskiej i kiedy mogę, czytuję ją w oryginale, wiem, czego się spodziewać.

Książka Magdaleny Gadowskiej nie jest książką angielską. Jest polska, tyle że po angielsku. Różnica subtelna, ale wyraźna, przynajmniej dla mnie. Podczas czytania miałam wrażenie, że części mózgu, które dotychczas uważałam za zupełnie osobne, próbują się ze sobą połączyć.  W tekstach angielskich raczej nie natkniemy się na „ń” czy „sz” i przebiegnięcie po nich wzrokiem wywoływało prawdziwy skok myślowy między neuronami. Wrażenie to dość dziwne, nieprzyjemne, ale niewątpliwie fascynujące. I dość przyjemne w odbiorze.

Tekst napisany jest przepięknym, okrągłym, nastrojowym językiem i nawet najgorętsze sceny przemykają przez umysł niczym piasek przez palce, przyjemnie, miękko i ciepło. Tutaj chylę czoła przed autorką, bo sceny erotyczne napisane są tak, że czapki z głów, odważnie, bezpośrednio i ładnie, co jest wielką sztuką. Choć po cichu podejrzewam, że osoba anglojęzyczna spiekłaby sporego raka, dla mnie mimo wszystko są to obce słowa, nie niosące takich emocji, co ich polskie odpowiedniki.

Nie czytuję książek obyczajowych, dziwak ze mnie, wolę magię, zbrodnie i wybuchy, po których mogę zamknąć oczy i spokojnie wrócić do szarej rzeczywistości. Cudze kłopoty mnie męczą. Przyznam uczciwie, że po polsku bym książki nie przeczytała, zwyczajnie nie moje klimaty. Jednak w obcym języku zyskała ona na znaczeniu, była niezwykłą podróżą wgłąb psychiki bohaterki, Meg, jej kłopotów, namiętności, problemów rodzinnych i osobistych.

Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, przez co szybko się wpada w tok myśli Meg, razem z nią kroczy przez życie, w stronę upragnionej miłości i stabilizacji, poczucia spełnienia w macierzyństwie. Książka jest częściowo oparta na zdarzeniach z życia autorki i z każdą stroną miałam coraz większą ochotę ją poznać osobiście. Nie można przejść obojętnie koło osoby, która tak ładnie myśli!

Fabuła jest bardzo życiowa i z całą pewnością spodoba się czytelnikom, którzy lubią zwyczajne, prawdziwe historie o pierwszych pocałunkach, problemach z (nieistniejącą moim zdaniem, ale co ja się znam) nadwagą, kłótniach z matką, konfliktach z ojcem no i oczywiście – z mężczyznami, z którymi ciężko żyć, choć bez nich byłoby gorzej. Książka wypełniona jest muzycznymi odniesieniami i faktycznie, jest w niej coś bardzo melodyjnego.

Jedyne, co mi przeszkadzało, to imię Sebastian, które z niezrozumiałych dla mnie przyczyn jest imieniem zbrodniarzy i psychopatów. Od razu go podejrzewałam o niecne zamiary.

Autorce należą się wielkie brawa za odważny eksperyment literacki. Obawiam się niestety, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na tego rodzaju literaturę, bo jest zbyt dużo książek angielskich pisarzy, których chciałabym poczytać w oryginale i takie śliczne Imperfect byłoby moim ostatnim wyborem. Z drugiej strony, warto promować tego typu przedsięwzięcia, bo książka jest warta przeczytania, choćby dla tego śmiesznego uczucia marszczenia się mózgu.

Mam nadzieję, że nie jest to ostatnia próba pisarska pani Magdaleny i że kiedyś faktycznie ją poznam, bo naprawdę, naprawdę… to jest przepiękny angielski. Też tak chcę. No i fakt, że sama wydała książkę, jej determinacja i optymizm, który przeniósł przysłowiową górę… Pani Magdaleno, wiatr w żagle i stopy wody pod kilem!*

*nie znam żadnych innych ciekawych życzeń powodzenia

Magdalena Ganowska, Imperfect
wyd. self-publishing, 2013

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o