Miarka za miarkę – William Shakespeare

W „taniej książce” na dworcu w Opolu wypatrzyłam przypadkiem chudą książeczkę o okładce przypominającej dzieła komunistycznych ekonomistów partyjnych. Tytuł nic mi nie mówił, tylko nazwisko autora było znajome. William Shakespeare, do usług, w przekładzie Słomczyńskiego (do którego mam sentyment wielki i przez wielu uważany za nieuzasadniony). Szarpnęłam się na te trzy złote, a co. I […]

Lew w zimie (1968)

Ekranizacje sztuk teatralnych mają jedną przewagę nad zwykłymi scenariuszami filmowymi – stoją dialogami. Tu nie ma miejsca na zapchajdziury, siłą rzeczy ograniczona jest liczba wybuchów i innych scen, które mogły by obciążyć teatralny budżet. Sztuki bezlitośnie obnażają kiepskie aktorstwo. Ten dramat miał prawdziwe szczęście – na ekranie widzimy prawdziwą aktorską śmietankę.

Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie – Terry Pratchett

Przeczytałam książkę, gdy Maurycy był jeszcze niesamowity, a szczury uczone, jednak dopiero teraz dostałam ją w prezencie – w nowym przekładzie. Mogę powiedzieć jedno – nawet pomijając mojego szmergla na punkcie szczurów  – jest to moja ulubiona książka Pratchetta z cyklu bez straży i wiedźm. No, obok „Pomniejszych bóstw”.

Folwark zwierzęcy (Cynamonowe Facta i ACTA)

Ci, którzy weszli tu szukając streszczenia lektury mogą sobie od razu pójść, bo co, jak co, ale tę jedną jedyną lekturę powinniście przeczytać. Inaczej skazujecie się na bycie owcami, które myślą, że mają władzę i jakiś wpływ na świat, podczas gdy radośnie oddaliście władzę w ręce świń. Uczciwie ostrzegam – to bardziej felieton, niż recenzja.

Dobry omen – Terry Pratchett, Neil Gaiman

Czy istnieje gdzieś na ziemi miłośnik fantastyki, który nie zna przynajmniej jednego z nazwisk autorów „Dobrego Omenu”? No, chyba, że żyje w kraju, który za punkt honoru przyjął analfabetyzm, ograniczenie kontaktów ze światem i pali na stosach każdego, kto czytuje „niegodne” książki – wtedy owszem, może nie znać tych panów. Ich wspólne dzieło zabiera nas […]

Podwójne życie – Oliver Harris

Zdarzyło się Wam kiedyś przeczytać książkę, która przypominała całą masę innych, czytanych wcześniej, ale równocześnie nie do końca żadną z nich? Taka powieść budzi zachwyt podczas czytania, ale równocześnie trudno odpowiedzieć na proste pytanie: „co tak naprawdę było zachwycającego?” Opowiadając o niej bezradnie wzdychamy i głupio się uśmiechamy, mówiąc „no, wszystko”.