To the Moon (Gra PC)

To-the-Moon-5.1

Cztery i pół godziny z niezbyt zachwycającą grafiką, z bardzo małą ilością faktycznej gry, kiepskawym sterowaniem i zbyt prostymi zagadkami. Najlepsza gra, w jaką grałam od 3 lat. Szykujcie chusteczki!

Niedroga (bo około 35 złotych) gra, która jest dostępna na Steamie (i to w polskiej wersji językowej), króciutka i niezbyt wymagająca od gracza – a potrafi rozsmarować człowieka na kawałki. Zrobiona w RPG Makerze przez kanadyjskiego grafika i kompozytora, prościutka przygoda, ot, rozrywka na jeden wieczór.

Emocjonalna bomba na ładnych parę godzin po zakończeniu, nie mówiąc o tym, co się dzieje z człowiekiem w trakcie.

Grę podesłał mi mąż, który zna moje upodobanie do grafiki pikselowo-dwuwymiarowej, odpaliłam godzinną wersję i tak właściwie to bardziej chciałam wiedzieć, czy bohaterom się uda, niż dałam się wciągnąć w zagadkę. I nawet po tej pierwszej godzinie bardziej chciałam wreszcie dobrnąć do końca, niż grać dalej. Nie wiem, kiedy uznałam, że nie mogę przestać grać, dopóki nie dowiem się wszystkiego – chyba zaraz po tym, jak zapłakałam drugą chusteczkę.

moon11

Gra ma bardzo sympatyczny pomysł – dwójka naukowców przybywa do umierającego staruszka, by zmienić jego wspomnienia – ot, żeby tuż przed śmiercią zaczęło im się wydawać, że przeżyli największą przygodę życia. Eve i Neil są parą zgraną (co można poznać po tempie w jakim sobie dogadują i się kłócą), ale mają nieco inne poglądy na to, jak powinna przebiegać ich praca. Jest to źródłem przesympatycznych przekomarzanek, które wywołują uśmiech na twarzy gracza.

Nasze zadanie jest proste – za pomocą specjalnego sprzętu przenikamy do wspomnień staruszka, przenosimy się od najnowszych do jak najwcześniejszych i na koniec modyfikujemy je tak, żeby „przeżył” on swoje życie zgodnie ze swoim marzeniem. Historia, która przed nami się rozwija, przypomina nieco Memento (taki film, który zaczyna się od ostatniej sceny i kończy pierwszą) – od  śmierci żony staruszka, poprzez tajemnicę jej choroby, aż do dzieciństwa bohatera. Ma to swój niepowtarzalny urok, kiedy składamy w głowie przyczyny i skutki, a i sama miłość między River a Johnem (jako niepoprawna Whovianka i Sherloknięta miałam niezły ubaw – szczególnie, że twórca gry bezpośrednio nawiązuje do Doktora w pewnym momencie) jest piękna, choć trochę smutna.

tothemoon

Gra mnie rozłożyła. Na kawałki. Malutkie, emocjonalne i ciężko zasmarkane kawałki. Choć końcówka jest trochę przydługa i chaotyczna, i tak człowiek ryczy, bo to takie piękne. Poza tym jak tu nie lubić gry, która ma pluszowego dziobaka? (widać go na obrazku powyżej). Na dodatek nie udziela odpowiedzi na wszystkie pytania, a nawet zostawia tajemniczą otwartą furtkę do części kolejnych. Musicie mi uwierzyć, że ostatnie parę sekund na nowo poszarpało moje biedne nerwy. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne odsłony przygód Eve i Neila.

freebird_games_to_the_moon_1162681_g2

Gra porusza w prosty i niewymuszony sposób naprawdę ciężkie tematy – śmierci, przeznaczenia, wyborów, jakie dokonujemy. Jak wielką cenę jesteśmy w stanie zapłacić, by uspokoić swoje sumienie? Czy może niektórych rzeczy lepiej nie pamiętać? Gdzie kończy się sen, a zaczyna rzeczywistość? Jak wygląda życie z osobą chorą (zaburzoną)? Tajemnice, które wydają się wielkie na początku, okazują się błahe i proste, a potem powracają jeszcze raz, by nas rąbnąć między oczy. Szczególnie wtedy, kiedy nagle poskładamy sobie wszystkie fakty do kupy…

Dodajmy do tego absolutnie fenomenalną ścieżkę dźwiękową, skomponowaną przez autora gry. Fortepian oddaje nastrój melancholii, nuty niczym krople deszczu spadają na obraz w kolorze sepii i szarości. To co John pamięta dobrze i jest to dla niego ważne, jest kolorowe, reszta migocze niczym zepsuty telewizor. Dzięki temu widz-gracz automatycznie wyczuwa, na co powinien zwracać uwagę. Ścieżka jest dostępna osobno, polecam ją z czystym sumieniem – jestem osobą kompletnie nie zwracającą uwagi na muzykę, więc jeśli już zwróciłam, to wiecie, musi być dobra.

To-the-moon

Na koniec – jeśli nie chcecie grać, a macie ochotę poświęcić trochę czasu na poznanie fabuły, to zerknijcie na gameplay Roj’a na YouTubie. Płakał w tych samych momentach, co ja i nie gada za dużo.

Oczywiście najbardziej zachęcam do pobrania gry ze strony producenta.  Nie jest droga, a warto ją mieć, żeby od czasu do czasu zafundować sobie małe catharsis.

To the Moon, gra PC
producent: Freebirdgames

Spodobał Ci się ten wpis? Poślij go dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "To the Moon (Gra PC)"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Ijon Tichy
Gość

Niespecjalnie chce mi się płacić za to, żeby płakać – nie lubię płakać,

wpDiscuz